Dziennik Gazeta Prawana logo

Jak botoks niszczy talent aktorski

24 lipca 2008, 08:28
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Czy już niedługo wszystkie aktorki będą miały twarz sparaliżowaną przez zastrzyki z botoksu? Niekoniecznie. Ich zawód jest bowiem bardzo wymagający - mają nie tylko ładnie wyglądać, ale również grać w filmach. Dlatego jeśli chcą kontynuować karierę nie mogą pozwolić, by ich twarz stała się martwa i niezdolna do wyrażania emocji.

Nicole Kidman, Meg Ryan, Demi Moore i Sharon Stone od jakiegoś czasu ładnie wychodzą tylko na zdjęciach. Gorzej jeśli trzeba ich twarz sfilmować w ruchu. Wtedy bezlitosna prawda wychodzi na jaw. Okazuje się, że sławne piękności zatraciły umiejętność mimiki. Ich twarze wyglądają jak wykute w bryle lodu. Gdy się uśmiechają, ich oczy pozostają nieruchome, zaś wyrażenie smutku, zaskoczenia lub rozpaczy zupełnie przekraczać ich fizyczne możliwości. Nic więc dziwnego, że ostatnio występują głównie w reklamach oraz pozują do zdjęć w kolorowych magazynach.

Coraz rzadziej dostają role w filmach. Niestety wszystko wskazuje na to, że przez własną próżność nie mają już szans na oscarową rolę. Ich coraz bardziej widoczne uzależnienie od botoksu uniemożliwia im wykonywanie zawodu. Bo jak wcielić się w cierpiącą i targaną emocjami heroinę sporo ma się twarz niezdolną do wyrażenia jakichkolwiek emocji.

Jak zauważył amerykański chirurg plastyk dr Lucy Glancey w rozmowie z "Daily Mail” botoks niesie spore zagrożenie dla zawodu aktora. Wstrzykiwanie wygładzającej zmarszczki substancji może trwale sparaliżować mięśnie twarzy. Tym bardziej, że aktorki bywają bardzo zachłanne i nie znają umiaru. Na przykład Nicole Kidman - kiedyś wyglądała jak sympatyczna dziewczyna z sąsiedztwa, potem jednak tak zapragnęła zostać boginią kina, że przeobraziła się w… nietoperza. Jak bowiem słusznie zauważył kanadyjskich chirurg Martin Braun nadmiar botuliny tak kuriozalnie uniósł jej brwi, że zaczęła przypominać to właśnie zwierzątko.

Za bardzo dbając o urodę może pozbawić się szansy na kolejną wspaniałą rolę. Producenci i reżyserzy zaczynają tracić cierpliwość do gwiazd bardziej przypominających figury woskowe niż żywych ludzi. Jak donosił "Daily Mail” Martin Scorsese jest już coraz bardziej zirytowany faktem, że w Hollywood trudno dziś znaleźć aktorkę lub aktora (bo problem też dotyczy mężczyzn), który ukończył 35 rok życia i potrafi zagrać złość.

A studia takie jak Twentieth Century Fox i Warner Bros. coraz częściej tęskną za naturalną urodą i przeprowadzają castingi w Europie, w której botoks nie jest jeszcze tak bardzo popularny. Tu zaś mogą znaleźć takie aktorki aktorskie jak Judi Dech czy Helen Mirren. W Hollywood mogą liczyć już bowiem tylko na niezawodną Meryl Streep.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj