24-letnia Rihanna przyznała w rozmowie z brytyjską dziennikarką, że złe samopoczucie zmniejsza jej pewność siebie i nie lubi wtedy wychodzić z domu. Znalazła jednak wyjście z momentów zwątpienia.

- Staję wówczas przed lustrem. Patrzę sobie prosto w oczy i mówię: "musisz przez to przejść, świat się nie zawalił, a ty musisz zaakceptować samą siebie". Zastosowałam to po raz pierwszy w czasie sesji zdjęciowej, kiedy czułam się fatalnie i chciałam zamienić się z kimś ciałem - powiedziała.

Rihanna dodała, że w końcu przychodzi taki moment, kiedy człowiek zaczyna samego siebie akceptować. - Może nie jest tak, że pokochałam każdy skrawek swojego ciała, ale zaczęłam czuć się w nim dobrze. Przecież nie mam innego wyjścia - dodała rezolutnie gwiazda.

Jej wypowiedzi są tym bardziej szokujące, że piosenkarka jest znana z obcisłych ubrań i seksownych występów. Jak sama jednak stwierdziła, taka jest właśnie jej taktyka walki z niską samooceną.

- Na początku mojej kariery bałam się pokazać zbyt dużo, teraz wręcz odwrotnie. Lubię, gdy ludzie patrzą na moje ciało, mimo że wiem, iż nie jest idealne. Musiałam walczyć ze strachem, by nie zostać odrzucona. Teraz doceniam, że nie wszędzie jestem koścista, a mam też okrągłe miejsca na swoim ciele - przyznała Rihanna.