Do muzyki ciągnęło ją już od dziecka. Rodzice jednak byli nieustępliwi. „” – mówili. Nie wierzyli, że muzyka może zapewnić byt. „Nie wierzyli i dzisiaj ich rozumiem. Chcieli po prostu chronić córkę przed czymś, czego sami nie znali. To po pierwsze, a po drugie – ” – wspomina Halina Młynkova w rozmowie ze „Zwierciadłem”.
Jego śmierć uniemożliwiła jej udowodnienie, że to nieprawda. Ale udowodniła innym. Choć na początku nic nie zapowiadało takiej oszałamiającej kariery...
„ Oni pierwsi zrobili ze mną próbę” – opowiada wokalistka.
Zagrali ponad tysiąc koncertów w cztery lata. A potem odeszła. y... „I o brak szacunku o mnie” – dodaje zdawkowo Mlynkova. Dziś zarzuca sobie naiwność i to, że ją wykorzystywano. „U. Mój wieczny optymizm nie pasuje do tego świata”- wyznaje. W ciągu lat nieobecności, jak sama mówi, nie próżnowała.
Wychowała synka Piotrusia, przygotowywała się wokalnie i psychicznie do powrotu na scenę. I . I w siedem lat po ślubie nie wyobraża sobie kryzysu małżeńskiego, choć żadne z ich dwojga aniołem nie jest. „. W związku musi być pewien niedosyt, oddech, wolność” – mówi Halina i przyznaje, że oni na nudę nie mogą narzekać. „Nasz związek jest bardzo dynamiczny, cukiereczki dwa to nie my. Czasami się na siebie obrażamy. Jak ktoś mówi o swoim małżeństwie: >>” – dodaje.
Dziś wraca - mądrzejsza, bardziej doświadczona i... ze zmienionym głosem. „Czuję się dojrzała, odpowiedzialna, zmienił mi się głos na taki, jaki chciałabym mieć” – zdradza. „To dla mnie idealny moment, wokalnie, psychicznie, rodzinnie” – dodaje. .
Podpisanej już nie „Halinka” a „Halina”... „Ta Halinka zaistniała wbrew mojej woli. Sama nigdy bym się tak nie nazwała” – wspomina Mlynkova. Dziś sama kreuje swoje życie i żegna się z nielubianym, infantylnym zdrobnieniem. „” – mówi.