Marta Jarosz: Czego nie może zabraknąć w szafie dojrzałej kobiety, aby dzięki ubraniom mogła się ona czuć komfortowo i modnie?

Małgorzata Kożuchowska: To zależy od kobiety…

W takim razie bez czego Pani nie wyobraża sobie swojej szafy?

Bez szpilek. Zawsze dobrze wyglądają i dlatego zakładam je na oficjalne wyjścia. Sukienki… nie za długiej, takiej przed kolano, dobrze skrojonej…

Małej czarnej?

Może być mała czarna, ale z jakimś detalem, który będzie czynił ją wyjątkową.

To wszystko?

Nie, niezbędne są jeszcze torebka i idealnie leżący płaszcz – to są moje fundamenty garderoby.

A kiedy jest Pani na tzw. totalnym luzie, co Pani ma na sobie?

T-shirt, legginsy i buty Emu (śmiech).

Tak zwyczajnie?

Zwyczajnie – niezwyczajnie. Wszystko zależy od tego, jakie to legginsy i jaki t-shirt (śmiech).

Gdzie kupuje Pani ubrania?

Niestety, nie mam czasu na zakupy i bardzo nie lubię kupowania „pod przymusem”, tzn. w sytuacji, gdy akurat czegoś potrzebuję. Zakupy mają być przyjemnością, chwilą relaksu, dlatego często robię je „przy okazji” wyjazdów.

Za granicą?

Też. We Włoszech i w Stanach Zjednoczonych. Tam zawsze coś wpada mi w oko i nie mam poczucia, że zmarnowałam czas na szukanie rzeczy w sklepach. Oczywiście mam też swoje ulubione sklepy w Warszawie i od czasu do czasu do nich zaglądam, kiedy chcę sobie poprawić humor.

A co w takich sytuacjach, gdy ma Pani zaplanowane wielkie wyjście z półrocznym wyprzedzeniem? Wtedy chyba planuje Pani, co na siebie włoży i szuka kreacji odpowiednio wcześniej?

Nigdy z półrocznym wyprzedzeniem. Co najwyżej z tygodniowym lub dwutygodniowym…

I jak to się udaje?! Jak to możliwe, że w tak krótkim czasie zdobywa Pani suknię, o której potem mówi się „genialna”, „jedyna w swoim rodzaju”, „wyjątkowa”, „niepowtarzalna”, „zachwycająca”?

Mam to szczęście, że przyjaźnię się z projektantami i mogę liczyć na ich pomoc. Poza tym zazwyczaj wiem, czego potrzebuję na daną okazję, w czym chciałabym się pokazać i do którego projektanta mogę się zwrócić z prośbą o pomoc w realizacji mojego pomysłu. Czuję, któremu z nich dany projekt będzie bliski i to też ułatwia pracę.

Czuje się Pani ikoną mody, za którą jest uważana?

Jeśli komuś podoba się mój styl i może być dla kogoś inspiracją, to bardzo mi miło. Jestem świadoma tego, że wygląd jest ważnym elementem mojej pracy, a ponieważ pochodzę z nauczycielskiej rodziny (śmiech), czuję się za niego odpowiedzialna. Mam takie przekonanie, że jeśli już można być dla kogoś wzorcem, to warto się starać, aby był to dobry wzorzec.

Jako nowa twarz marki Aryton miała Pani okazję sprawdzić się w roli modelki. Czy ta praca jest łatwiejsza, czy trudniejsza od aktorstwa?

Łatwiejsza. Aktorstwo to o w wiele bardziej złożona historia…

Czy od teraz można się spodziewać, że będzie Pani od stóp do głów ubrana w rzeczy sygnowane przez Aryton?

Marka zaproponowała mi współpracę, bo uznała, że mój wizerunek współgra z jej wizją modnej kobiety, ale nie oznacza to, że będę nosić tylko te ubrania. Liczymy raczej na to, że wspólnie uda nam się zaproponować kobietom ciekawe pomysły na siebie.

Dziękuję za rozmowę.

>>> ZOBACZ RÓWNIEŻ!