:
Na dzień 30 marca 2009 roku statystyki pokazują:
782 kobiety tymczasowo zatrzymane w areszcie śledczym
260 kobiet przebywających w zamkniętych zakładach karnych
1155 kobiet przebywających w zakładach typu półotwartego
194 kobiety przebywające w zakładach otwartych
W całej Unii Europejskiej kobiety stanowią mniej niż 1. Niestety, liczba kobiet skazywanych za przestępstwa zagrożone karą pozbawienia wolności w większości państw członkowskich stale wzrasta.
Przyczyn może być wiele. Patologiczna rodzina, kryminogenne środowisko, alkohol, narkotyki, zazdrość, zdrada, rabunek. Powody są podobne jak u mężczyzn, za wyłączeniem motywu seksualnego. Zwykle przyczyn jest wiele, co psychologowie nazywają Wtedy na zbrodnię składa się przykładowo miłość, zdrada, chęć zysku itp.
Sporą grupę tworzą kobiety, które popełniły zbrodnię w reakcji na długotrwałą przemoc fizyczną i psychiczną. Tymi kobietami zajmowała się w swojej pracy doktorskiej dr Magdalena Budyn-Kulik, adiunkt w Katedrze Prawa Karnego na Uniwersytet Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie. Kobiety – ofiary przemocy domowej – (art. 25 k.k.), albo w swoim przekonaniu również broniąc się, chociaż nie w sytuacji bezpośrednio konfrontacyjnej. Motywem była więc szeroko rozumiana motywacja obronna, również moment przesilenia, w którym kobiety miały . Ich czyny zwykle były popełnione pod wpływem tzw. zamiaru nagłego, dlatego narzędziem zbrodni było często to, co w danej chwili znajdowało się akurat pod ręką: wałek do ciasta, nóż, tłuczek do mięsa.
Jedynie wyjątkowo trafiały się sytuacje, kiedy to , a potem ukryła ciało w studni. Na pytanie, czy opisane przez nią kobiety odczuwały wyrzuty sumienia po popełnieniu zbrodni, dr Budyn-Kulik odpowiada: "
Kobieta, która zabiła, to w portrecie mediów morderczyni, niezależnie od motywów i okoliczności dokonanej zbrodni. Ponieważ kobiety stanowią zaledwie ułamek całości więziennej populacji
– mniej niż 3 procent – rzadsze przypadki zbrodni kobiecej są przez media nagłaśniane w sposób szczególny, często skupiający się na sensacyjnej stronie całego
zdarzenia.
Szczególnie w polskiej rzeczywistości, wciąż pokutuje obraz kobiety jako istoty łagodnej, pozbawionej agresji gospodyni domowej. . W naszej świadomości nie mieści się bowiem, że kobieta jest w stanie przypalać kogoś żelazkiem, poćwiartować
czy zalać betonem w przydomowym garażu - tylko mężczyźni mają na agresję kulturowe i społeczne przyzwolenie. "", co
często oznacza, że potrafi się bić, kiedy potrzeba. Kobiecie taka forma agresji nie przystoi. Dlatego z gazet i telewizyjnych reportaży wyglądają ku nam kobiety-monstra, pozbawione uczuć
potwory, będące zagrożeniem dla społeczeństwa.
Tymczasem, coraz bardziej zacierają się role płciowe, które funkcjonowały przez dziesięciolecia. . Oprócz przejmowania społecznej roli głowy rodziny czy zdobywania wysokich szczebli kariery zawodowej, przejmują też od mężczyzn wszystkie formy agresji.
Statystyki nie wyjaśniają, kim są umieszczone w nich kobiety. Za każdą zbrodnią kryje się bowiem jakiś dramat i zupełnie indywidualna ludzka opowieść, której nie da się objąć cyferkami. Opisane poniżej historie są prawdziwe, opisane przez Za wyjątkiem Moniki Szymańskiej, na której ujawnienie danych zezwolił sąd, imiona kobiet zostały zmienione
Pochodzi ze zwykłej, średnio zamożnej rodziny. W jej domu nie było awantur, alkoholu czy bicia. Uczyła się dobrze, zdała na medycynę, chciała zostać chirurgiem. Praca i kariera były dla niej zawsze najważniejsze, nawet pierwsze przed rodziną. Chirurgiem nie została, ale zaczęła pracę w pogotowiu. Była obowiązkową, sumienną lekarką. W pracy wdała się w romans z żonatym, o kilka lat starszym lekarzem. Związek początkowo traktowany jak zwykła przygoda, przerodził się u Małgorzaty w obsesję, podczas gdy Robert nigdy nie zamierzał zostawić żony i córki. . Gdy ten ociągał się z wykonaniem zadania, sama podstępnie wywabiła kobietę z domu i udusiła ją paskiem parcianym. Skazano ją na 25 lat więzienia, które opuści w 2022 roku. Biegli stwierdzili, że Małgorzata pomimo pozornie prawidłowego funkcjonowania w społeczeństwie, nigdy nie wykształciła w sobie uczuciowości wyższej. Nigdy też nie przyznała się do winy.
Zabiła byłego męża, który znęcał się nad nią fizycznie i psychicznie. Narzędziem była metalowa rurka. Mirosława dostała 12 lat. Pochodzi z chłopskiej rodziny, w której nie piło się alkoholu i nie biło. Nie było też u nich przypadków chorób psychicznych. Zawsze dobrze się uczyła i skończyła liceum ekonomiczne. Ponieważ ma epilepsję, Mirka wcześnie przeszła na rentę. Za mąż wyszła w wieku 22 lat i urodziła dwie córki. Choć początkowo finansowo radzili sobie bardzo dobrze, mąż Mirki coraz więcej pił, robił awantury i stosował przemoc fizyczną. Pomimo rozwodu (jednak dopiero po 20 latach małżeństwa), . Doprowadzona groźbą sprzedania domu na skraj załamania Mirka, zabiła byłego męża rurką, którą trzymała dla obrony przed nim. Potem razem z córką ukryła ciało w garażu. Całe życie wstydziła się za swojego męża, wstydziła się, że jest bita i gwałcona; teraz wstydzi się, też że go zabiła. Sąd przy wydawaniu wyroku wziął pod uwagę jej rozchwianie emocjonalne, które było reakcją na przeżycia związane z osobą byłego męża.
Monika nie znała swojego ojca, a ojczym był wobec niej agresywny. Z matką nie miała kłopotów, ale nie mają też silniejszej więzi. Nie udało jej się skończyć zawodówki. Pomimo wystarczającego sprytu i inteligencji, Monika nigdy nie wykazała chęci poprawy swojego życia. 15-letnia Monika zaczęła już stale pić i obracała w się nieciekawym towarzystwie. Szybko urodziła trójkę dzieci. 13 czerwca 1997 roku razem z kolegami napadła grupkę licealistów. Tomaszowi K. nie udało się uciec. . W końcu, gdy okazało się, że nie wyciągną z niego żadnych pieniędzy, zabito go, aby nie rozpoznał sprawców. Monika brała w zbrodni czynny udział i była niejako dowodzącą całego zdarzenia. Po śmierci Tomka, ulicami Warszawy przeszedł czarny marsz przeciwko przemocy. Kobieta została skazana na dożywocie a sąd zgodził się na ujawnienie jej danych osobowych. Biegli stwierdzili u niej osobowość dysocjalną, pozbawioną empatii, sumienia i uczuć wyższych.
: Bywa różnie. Jeśli jest to zbrodnia w afekcie, to zwykle jest to przemoc domowa, mnie jednak interesowały te drugie przypadki. . Taki, do którego nie da się wcisnąć przysłowiowej igły. Kobiety świetnie zacierają ślady, likwidują i ukrywają zwłoki, usuwają świadków i zastraszają wspólników.
Często same nie dotykają narzędzi zbrodni - manipulują, by ktoś zrobił to za nie. Potem mogą mówić, że one nic złego nie zrobiły. Albo zaprzeczają, że uczestniczyły w czymś tak
potwornym. Zaprzeczają, bo same przed sobą czują się lepsze, nie tak potworne. Inaczej rozsypałyby się na drobne kawałki – psychologicznie rzecz jasna.
: Generalnie większość z nich oswajała się z agresją od dzieciństwa, lub też pochodzą z dobrych, jednak zimnych domów, gdzie były rozpieszczane lecz nie uczone empatii. U
niektórych nastąpił error psychologiczny: pozornie dobry dom, ale była w nim jakaś wyrwa, np. rodzice udawali miłość dla dobra dziecka, o czym ono wiedziało.
: Nie wszystkie, ale bardzo wiele z nich. Po przeczytaniu mojej książki można odnieść wrażenie, że więcej morderczyń pochodzi z dysfunkcyjnego środowiska. Jest to jednak spowodowane tym, że te inteligentniejsze kobiety nie wyraziły zgody na ujawnienie twarzy.
: Już kiedy obserwowałam te kobiety zasiadające na ławach sądowych, pomyślałam, że chciałabym o tym napisać książkę. . Tak naprawdę interesowało mnie skąd bierze się ich zło, co sprawia, że kobiety, często miłe i sympatyczne, posiadające normalne domy, wykształcone, decydują się przekroczyć cienką czerwoną linię za którą jest makabra. Tym bardziej mnie to fascynowało, że nie wyobrażałam sobie nigdy podnieść na nikogo ręki a także słabo radzę sobie nawet z agresją werbalną. " i byłam przekonana, że jeśli się z nimi spotkam – znajdę ten gen zła. Czy mi się to udało, trzeba osądzić po przeczytaniu ksiązki.
Bardzo. Ale trzeba wziąć poprawkę na to, że one podczas rozmowy grały swoją rolę. Ja nie byłam ofiarą, a pisarką, która jest zaciekawiona ich losem, podaje im rękę, choć wie, że są chore np. mają HIV. Poczuły się jak ludzie, a nie jak potwory. Więc też były miłe. Co innego gdyby one były na wolności a ja przeszkodziłabym im w osiągnięciu założonego celu. Relacja pewnie byłaby inna. Trzeba o tym pamiętać.
: Uważam, że zdobyć ich zaufanie było w tym rzeczą najtrudniejszą. Ta książka w ogóle była "trudna". Składała się z samych najtrudniejszych etapów – zebranie dokumentacji, wybranie bohaterek, namówienie ich na udział w projekcie, a jakby tego było mało - wymyśliłam jeszcze zdjęcia. Ale to wszystko nie udałoby się, gdybym ja sama nie pochyliła się nad tymi kobietami i nie dostrzegła w nich ludzi. Nie morderczynie, lecz kobiety, które tak samo jak inne cierpią, tęsknią, zostały kiedyś skrzywdzone. Może nie miały w nikim oparcia a od dziecka otaczało je zło i dlatego same nauczyły się tak funkcjonować.
One wiedziały, że ja nie szukam sensacji, lecz chcę je zrozumieć. One to wyczuły. Wiedziały, że bardzo chcę pokazać ich losy, opowiedzieć ich historie i że zbrodnia jest tylko punktem wyjścia do takich opowieści. I dlatego zaufały mi. Najtrudniejszą rozmówczynią była Małgorzata (nazwisko zmienione – red.) – długo nie chciała się zgodzić na udział w projekcie. Spotykałyśmy się kilka razy, zawsze kiedy przyjeżdżałam do jej koleżanek. I wtedy zamieniałyśmy kilka słów na jakiś temat. W końcu usłyszałam, że Małgorzata jest pewna, że chce. I myślę, że nie żałowała. Ja osobiście uważam jej postać za niezwykle interesującą, ponieważ to bardzo inteligentna osoba. Nie wiem, czy znalazłabym w Polsce morderczynię, która "udźwignęłaby" temat rozmowy – czyli śmierć – tak wielowątkowo. Małgorzata jest najinteligentniejszą, lecz i dla mnie najbardziej niezrozumiałą – przez co najstraszniejszą morderczynią z całej książki.
. Z czasem morderczynie zaczęły mnie traktować cieplej niż
niektóre osoby z którymi przebywają na co dzień w zakładzie karnym. Ale to nie jest tak, że się z nimi zaprzyjaźniłam – trzymałam je na dystans i nie pozwalałam, by weszły do
mojego świata. Wciąż pamiętałam, co zrobiły. I do czego są zdolne.
Z całą pewnością mieszka jakaś obok mnie i obok pani, i obok pani matki. Taka jest prawda. Morderczynie to nie postaci z komiksu, z dziennika telewizyjnego ani z sali sądowej, tylko
realne postaci, które odbywają karę i wychodzą. Stąd konstrukcja książki, która kończy się rozdziałem wolność – kobieta, która wyszła z wiezienia opowiada o tym jak jej się
żyje nie tylko po zbrodni, ale i po odbyciu kary. Trzeba też pamiętać, że te kobiety nie są groźne dla wszystkich – pomiędzy zabójcą a ofiarą zwykle jest komplementarność i
morderczyni nie atakuje przypadkowej osoby, lecz wybraną ze znanych sobie przyczyn tę jedną szczególną – o tym jest moja najnowsza książka "Zbrodnia
Niedoskonała".
Odsiadującym wyroki w więzieniach kobietom brakuje wszystkiego. y.
Na pytanie czy jest szansa na to, żeby kobiety skazane za zabójstwo czy morderstwo wróciły kiedyś na łono społeczeństwa, Katarzyna Bonda odpowiada odmownie. Choć starają się one być na
bieżąco z tym, co dzieje się na wolności, według niej nie ma dla nich szans na nawiązanie normalnych relacji uczuciowych. Można jednak starać się wpłynąć
na zmianę jego świata wartości. Pokazać im, że można funkcjonować bez agresji.