Zmiany pukają do drzwi

Reklama

Urlop macierzyński trwa w tej chwili 18 tygodni przy urodzeniu pierwszego dziecka. Jeśli kobieta wykorzysta już 14 tygodni z tego czasu, pozostałe 4 może, ale nie musi, oddać ojcu dziecka. W obu przypadkach zasiłek wynosi 100 proc. wynagrodzenia. Natomiast jeśli kobieta nie pracuje, ojciec nie ma prawa do wzięcia wolnego na dziecko.

Niedawno pojawił się pomysł przyznania osobnego urlopu rodzicielskiego mężczyznom. Oto proponowane zmiany:

- Tydzień urlopu dla ojców, który niewykorzystany - przepada.

- Mężczyzna może wziąć wolny tydzień w każdym momencie urlopu matki, niezależnie od niej.

- Ojciec w dalszym ciągu będzie mógł "otrzymać" od matki 3 tygodnie jej czasu urlopowego. - Dodatkowo kobieta lub mężczyzna samotnie wychowujący dziecko mieliby takie samo prawo do pełnego wymiaru urlopu rodzicielskiego, czyli tych 18 tygodni

Jeszcze we wrześniu Sejm będzie głosował nad tymi udogodnieniami.

Z kartką w ręku?

Zanim zaczniemy robić w domu małą rewolucję i z ołówkiem w ręku określać nowy podział obowiązków, trzeba zrobić prosty rachunek: co nam się bardziej opłaca?

Co możemy zyskać?

Równe szanse w walce o pracę.

Urlopy "tacierzyńskie" to szansa dla kobiet, które cenią sobie swoją karierę, obowiązki zawodowe i życie poza rodziną. Dzięki temu będą mogły z równej pozycji startować w walce o dobre stanowisko, bo zmiany w kodeksie pracy wytrąciłyby argument wszystkim tym, którzy boją się zatrudniać kobiety w wieku tzw. "rozrodczym”. Być może wtedy skończą się pytania o "planowane życie prywatne” i prośby o zaświadczenie od lekarza o niebyciu w ciąży.

Takie same zarobki, takie same premie

Gdyby oboje, kobieta i mężczyzna, mogli wziąć dłuższe wolne na dziecko, argument - że kobiecie płaci się mniej, bo jest zbyt zaabsorbowana czym innym poza pracą - powinien zniknąć.

Wzrost liczby urodzin?

Reklama

Może się też tak zdarzyć, że dzięki tym urlopom będziemy mieli nawet wzrost demograficzny! Kobiety, które dotąd obawiały się urodzić dziecko i stracić to, co osiągnęły przez lata edukacji i kariery, będą się czuły na tyle bezpiecznie, że decyzja o posiadaniu dzieci nie będzie już oznaczała przejścia w stan niemal emerytalny.

Utracona dawno godność gospodyni domowej

Kolejnym plusem będzie rosnący szacunek dla osób "tylko" wychowujących dziecko. Kiedy faceci sami zaczną przewijać, bawić i przecierać zupki, docenią wkładany w to wysiłek i wzrośnie wartość pracy, którą kobiety same wykonywały w domu.

Mniej pracy

Bo miejmy nadzieję, teraz to oni zaczną po części latać ze ścierą i prać śpiochy.

Silną więź pomiędzy rodzicami

Na pewno zwiększy się także emocjonalna nić miedzy rodzicami, skoro obowiązki będą dzielone na pół. Wtedy w rodzinie zapanują stosunki partnerskie, rodzice będą musieli nauczyć się porozumiewać, pomagać sobie nawzajem i razem dbać o rozwój dziecka.

Bardziej uczuciowego partnera

Utarło się, że to matki są od "ukochania" dziecka, tatusiowie są od wymierzania kar. Teraz ojciec będzie miał czas i okazję, żeby dotrzeć do ukrytych w sobie pokładów miłości. Obalimy stereotyp, że w pierwszych tygodniach życia ojciec jest dziecku niepotrzebny. Nowo odkryta wrażliwość na pewno przełoży się także na nasze życie miłosne.

•Trochę czasu dla siebie

Teraz Twój partner zrozumie, że każdemu potrzeba czasem trochę czasu dla siebie. Nie będzie już bał się zostać z dzieckiem, a Ty będziesz mogła wyskoczyć z przyjaciółkami na ciuchowe polowanie i wielkie, zasłużone ciacho.

Są jakieś minusy?

• Mniejszy kontakt z dzieckiem

Więź matki i dziecka jest największa do około 3. roku życia syna czy córki. Co jeśli ten czas spędzi z nim ojciec? Panie nie tylko stracą niepowtarzalne chwile związane z pierwszym słowem, samodzielnym krokiem, ominie je również cała radość związana po prostu ze wspólnym przebywaniem, nieograniczonym czasowo.

Utrata władzy niepodzielnej

Niestety, skończą się czasy domowego jednowładztwa... niekiedy będzie trzeba zgodzić na golonkę na obiad, skoro talerz zostanie Ci podstawiony prosto pod nos. Poza tym takie małe rzeczy, jak który proszek kupić czy jak ustawiać naczynia w zmywarce, będą wyznaczały trudną drogę kompromisów, na którą wchodzimy.

Punktowanie zadań

Oby tylko wasze zgodne panowanie nie zmieniło się w pewnym momencie w rozliczanie, kto ile czasu spędził z dzieckiem, kto robił pranie, a kto powinien był zapłacić rachunki. Zbyt sztywne podejście do ustalanych zasad pozbawi was całej frajdy z równej opieki nad dzieckiem.

Sfrustrowany i zalękniony partner

W Polsce jesteśmy przyzwyczajeni do tradycyjnego podziału rodziny. Tata, który zostanie z dzieckiem w domu, może narazić się na niewybredne żarty kolegów i utratę szacunku podwładnych po powrocie do pracy. To na pewno odbije się na jego samopoczuciu, a pośrednio na Tobie.

Mniej seksu?

Zdarzało wam się odwracać plecami do partnera, stosując wymówkę: "mały płakał cały dzień - jestem skonana"? No cóż, teraz możecie usłyszeć to samo z drugiej strony łóżka. I pozostanie tylko skinąć głową ze zrozumieniem...

• Oporny pracodawca

Urlopy dla ojców mają wyrównać nasze szanse na rynku pracy. Nie da się tego zrobić bez pomocy pracodawcy. Jeśli zatwardziały umysł naszego szefa nie przełknie tego, że kobieta to taki sam pracownik jak mężczyzna, stracimy podwójnie. Nie mając właściwej pozycji ani w domu, ani w pracy, tylko pogorszymy sobie sytuację.

Wieczne rozdarcie

Kiedy to ojciec zostanie z dzieckiem w domu, myślami będziemy cały czas przy nich. Obliczając budżety, trudno będzie nam się skupić, kiedy nasze dziecko ma właśnie wizytę u pediatry. Podobnie, kiedy będziemy wcześniej wymykać się z pracy na karmienie, wyrzuty sumienia wobec zespołu będą nas na pewno przygniatać.

Większość Polaków wciąż uważa, że tylko matka jest niezbędna dziecku w pierwszych latach życia. Proces dzielenia się obowiązkami będzie więc na pewno przebiegał w pocie czoła. Czas jednak iść do przodu. Walczmy ze stereotypem podziału obowiązków, bo liczba plusów ze wprowadzenia urlopów dla ojców jest dla nas dłuższa. Nie ma jednak nic na siłę, najlepiej będzie, jak każda z nas zrobi sobie podobną listę odpowiednią do swojej sytuacji i zawoła partnera na rozmowę przy butelce wina.

W praktyce to już działa

Urlopy ojcowskie tak naprawdę już są częścią naszej codzienności, życie nie czeka na ustawy sejmowe. Niezależnie od zmian wszystkie pary będą musiały usiąść usiąść razem i zadecydować, kto pracuje, kto zostaje w domu. Nowoczesne rodzicielstwo to nie mama - gospodyni domowa i tata - żywiciel rodziny. To dwójka partnerów, którzy wspólnie decydują o tym, kto i ile czasu spędzi z dzieckiem.

Fifty - fifty

Bardzo naturalnie rozwiązało się to u Marka i Zuzy Jarmakowskich. Wspólnie postanowili, że Zuzanna, jak tylko dojdzie do siebie po urodzeniu dziecka, wróci do pracy. Od 2 lat pracuje w banku przy obsłudze kredytów hipotecznych. Tomek z kolei, pracując przy komputerze, może tak przeorganizować swoją pracę, żeby spędzać większość dnia w domu. Wróci do swoich projektów, jak tylko Zuza przyjdzie z banku.

Jednak po staremu…

Paulina i Szymek są w ciąży, spodziewają się dziecka za 2 miesiące. Te proponowane "nowości" są im obojętne. Nawet nie brali pod uwagę opcji urlopu "macierzyńskiego”. Paulina jest konsultantką w firmie informatycznej i świat się nie zawali, jak jej przez parę miesięcy nie będzie w firmie. Za to Szymek koordynuje prace budowlane i jest stale w ruchu. Nie ma szans, żeby nie wypadł z rynku po długiej nieobecności. Poza tym jego pensja jest tym większa, im więcej zleceń złapie na rynku. Urlop ojcowski nie jest dla nich, ale znają pary, u których taki układ działa bez problemu.

Mama do pracy, tata do pieluch?

Paulina opowiada o swoich znajomych: "Znam taki przypadek, w którym to ojciec zajmował się dzieckiem, a matka bardzo szybko po porodzie wróciła do pracy (po około miesiącu zwolnienia). Mężczyzna pracował jako nauczyciel w liceum, a kobieta w zagranicznej firmie. Zarabia dużo więcej od męża. To przesądziło sprawę - on został w domu na bezpłatnym urlopie, ona wsunęła stopy w lakierki i poszła "zarządzać zasobami”. Nikogo w otoczeniu tej pary to nie dziwiło. Wręcz przeciwnie, spotkało się z dużym zrozumieniem a nawet podziwem dla ich decyzji”.

Oni nie potrzebowali czekać, aż prawo ustawowe zorganizuje im życie. Przy decydowaniu o opiece nad dzieckiem brali pod uwagę wspólne dobro i korzyści płynące z obu wariantów. Kwestie płci czy uświęconej tradycji odłożyli na bok.