Historia Gretkowskiej jest bowiem wielce pouczająca. Jest jak
Oto, co na łamach "Gali" opowiedziała pisarka: "Parę lat temu wybrałałam się na ślub. . Nic nie mogło mnie zaskoczyć, byłam po kulinarnym safari we Francji. przechadzałam się z talerzykiem. Aż zgłodniałam i doszłam do końca stołu. Tam znalazłam puszeczkę czegoś wyśmienitego. Napisy nie kojarzyły mi się z żadnym językiem. Srebrną łyżeczką podważyłam wieko i .Coś niesłychanie wyrafinowanego, anchois z odcieniem kawioru. Ale niedługo rozkoszowałam się smakiem, bo kelner odebrał mi tajemniczy rarytas. . Mam nadzieję, że nie rozpowiadał o idiotce zażerającej się . To była lekcja pokory i prostoty."
Mamy nadzieję, że podpałka . Na ego najprawdopdobniej tak, ale w ogólnym rozrachunku ta przygoda wyszła jej na dpbre.