Dziennik.plGwiazdy

Środa, 23 maja 2012

Imieniny: Iwony, Emilii, Dezyderiusza

Pogoda: Warszawa Dziś

temp. 34°C

Polska diwa zarabia na edukacji

2011-08-26 | Ostatnia aktualizacja: 13:17 | Komentarze: 2 | skomentuj
Alicja Węgorzewska jest bardzo przedsiębiorcza.

Alicja Węgorzewska jest bardzo przedsiębiorcza. / AKPA

Nie mogła znaleźć dobrego przedszkola dla córki, więc postanowiła założyć własne. Teraz śpiewaczka operowa buduje szkołę podstawową.

Pogoda

POLSKA

Środa 2012-05-23

temp. min 8°C max. 31°C
opady: niewielkie opady

Twoje miasto:

Program TV

Sprawdź program swojej ulubionej stacji:

Za kilkanaście dni śpiewaczka operowa Alicja Węgorzewska, jeden z naszych najlepszych mezzosopranów, Carmen u Bizeta, Dama Pikowa u Czajkowskiego, a ostatnio także jurorka z programu TVP „Bitwa na głosy”, wmuruje kamień węgielny pod budowaną przed siebie szkołę podstawową.

Szykuje się wielka inwestycja – dwupiętrowy budynek dla ponad dwustu uczniów przez pół dnia będzie służyć do obowiązkowej edukacji, a po południu zamieni się w szkołę muzyczną. Prawie trzy tysiące metrów kwadratowych, sala gimnastyczno-koncertowa na ponad dwieście miejsc, pracownia plastyczna z wykuszem, by można było swobodnie rozstawiać sztalugi. Właśnie negocjuje z bankami potężny kredyt na sfinansowanie inwestycji. Mimo to Węgorzewska nie czuje stresu. – Wszystko, co robię w życiu, robię na maksa – wyjaśnia artystka. Swój talent do biznesu testuje już od kilku lat i to udanie – pierwsze doświadczenie zdobyła, zakładając przed kilku laty dwujęzyczny żłobek i przedszkole.

Prawdopodobnie doszłoby do tego prędzej czy później – co prawda śpiewaczki nie schodzą ze sceny przed czterdziestką, jak baletnice czy tancerki, ale i w tym zawodzie wiek staje się w pewnym momencie problemem. – Nie chciałam doczekać czasów, kiedy będę tylko starzejącą się diwą, która całymi dniami przegląda stare zdjęcia i pełne zachwytu recenzje, rozpamiętując, kto się we mnie kochał, a kto specjalnie dla mnie pisał rolę, albo czy mam chrypkę, czy struny zwierają się z większym czy mniejszym kłopotem. To zupełnie nie dla mnie – zaznacza.

Myśl o własnym biznesie stawała się coraz bliższa także z innego powodu – mąż śpiewaczki, wiceprezes w amerykańskim koncernie, poważnie się rozchorował i pojawiło się ryzyko, że zarobki artystki, które dotąd były atrakcyjnym, ale tylko dodatkiem do pensji męża, staną się podstawą ich utrzymania. – Wcześniej pieniądze nie miały dla mnie znaczenia. Kocham śpiewać, a że płaci mi się za to, zawsze było rzeczą wtórną. A tu nagle pojawiła się obawa, że mąż nie wróci do pracy, a ja stracę głos. Jak żyć w takiej sytuacji, przecież rachunki przychodzą co miesiąc – wspomina Węgorzewska.

Dziury w sukienkach

Pomysł nasunął się sam – w 2006 roku czteroletnia wówczas córka Amelia wybierała się do przedszkola. Ówczesne oferty nie odpowiadały jednak rodzicom – szukali placówki, która kontynuowałaby dwujęzyczną edukację córki (mąż Węgorzewskiej jest Brytyjczykiem). Wizyty w anglojęzycznych przedszkolach z profesjonalnymi certyfikatami np. British School, kończyły się fiaskiem. – Czesne rozpoczynające się od 4 tys. zł miesięcznie uznaliśmy za horrendalne, poza tym dobrze wiedziałam, że w takiej placówce moja córka nie nauczy się polskiej literatury, historii i geografii – opowiada śpiewaczka.

Przeglądając inne propozycje, doszła do wniosku, że na rynku jest luka – tak jak brakuje dobrych pralni i sukienki sceniczne, które kosztują spore pieniądze, wracają czyste, ale z dziurami, tak nie ma w stolicy dobrych przedszkoli.

Jeżdżąc pod Warszawę do swojej księgowej, mijała budowane na obrzeżach stolicy Miasteczko Wilanów – ekskluzywne osiedle niskopiętrowych bloków bez podstawowej infrastruktury, szkół, przedszkoli, linii autobusowych. Gdy więc dowiedziała się, że deweloper osiedla ogłasza konkurs na budowę przedszkola, bez wahania złożyła wniosek. Wygrała. Architekt przygotował projekt, pedagodzy opracowali plan zajęć, lokalne władze wydały pozwolenie na budowę. Wszystko szło jak z płatka. Do rozpoczęcia budowy potrzebowała tylko kredytu i z tym okazał się największy kłopot – w wyniku konfliktu władz miasta z deweloperem zablokowano geodezyjny podział działek, co oznaczało, że nie można było wyodrębnić tej, na której miało powstać przedszkole. A dla banku był to podstawowy wymóg. Na kredyt nie miała więc szans, gotówką nie dysponowała, postanowiła poczekać.

Luiza Zalewska
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna
12następna »
Wypowiedzi: 2
  • ~Maria2011-09-18 22:29

    Zastanawiałam się nad wysłaniem tam dziecka, ale niestety z kilku źródeł słyszałam, że pani Alicja ma opinię osoby bardzo nierzetelnej, miesiącami nie płaci zobowiązań wobec ludzi, z którymi współpracuje na polu artystycznym - muzyków, dekoratorów, projektantów. Po tych wszystkich historiach straciłam zaufanie.

  • ~Kiptek2011-08-27 12:52

    Bo są ładni ludzie na świecie.

Uwaga, Twój komentarz może pojawić się z opóźnieniem do 10 minut.
Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Polecane

Najczęściej komentowane

«