Kosmeceutyki to produkty, które łączą w sobie zarówno kosmetyk, jak i wiedzę naukową. Naszym pomysłem jest stworzenie kosmeceutyku, który mógłby zastąpić lub być wsparciem terapii związanych z toksyną botulinową – wskazuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje dr Anna Mazurkiewicz-Pisarek, założycielka i prezes Science4Beauty.

Reklama

W ostatnich latach nastąpił gwałtowny wzrost popytu na wysokiej jakości produkty przeciwstarzeniowe. Wykraczając poza tradycyjne kosmetyki, które tymczasowo upiększają skórę, firmy kosmetyczne wykorzystały rewolucję biomedyczną, dodając do swoich produktów biologicznie aktywne składniki, które wzmacniają funkcje zdrowotne. Ponieważ nie mają na celu poprawy ani leczenia chorej skóry, uniknięto w nich regulacji i badań farmaceutycznych. W ten sposób kosmeceutyki zacierają granicę między lekiem a kosmetykiem.

Choć istnieje niewiele dowodów potwierdzających twierdzenia dotyczące kosmeceutyków, testy niektórych produktów wykazały, że składniki w nich wykorzystywane faktycznie działają ochronnie i naprawczo na starzejącą się skórę. Kosmeceutyki są już popularne na Zachodzie, ale pandemia zwiększyła zainteresowanie nimi w naszej części Europy.

Kosmeceutyki można stosować samodzielnie w domu, nie musimy odwiedzać różnego rodzaju gabinetów medycyny estetycznej, lekarzy, możemy sami wykonywać te zabiegi w domu – przekonuje Anna Mazurkiewicz-Pisarek.

Wiele kosmeceutyków jest opracowywanych w celu zapobiegania starzeniu się skóry, spowodowanej zwłaszcza długotrwałym narażeniem na działanie słonecznego promieniowania UV. Potencjalne możliwości leczenia już uszkodzonej skóry obejmują stosowanie miejscowych przeciwutleniaczy i związków, które pomagają naprawić DNA i stymulują syntezę kolagenu. W kosmeceutykach często stosuje się również peptydy, które np. stymulują syntezę nowego kolagenu in vitro i ułatwiają gojenie się ran, zmniejszają również zmarszczki.

Polska firma Science4Beauty opracowuje Conocream, który za pomocą toksyny botulinowej rozluźnia mięśnie poprzez hamowanie uwalniania neuroprzekaźników.

Reklama

Neurotoksyny, które będą wykorzystywane w Conocreamie, są oryginalnie produkowane przez ślimaki morskie Conus magus. To drapieżniki, które produkują koktajl peptydów blokujących kanały jonowe i w ten sposób wpływają np. na zahamowanie bólu czy też na rozluźnienie mięśni. My wybraliśmy jeden z peptydów, który jest odpowiedzialny za miorelaksację, czyli mówiąc potocznie, za rozluźnienie mięśnia szkieletowego – tłumaczy założycielka Science4Beauty.

Naukowcy od lat badają jad morskich ślimaków. Już w 2010 roku badacze z Uniwersytetu w Queensland pozyskali z niego leki przeciwbólowe nowej generacji, silniejsze od morfiny, a przy tym bez działania uzależniającego. Jad ślimaków jest mieszaniną złożoną z różnego typu białek, a zasadą działania peptydów z jadu części ślimaków jest blokowanie określonych neuroprzekaźników, m.in. odpowiedzialnych za ból.

Prace badawczo-rozwojowe nad polskim kremem jeszcze trwają. Teoretycznie mógłby być gotowy nawet w ciągu półtora roku, firma czeka jednak na dofinansowanie badań. Wiadomo jednak, że krem mógłby wspomóc terapię z toksyną botulinową (popularnym botoksem), czyli jadem kiełbasianym wytwarzanym przez bakterie, która jest obecnie najsilniejszą znaną trucizną działającą na układ nerwowy, a jednocześnie substancją wykorzystywaną w medycynie estetycznej, likwidującą zmarszczki mimiczne.

– Conocream działa do 48 godzin, dlatego może być zarówno supportem podczas zabiegów z toksyną botulinową, jak i może mieć zastosowanie w domu. Kierujemy nasz produkt też do ludzi, których praca jest związana z mimiką twarzy, czyli aktorów, dziennikarzy, polityków, którzy nie mogą stosować toksyny botulinowej – wskazuje dr Anna Mazurkiewicz-Pisarek.