Pod koniec lipca tego roku okazało się, że żółte tabletki w słodkiej otoczce nie ochronią nas przed katarem i kaszlem. Wskazały na to badania naukowców z Uniwersytetu Helsińskiego. Razem ze swoimi kolegami z innych ośrodków przyjrzeli się oni 11 tys. ochotników zażywających codziennie witaminę C. Następnie porównali, jak często przeziębiają się ludzie przyjmujący doustnie witaminę i osoby, które tego nie robią.

Porównanie to powinno raz na zawsze wygnać witaminę C z naszej domowej apteczki. Okazało się bowiem, że codzienne przyjmowanie witaminy C w tabletkach nie wpływa znacząco ani na skrócenie czasu przeziębienia, ani na złagodzenie jego objawów. Korzyści z witaminowych tabletek odnieśli tylko… maratończycy, wyczynowi narciarze oraz żołnierze przebywający na ćwiczeniach za kołem podbiegunowym. W ich i tylko w ich przypadku witamina C obniżała ryzyko zachorowania o 50 proc.

Opisane powyżej badania dotyczą wyłącznie profilaktyki przeziębień. Nie oznaczają zatem, że witamina C jest dla nas zupełnie nieprzydatna. Wręcz przeciwnie. Wpływa ona na prawidłowe wytwarzanie kolagenu w organizmie, a jej niedobór sprawia, że wszelkie rany czy złamania goją się o wiele trudniej. Brak witaminy C w diecie może też skończyć się krwawieniami, schorzeniami dziąseł czy nawet wypadaniem zębów.

Co ciekawe, dobroczynny wpływ witaminy C - a raczej czegoś, co znajduje się w świeżych owocach i warzywach - znany jest ludziom od dawna. W zapiskach chirurga Brytyjskiej Kompanii Wschodnioindyjskiej z 1617 roku znajdziemy zalecenie, by marynarzom podawać sok z cytryn, gdyż zapobiega to szkorbutowi. Dowiódł tego przeprowadzony w XVIII w. eksperyment - pierwsze w dziejach doświadczenie, w którym wyodrębniono grupę kontrolną i badawczą.

James Lind, chirurg Brytyjskiej Marynarki Królewskiej, wzbogacił dzienny jadłospis części marynarzy dwiema pomarańczami oraz cytryną. Reszta załogi zamiast owoców dostawała cydr i ocet. Oczywiście po kilku tygodniach rejsu okazało się, że tylko marynarze jedzący owoce nie zachorowali na szkorbut.

Na samo odkrycie witaminy C trzeba było czekać kolejne sto lat. Wpierw w 1912 roku Kazimierz Funk, polski biochemik, odkrył, że prawidłowe działanie naszego organizmu zależy od specyficznych składników odżywczych, które ochrzcił witaminami. W latach 30. XX wieku naukowcom udało się wyizolować witaminę C (z chemicznego punktu widzenia jest ona kwasem askorbinowym). Pierwsza syntetyczna witamina C pojawiła się na rynku już w 1934 roku pod nazwą Radoxon.

Jednak prawdziwa moda na witaminę C nastała dopiero w latach 70. XX. Jej regularne zażywanie w ramach zapobiegania przeziębieniom spopularyzował Linus Pauling, chemik i laureat Nagrody Nobla. W swojej książce "Witamina C i przeziębienie" zachęcał on, by codziennie przyjmować 1000 mg syntetycznej witaminy (obecnie zalecana dawka witaminy C to maksymalnie 60 mg). Wierny swojej teorii do końca życia nie przyjął do wiadomości, że witamina C może nie chronić nas przed przeziębieniem.