Grudzień to czas żniw dla handlowców i moment niewysłowionej męki dla kupujących. Zwłaszcza dla kobiet, które muszą wybrać prezenty dla bliskich swojemu sercu panów. Kiedyś wszystko było jasne: dziadkowi "Przemysławkę", tacie krawat w ciągniki, a narzeczonemu/mężowi: nowe skarpety ("stare się wydarły - wiem, bo przecież to ja w tym domu piorę").
Dzisiaj - przepuszczane przez maszynkę do mielenia mózgu, zwaną potocznie marketingiem - mamy do wyboru tyle propozycji, że zapiera nam dech. Podpowiadamy, czego w tej prezentowej gonitwie należy unikać. No i oczywiście wyjaśniamy, dlaczego. Będzie i banalnie, i zadziwiająco.
Boże broń przed tak banalnym darem. Na półce z napisem "nuda" zajmują najwyższe miejsce. Jeśli już musisz kupić taki prezent facetowi (na przykład zawarł go w swojej
liście życzeń do Świętego Mikołaja - zapewne w nadziei, że ten stary sklerotyk jednak o nich zapomni), to niech to nie będą zwykłe, szare stopki do domowych kapciuchów. Niech mają swój
styl; dla wielbicieli Barta Simpsona mogą być właśnie takie z podobizną idola, a dla fanatyków Metalliki - z logo zespołu.
Wysil swoją wyobraźnię - jeśli tego nie zrobisz i kupisz zwykłe skapetki, możesz być pewna, że na twarzy obdarowanego mężczyzny zobaczysz cień pogardy. Podobnie może się stać w
momencie, gdy kupisz mu krawat. To już banał do sześcianu. A że kosztował 500 złotych? Uwierz: niewielu panów się zorientuje. Przecież na bazarku też wiszą oryginały od Versace...
Dlaczego? "To przecież prezent idealny!" - oburzycie się. A wcale nie - po pierwsze, jeśli facet jest prawdziwym fanem, to na pewno tę płytę już od dawna ma. Jeżeli zatem
dostanie drugi egzemplarz, ani chybi podzieli się nim z jakimś innym fanem - tylko, że z takiego prezentu nie będzie miał funu (czytaj: fanu). Jedyny wyjątek: sytuacja, w której wymarzona
płyta znajduje się na liście marzeń, zwanej inaczej listem do Świętego Mikołaja.
Do jego samochodu, sprecyzyjmy. Jeśli w swojej kobiecej naiwności myślisz, że mężczyzna ucieszy się, gdy w jego stalowym rumaku będzie pachniało wanilią, to jesteś w błędzie.
Mężczyźni (mówimy o prawdziwych) nie są fanami takich słodkich aromatów.
Wybór zapachu do wnętrza samochodu powinno się pozostawić im samym. Ciekawe, że zazwyczaj chcą, by w ich aucie waniało męskimi perfumami. To tak na wypadek, gdyby podwozili do domu koleżankę z pracy. Jak czułaby się cycata pani Jola w samochodzie pachnącym zielonym jabłuszkiem? Przecież wiadomo, kto go wybrał...
Brzmi paradoksalnie, prawda? To przecież żelazna pozycja na liście prezentów dla mężczyzn, ale musisz być zawsze bardzo ostrożna. Pół biedy, jeśli on sam ci powie, czym chciałby
pachnieć. Wtedy sytuacja jest być może pozbawiona znamion niespodzianki, ale przynajmniej jasna.
Ale jeśli kupujesz pefrumy "na oko", to masz prawie 100 procent pewności, że nie spotkają się z uznaniem obdarowanego. Kobiety mają bowiem nieco inne wyobrażenie o tym, jak powinien pachnieć mężczyzna niż on sam. My chcemy, żeby pachniał jak nasz tata, a oni chcą pachnieć jak Pierce Brosnan albo inny Clooney.