Strajk zostanie przeprowadzony w czasie dwóch pierwszych godzin (zegarowych, nie lekcyjnych). Tam, gdzie zajęcia zaczynają się o 8, nauczyciele pojawią się w pracy normalnie, ale lekcje poprowadzą dopiero od 10. Przesiedzą dwie godziny w pokojach nauczycielskich. Nie będą rozwieszać flag ani
plakatów z żądaniami, bo te wiszą od 7 maja, kiedy ZNP rozpoczęło protest.

Czy to znaczy, że uczniowie będą mogli jutro dłużej pospać? Niekoniecznie. "Tak będzie tylko w tych placówkach, w których do strajku przystąpi cała załoga" - tłumaczy Magdalena Kaszulanis, rzeczniczka ZNP. "Tam, gdzie protestuje tylko część kadry, dyrektorzy muszą zorganizować dzieciom zajęcia zastępcze" - dodaje.

W ilu spośród 20 tys. szkół zastrajkują wszyscy pedagodzy, dokładnie nie wiadomo. "Ale uczniowie i ich rodzice dowiedzą się o tym wcześniej od dyrektora" - mówi Kaszulanis.

Nie zmieniają się też żądania związkowców. Domagają się 20-proc. podwyżek, zachowania co najmniej do 2011 r. prawa do przechodzenia na wcześniejszą emeryturę, objęcia nauczycieli tzw. pomostówkami, zwiększenia nakładów na oświatę oraz utrzymania dialogu społecznego rządu z ZNP. O dwóch pierwszych postulatach władze ZNP we wtorek będą rozmawiać z wicepremierem Przemysławem Gosiewskim, a dzień później z szefem resortu edukacji Romanem Giertychem.

Z Gosiewskim mają negocjować kwestię emerytur, od Giertycha spróbują uzyskać obietnicę podwyżek. "Negocjacje będą trudne, ale najważniejsze, że w ogóle będą, bo do niedawna rząd nie chciał z nami rozmawiać" - mówi rzeczniczka związku. I dodaje, że źródłem optymizmu nauczycieli jest zeszłotygodniowe spotkanie związkowców z premierem Jarosławem Kaczyńskim. "Konkretów padło niewiele, premier zapewnił jedynie, że zależy mu na załatwieniu sprawy wynagrodzeń nauczycieli stażystów zarabiających 900 zł, i poinformowało pracach nad projektem, który pozwoli odchodzić nauczycielom na wcześniejszą emeryturę także w przyszłym roku. Ale najważniejsze, że rozmowy trwają" - mówi Kaszulanis.

Jeśli kolejne rozmowy się nie powiodą, ZNP zapowiada zaostrzenie strajku. Nauczyciele z Dolnego Śląska proponują, żeby nie wypisywać uczniom świadectw na koniec roku szkolnego. Szefostwo związku bardziej skłonne jest przeprowadzić strajk generalny zaraz po wakacjach.