Same tatuaże zdobiące ubrania lub ciała modelek nie są nowością u Gaultiera, ale ich styl uległ znacznej zmianie. W latach 90. były to motywy "bardziej etniczne i zbuntowane" - można było przeczytać na zaproszeniu na sobotni pokaz. "Obecnie tatuaże stały się niemal klasyką, tendencją prawie burżuazyjną; każdy dziś ma bowiem co najmniej jeden tatuaż i jeden piercing" - tłumaczył żartobliwie swoje kreacje Jean-Paul Gaultier.

Reklama

Damska garderoba na przyszłe lato w wersji Gaultiera zawiera bardzo dużo czerni i bieli. Niemniej kilka kreacji wykonanych zostało w bardzo jaskrawych kolorach pomarańczy, zieleni i żółci. Francuski projektant powrócił do swoich klasyków przedstawiając trencze uszyte z różnych materiałów (od streczu po trykot), skórzane gorsety, szerokie spodnie w marynarskie motywy z guzikami na nogawkach. W kolekcji pojawiło się wiele dopasowanych ubrań z cielistego tiulu, na którym wydrukowane, kolorowe tatuaże sprytnie imitowały prawdziwe. Zamiast guzików do sukien i bluzek, Gaultier użył często kolczyków.

Pokazy Gaultiera, jak i sam projektant, rzadko są konwencjonalne. Często to prawdziwe happeningi organizowane z dużą dozą humoru i szaleństwa. Jego modelki również wyróżniają się od innych. Przeciwny promocji anoreksji, Gaultier zaprasza często do współpracy kobiety o krągłych kształtach.

Sobotni pokaz prowadziła eks-modelka kanadyjskiego pochodzenia, Charlotte Le Bon. Jak za dawnych lat w haute couture, Le Bon omawiała każdą kreację, dodając krótkie komentarze na temat przechodzących modelek. Na przykład: "Numer jeden, Piękność Dnia, marynarka w paski i podwinięte szorty, prezentowane przez Karlie (Kloss), która lubi turkusowy kolor i czekoladę". Żarty komentatorki powodowały śmiech i grymasy modelek, co tylko dodawało cieplej i intymnej atmosfery całemu pokazowi.

Paryski Fashion Week zakończy się w środę 5 października.