Dziennik Gazeta Prawana logo

Wolą być stare, niż dać się pokroić

31 maja 2008, 13:18
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Nie oszukujmy się, operacje plastyczne to w show-biznesie już norma. Na szczęście nawet wśród sław można znaleźć kobiety, które preferują naturalne piękno. Heidi Klum, Gisele Bundchen, Cate Blanchett i Juliette Binoche zarzekają się, że nie zamierzają oddawać się w ręce słono opłacanych doktorów od urody. Ciekawe, jak długo będą się tego trzymać?

Kiedyś gwiazdy publicznie przyznające się do korzystania z usług nowoczesnej kosmetologii i chirurgii plastycznej szokowały. Kilka lat temu ogromne poruszenie wywołała słynna topmodelka Cindy Crawford, która przyznała, że od 29. roku życia regularnie odwiedza specjalistyczne gabinety, gdzie poddaje się zabiegom odmładzającym przy pomocy botoksu i kolagenu.

Teraz gwiazdy opowiadają na prawo i lewo, co sobie wstrzyknęły lub co naciągnęły. I nikogo to już specjalnie ani nie dziwi, ani nie szokuje. Mało tego, większe zdziwienie budzą zapewnienia pięknych i bogatych, że nie zamierzą na swoim ciele testować najnowszych odkryć dermatologów.

Pewnie zdziwienie wywołuje na przykład postawa Heidi Klum. Piękna Niemka na już 35 lat i wciąż wygrywa plebiscyty na najseksowniejszą modelkę świata. Nie zamierza jednak oszukiwać świata, że nadal ma 19 lat. Na jej twarzy pojawiły się już pierwsze zmarszczki, a pośladki nie są już tak jędrne jak w czasach, gdy pozowała dla "Sports Illustrated”.

Heidi jednak nic sobie z tego nie robi. I zapewnia, że botoks to nie dla niej. Nie próbowała i nie zamierza. Zamiast tego woli stosować stare recepty na młodość i urodę. Dużo śpi, pije trzy litry wody dziennie i bardzo kocha swojego męża - Seala. W efekcie wciąż jest szczęśliwa, zakochana i piękna.



W jej ślady zamierza iść młodsza o siedem lat Gisele Bundchen. Brazylijska modelka stwierdziła, że nigdy nie podda się operacji plastycznej, ponieważ tak poradziła jej mama. Gisele wyszła z założenia, że - podobnie jak jej matka - z wiekiem będzie pięknieć.

I tak pewnie się stanie. Pytanie tylko, czy świat doceni to piękno. Może być z tym problem. Szczególnie w Ameryce. Jak twierdzi francuska aktorka Juliette Binoche, w USA życie kobiety kończy się po czterdziestce. Po przekroczeniu tej symbolicznej granicy przestaje być uznawana za atrakcyjną i seksowną.

No chyba, że poprawi sobie tracące doskonałość elementy. "W Ameryce ludzie myślą, że to właśnie duże piersi i młodość definiują piękno” - powiedziała zdobywczyni Oscara. Na szczęście - jej zdaniem - Europejczycy mają bardziej subtelne poczucie piękna i godzą się z upływającym czasem.

Na Starym Kontynencie kobieta może zachwycać urodą nawet wtedy, gdy na jej twarzy pojawią się zmarszczki, a jej skóra straci młodzieńczą jędrność. Bo poza przemysłem rozrywkowym pozbawione mimiki, zastygłe twarze nie robią już takiej furory. Cate Blanchett na pytanie, co sądzi o operacjach, odpowiedziała kiedyś, że na swoim ciele ma zapisane życiowe przeżycia i nie rozumie, dlaczego miałaby je usuwać. Pozostaje mieć nadzieję, że nie zmieni zdania, gdy kiedyś ciekawą rolę sprzed nosa zabierze jej młodsza lub uzależniona od botoksu koleżanka po fachu.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj