Większość ludzi przynajmniej raz w życiu zostaje porażona "piorunem sycylijskim". Co to takiego: niemożliwy do opanowania wybuch namiętności do osoby, której często nawet nie znamy.

Określenie "piorun sycylijski" pochodzi z książki "Ojciec chrzestny", której autorem jest Mario Puzo. Michael Corleone, jeden z głównych bohaterów, jedzie na Sycylię, by odpocząć. Tam spotyka dziewczynę, która burzy krew w jego żyłach. "... Jak kogoś trafi, każdy to widzi. (...) Nic nie mogło powstrzymać go od zdobycia tej dziewczyny... był to okres takiej zmysłowości, jakiej nie zaznał nigdy dotąd".

Podobnie jak życie Michaela, tak i życie każdego z nas może zostać wywrócone do góry nogami działaniem "pioruna sycylijskiego". Osoba nim rażona zupełnie nie zastanawia się nad tym, jaki jest człowiek, z którym pragnie zaznać namiętności, nie musi nawet z nim rozmawiać, ani poznawać jego wnętrza. Po prostu: chce zaznać z nim miłosnego spełnienia.

Naukowcy uznają, że taki stan to skutek działania feromonów, czyli tego, co popularnie nazywamy "chemią miłości". Niestety, wciąż nie odkryli, dlaczego niektóre osoby sprawiają, że burza feromonowa tak skutecznie nas obezwładnia, a inne nie.

Co twierdzą: eksperci przekonują, że "piorun" może razić dosłownie każdego - bez względu na wiek, stan cywilny, płeć czy temperament i zwracają uwagę, że niemal tyle samo poważnych związków zaczyna się do jego uderzenia, co i kończy... Przy okazji: specjaliści zwracają uwagę, że uderzenie "pioruna" może mieć poważniejsze skutki dla osób, które z natury są spokojne, rozsądne i introwertyczne. To właśnie takim ludziom trudniej pogodzić się z tym, co się im przytrafia i działaniami, które podejmują pod wpływem niekontrolowanego uderzenia hormonów.

Osoba "porażona" będzie za wszelką cenę dążyć do spełnienia swojego marzenia, a kiedy już to nastąpi, scenariusze wydarzeń mogą być być przeróżne. Od gorącej namiętności może się rozpocząć poważny związek, ale wcale nierzadko taka "miłość" kończy się jednorazową przygodą.