Wizyta żony prezydenta Francji w Libii ma stworzyć klimat dla ułaskawienia pięciu bułgarskich pielęgniarek skazanych przez sąd na karę śmierci za rzekome zarażenie 426 dzieci wirusem HIV. Cecilia Sarkozy w czwartek po południu dwukrotnie spotkała się z libijskim dyktatorem Muammarem Al-Kaddafim, który stosując prawo łaski, jako ostatni może pomóc skazanym. Odwiedziła także dzieci żyjące z wirusem HIV, domniemane ofiary pielęgniarek, i spotkała się z oczekującymi na egzekucję kobietami.

Pałac Elizejski, który lakonicznie poinformował o wizycie Pierwszej Damy, odmawia komentarza w tej sprawie. Media francuskie pełne są za to spekulacji dotyczących misji Sarkozy oraz jej nowej, zaskakującej roli u boku męża. "Jeszcze niedawno pytano, czy Nicolas Sarkozy w ogóle ma żonę, dziś okazuje się, że Cecilia może odegrać znacznie poważniejszą rolę niż Bernadette Chirac. Wiadomo, że podczas rozmowy z Kaddafim Pierwsza Dama prosiła o łaskę dla Bułgarek, dodając, że Francja nie wierzy w winę skazanych, a wykonanie wyroku śmierci spotka się w Unii Europejskiej z poważnymi konsekwencjami” - tłumaczy internetowe wydanie dziennika "Le Monde". Gazeta przypomina, że Nicolas Sarkozy jeszcze podczas swojej kampanii prezydenckiej obiecywał zająć się losem przetrzymywanych od dziesięciu lat w Libii kobiet. Teraz po raz pierwszy w historii francuskiej dyplomacji tak delikatnej misji podejmuje się Pierwsza Dama.

"Cecilia Sarkozy lubi wydawać pieniądze, ostatnio musiała nawet zwrócić służbową kartę męża w związku ze znacznym przekroczeniem limitu wydatków. Teraz okazuje się, że jej niefrasobliwość nie idzie w parze z brakiem inteligencji. Jeśli jej misja okaże się sukcesem, będziemy mieli do czynienia z zupełnie nową jakością uprawiania polityki" - powiedział jeden z francuskich publicystów.

Sam Nicolas Sarkozy nie chce komentować ambitnych planów Cecilii. "Moja żona poleciała do Trypolisu, by spotkać się z dziećmi chorymi na AIDS" - powiedział przyparty do muru przez dziennikarza TF1.

Specjaliści podkreślają, że Europa ma niewiele czasu na uratowanie Bułgarek. 12 lipca sąd w Trypolisie potwierdził swój wyrok, podkreślając umyślne zakażenie dzieci w czasie transfuzji krwi w szpitalu w Benghazi. Wcześniej kobiety pod wpływem tortur same przyznały się do winy. W trakcie procesu eksperci udowodnili jednak, że zakażenia nastąpiły w wyniku fatalnych warunków higienicznych w szpitalu. Sąd głuchy był jednak na te argumenty.