Fotografuje najpiękniejsze kobiety świata. W jego obiektywie nawet szara myszka może wyglądać pięknie.


W rozmowie z Faktem, Marcin Tyszka, fotograf i juror show „Top Model” opowiada o trudnych początkach, pracy z gwiazdami, zdradza też dlaczego nie lubi pracować z polskimi celebrytkami.


Druga edycja „Top Model” wystartowała. Co może pan powiedzieć o kandydatkach?
– Tak naprawdę mogę coś więcej powiedzieć o dziewczynie kiedy z nią pracuję. Jak widzę człowieka na ulicy to skanuję go w trzy sekundy. To moje zboczenie zawodowe, ludzie aż się boją, bo wszystkich oceniam bardzo dokładnie. Natomiast jeśli chodzi o to, czy dziewczyna nadaje się na modelkę muszę postawić ją przed aparatem. Dopiero wtedy wychodzą wszystkie błędy i ewentualne atuty.


Jaka powinna być?
– Hmm. Musi wyglądać jak Anja Rubik i mieć tak samo dużo samozaparcia w sobie jak ona. Bo Anja wcale nie została top modelką z dnia na dzień, ona pracowała na to przez długie lata, nie można się poddawać, ale trzeba mieć też dużo szczęścia.


Co Anja ma w sobie takiego, że jest Top?
– Anja jest pełnym pakietem. Ona ma piękną twarz, ma totalne proporcje, może chodzić na pokazach. To są nogi, to są usta, to są oczy. Do tego osobowość i jeszcze intelekt. Nawet tak wielki projektant jak Karl Lagerfeld uwielbia z nią pracować bo lubi sobie z nią pożartować i pogadać. To jest naprawdę bardzo ważne.


A jeśli chodzi o twarz, co jest ważne?
– Regularne rysy. Ważne są wykrojone kości policzkowe, symetryczne oczy. Ale koniec końców nie zawsze się to sprawdza, bo top modelka, to nie miss. Wiele dziewcząt, które przyszło na nas na castingi miało pretensje, że już zdobyły taki, siaki tytuł miss, a my mówimy jej do widzenia. Modelka to nie lala, która się uśmiecha i wygląda jak Barbi. To osobowość, to ktoś kto ma być piękny, dziwny, niesamowity i przekazuje coś oczami. Tego szukamy.


Nadal będzie pan tak ostry?
– Oj myślę, że będzie jeszcze ostrzej.


A jak będą płakać?
– Przepraszam bardzo, one po to idą żeby spróbować swych sił w tym świecie. Ja jestem po to by mówić, czy ktoś się do niego nadaje, czy nie. Nie będziemy tu sprzedawać żadnych złudzeń, bo i tak rynek zweryfikuje wszystko. Najlepszym przykładem jest poprzednia edycja. Dziewczyny, o które walczyłem robią teraz kariery. To najlepszy przykład na to, że znam się na tym i wiem kto ma predyspozycje do tej pracy. Jeśli przychodzi na casting dziewczyna, która się do tego nie nadaje, to usłyszy ode mnie – Dziewczyno spójrz w lustro, nie traćmy czasu. Litości nie będzie. Pracuję w tej branży 11 lat. Sam kiedyś słyszałem, że tu lub tam mnie nie chcą. Na szczęście tak już nie jest.


Pracował pan z najpiękniejszymi kobietami świata, jak się pracuje z gwiazdami?
– Jestem zaskoczony, bo to jest mega miłe. Dużo łatwiej pracuje się z takimi gwiazdami niż z celebrytkami w Polsce. Gwiazda prawdziwego formatu nigdy nie robi fochów, wie po co przyszła. Ona wie, że jest tak samo ważna jak fotograf, nie autoryzuje zdjęć. Negocjacje z agentami gwiazd trwają czasami miesiącami, ale już na planie, ona jest w pracy. Nie ma przedłużania, jest super profesjonalnie i miło. Dlatego też nie pracuję w Polsce, bo polskie celebrytki mają często poprzewracane w głowach i szkoda mi na to czasu. Mieszkam w Paryżu, tam się rozwijam, tam pracuję. To niesamowite, że Claudia Schiffer sama chce ze mną pracować, to jest dla mnie wyznacznik tego, że chyba się udaje i że to co robię chyba jest dobre.


Z kim pan pracował ostatnio?
– Niedawno robiłem sesje z Izabellą Rossellini, Claudią Schiffer i Aishwaryją Rai, największą gwiazdą Bollywood, tak naprawdę boginią. Głównie pracuję dla Vogua, czasami dla Elle i Harper's Bazaar. Mam swych agentów na całym świecie. To jest mega biznes. Fotograf działa teraz na świecie mniej więcej jak gwiazda filmowa. Ma agenta i publicystę, czyli kogoś kto odpowiada za to, gdzie bywać, dba o nawiązywanie kontaktów.


Jak wyglądały pana początki?
– Ćwiczyłem na mamie, była moim królikiem doświadczalnym, którego męczyłem w piwnicy po nocy. Mama ma nawet portfolio modelki.


Zdjęcia to ciągle pana pasja, czy już tylko sposób na zarobienie pieniędzy?
– Oczywiście, że to pasja ale i też styl życia. Co roku zdobywam nowe lądy, nowe rynki. Gdybym został w Polsce pewnie czułbym się już jak rzemieślnik. Bo pracowałem z wszystkimi, zrobiłem wszystkie tytuły. Choć byłem młody, wydawało mi się, że jestem wypalony, bo tu już nic się nie działo. Zawziąłem się, wydałem swoje wszystkie pieniądze i przez parę lat wyjeżdżałem za granicę próbując się przebić i zaczęło się udawać. Teraz w Paryżu i Nowym Jorku spędzam 90 procent swego czasu. Tam jest moje życie. To inny świat.


Ale rozumiem, że teraz już pan zarabia


– Tak, można z tego nawet bardzo dobrze żyć. Gdy na początku powiedziałem rodzicom, że będę fotografem to usłyszałem – Ojej. Ale potem zobaczyli, że jest fotograf i fotograf. A gdy moja mama była na pokazach w Paryżu i siedziała w pierwszym rzędzie na pokazie Chanel zobaczyła, że fotograf to może być ktoś.


Dostaje pan brzydulę. Jest pan w stanie zrobić jej piękną sesję?
– Jestem. Pytanie tylko po co! (śmiech). Każdemu można zrobić ładne zdjęcia. Poza tym można wspomóc się Photo-shopem.


Co by pan poradził fotografowi, który zaczyna i marzy o sukcesie?
– By ciężko pracował. Ja poświęciłem właściwie wszystko. W zasadzie nie mam życia prywatnego. Jest tylko moda. Znajomi się bawią, a ja siedzę w samolocie i lecę na koniec świata. Ale nie narzekam, to mój wybór. Na początku trzeba też zainwestować duże pieniądze, by po prostu wyprodukować pierwsze sesje. Nawet wtedy gdy tu byłem uznanym fotografem, musiałem wydać wszystkie swoje pieniądze by z kolei zaistnieć w Europie. Trzeba było mieć pieniądze na hotele, samoloty, poznawanie. Nie wszędzie otwierano mi drzwi od razu. To zajęło długie lata. Paryż tak naprawdę otworzył się dla mnie trzy lata temu.


Ostatnią sesję robił pan Anji Rubik. To były odważne nagie zdjęcia z jej mężem. Kto się bardziej krępował Anja czy pan?
– Nie, tu w ogóle nie ma żadnego problemu. Ciało jest obiektem artystycznym. Tam była super chemia. Z resztą te zdjęcia robiliśmy w moim łóżku, w hotelu Ritz, gdzie zawsze z Anją mieszkamy. Akurat wtedy w moim pokoju było piękne światło. Śmiałem się, że tę pościel, którą oni wymazali swymi nagimi ciałami zabiorę i będę sprzedawał po kawałku na aukcji. Było zabawnie...

>>> Czytaj także: Miko wynajęła wyspę za 40 tys. dolarów