Francuski tygodnik, znany z publikacji prywatnych zdjęć znanych osobistości, zamieszcza w najnowszym numerze fotoreportaż z pierwszymi zdjęciami urodzonego tydzień temu dziecka francuskiego prezydenta.

Na fotografiach widać Carlę Bruni-Sarkozy w czarnych okularach, gdy wychodzi z niemowlęciem na rękach z paryskiej kliniki La Muette, gdzie przyszła na świat Giulia. Zdjęcia wykonano w niedzielę w cztery dni po porodzie Pierwszej Damy.

Jak twierdzi "Paris Match", zaraz po narodzinach dziewczynka ważyła 2,9 kg i miała 49 cm wzrostu. Według gazety, zgodnie z wolą rodziców, którzy chcą ją uchronić przed medialnym zgiełkiem, Giulia nie spędza swoich pierwszych dni w Pałacu Elizejskim, ale w apartamencie Carli Bruni-Sarkozy w najbardziej szykownej, XVI dzielnicy Paryża leżącej w pobliżu Łuku Triumfalnego.

Według tygodnika, w należącym do Pierwszej Damy apartamencie Giulia zajmuje pokój na parterze obok rodziców. Mieszka tam też starszy, przyrodni brat dziewczynki, 10-letni Aurelien, syn Bruni ze związku z filozofem Raphaelem Enthovenem.

"Paris Match" zauważa, że dziecko prezydenckiej pary jest zasypywane wciąż prezentami zarówno od koronowanych głów, jak i anonimowych osób.

Na zdjęciach w gazecie widać, jak w kanclerz Niemiec Angela Merkel wręcza w niedzielę prezydentowi Sarkozy'emu prezent dla Giulii - pluszowego misia. Prezydent zadzwonił do żony i przekazał telefon Angeli Merkel, aby mogła osobiście złożyć jej gratulacje z okazji narodzin córki. Wszystko to - przypomina tygodnik - było krótką chwilą odprężenia dla obojga przywódców podczas morderczego "maratonu" ratowania strefy euro.

O prezencie dla Giulii nie zapomniał też brytyjski premier David Cameron, który podarował jej różową dziecięcą kołderkę z Witney, swego okręgu wyborczego, słynącego od średniowiecza z produkcji wełnianych pledów.

Z kolei król Maroka Mohammed VI wysłał Pierwszej Damie z okazji szczęśliwego rozwiązania ogromny kosz białych orchidei. Według "Paris Matcha", małżonka byłego prezydenta Francji Jacquesa Chiraca, Bernadette Chirac, ofiarowała dziewczynce "sukienkę od Diora, którą maleństwo będzie mogło nosić, jak nieco podrośnie".

"Ale to, co najprawdę poruszyło Carlę, to anonimowo nadsyłane do Pałacu Elizejskiego kwiaty i prezenty od tych, którzy chcieli okazać jej swoją sympatię" - zapewnia gazeta.(PAP)

szl/ kar/