- Dziecko moje - spłoszyła się Grażynka - dziecko będzie miało dziecko?
- Mamo, ja już nie jestem dzieckiem i tak postanowiliśmy z Markiem.
- Ale na Boga - próbowała interweniować babcia Olga - czy ty wiesz, co to znaczy mieć dziecko? My nic o Marku nie wiemy, może jest chory na coś straszliwego, w rodzinie mogą być dziedziczne choroby psychiczne, weneryczne, znasz go tylko dwa lata i żyjecie na kocią łapę, nie macie gdzie mieszkać - babcia Olga wymieniała nieskończoną ilość piętrzących się wątpliwości.
- Mieszkać z dzieckiem na razie będę z wami, a potem się zobaczy - Ala się nie podawała.
Babcia nie ustępowała: - Spod jakiego znaku jest Marek? Byle nie był Skorpionem, bo sobie nie poradzimy, dziecko też musi być spod właściwego znaku zodiaku. Najlepiej jak się urodzi na wiosnę!
- Ale czy ty jesteś już w ciąży? - zapytała Grażynka.
- Nie, ale będę! - przyznała Ala. - Muszę się zaszczepić przeciw różyczce i żółtaczce, a to już zabiera trzy albo i pięć miesięcy. Trzeba zadbać o zęby, bo potem już na nic nie ma czasu.
- Czy ty wiesz, moje dziecko - wtrąciła szybko Grażynka - że pierwsze trzy miesiące to koszmar, potem jest jeszcze gorzej... Nie można się kąpać w ciepłej wodzie, bo ciąża rośnie w brzuchu matki, nie można jeść nic pikantnego, cytryn ani śliwek suszonych, bo dziecko będzie miało biegunkę.
- Niech mama mi tylko nie mówi, jak się wychowuje dzieci, co mama zrobiła z Januszkiem? - równie szybko zareagowała Ala. - Trzydziestka na karku, a on tylko się dobrze zapowiada!
- Jak się odzywasz do matki! - Grażynka była cała w nerwach. - I ty chcesz mieć sama dziecko?
Babcia zaczęła rozkładać tarota i kiwała głową nad kartami. Nie, nic dobrego z tego nie będzie!
- A mama - ciągnęła Ala - mama tylko myśli o sobie. Gdyby nie tata, to pewnie mnie ani Januszka nie byłoby na tym świecie.
- Wybierzmy imiona, to takie ekscytujące - szeptała babcia znad stołu.
Grażynka nie wytrzymała: - Niech mama nie przypieczętowuje tego bełkotu Ali!
- Takie ładne imię, Władziu - babcia jakby nie słyszała Grażynki. - A kogo w rodzinie miałyśmy o tym imieniu? A no właśnie, nikogo, a to takie ładne imię...
- Nie Władziu, bo to wołacz, a Władzio. Władysław to dobre dla króla, ale nie dla małego dziecka - Ala kręciła nosem. - Babcia się pewnie kochała we Władziu... ha! ha!
- To nic śmiesznego, a dziewczynka mogłaby nazywać się Ofelia...
- Co też babci chodzi po głowie!
- Tu w kartach wyszło mi, że to będą dwojaczki.
- Babciu, niech się babcia już nie odzywa, bo mnie już wszystkiego po tej rozmowie rodzinnej się odechciewa - Ala wyglądała na wyczerpaną.
- No i dobrze - skomentowała Grażynka.
Ala ciągnęła dalej: - Nie mogę utyć przed ciążą ani w czasie, ani po urodzeniu dziecka.Tak, gimnastyka i będę jadła tylko ryby, to będzie chłopiec.
- Bawarka w czasie karmienia jest najważniejsza, będziesz miała dużo pokarmu - doradziła babcia.
- Ja nie będę karmiła dziecka, po co, żeby mi piersi zniszczyło?
- Trzeba w czasie ciąży każdego dnia rozsypywać dwa pudełka zapałek i schylać się po każdą, dobra gimnastyka - babcia dalej udzielała rad. - I jeść jabłko, które przez całą noc nabite jest gwoździami... rano jest czarne co prawda, ale bogate w żelazo - kończyła babcia.
- Ja chyba się nie zdecyduję na dziecko... To mnie przerasta!!! - wykrzyknęła nagle Ala.
- A becikowe? Za dwojaczki podwójne! - głos babci gonił Alę, kiedy już wybiegała z domu.