Dzieci chcą wyjść ze szkół. Mają dość siedzenia w dusznych klasach, na twardych krzesłach. "Lekcje powinny być w parkach i w lesie, albo na placach zabaw, a zwłaszcza lekcje przyrody, o drzewach trzeba się uczyć w lesie, a nie w klasie" - przekonuje Marysia Rostkowska (10 lat), córka Joanny Kluzik-Rostkowskiej, pełnomocnika rządu do spraw rodziny. "Świeże powietrze, to lepsze myślenie" - wtóruje jej Bartek Mazurek (13 lat), syn posłanki Beaty Mazurek. I dodaje: "Lekcje powinny trwać najwyżej pół godziny".

Ferdynand Makłowicz (11 lat), syn Roberta, specjalisty od gotowania, myśli radykalniej: "W moim świecie to dorośli poszliby do szkoły i uczyli się wszystkiego od początku, a dzieci były posłami. Tylko wojskowymi i lekarzami nadal byliby dorośli, bo te zawody wymagają dużego doświadczenia. Dzieci też chodziłyby do szkół, ale taka nauka trwałaby dwa miesiące, a wakacje byłyby przez 10 miesięcy. Lekcja trwałaby 15 minut a przerwa 45".

A w ogóle to tkwimy w średniowieczu. W erze lotów kosmicznych ludzie już dawno powinni zadbać o to, żeby w ogóle nie było wkuwania. "Powinno być zaklęcie i wszystko samo wpada do głowy" - wzrusza ramionami Michał Chackiel-Kos (12 lat), syn Joanny Kos-Krauze, współreżyserki słynnego "Placu Zbawiciela".

A Pola Pietucha-Gretkowska, córka pisarki Manueli Gretkowskiej, która nie chodzi jeszcze do szkoły dodaje: "Żeby dzieci nie musiały się rozstawać z rodzicami, jak idą do przedszkola".

A co po szkole? Marysia Rostkowska: "Po szkole jest świetlica. Ponieważ długo się w niej siedzi, powinna być inna. Nasza jest mała i ciasna. Mogłaby być poza szkołą, w kinie. Albo na basenie, to jeszcze lepsze. Żeby dzieci mogły się pluskać i kiedy rodzice by po nich przychodzili, wyławialiby je z wody".

Wychowanie. Problem budzi kontrowersje. Ferdynand Makłowicz uważa na przykład, że dzieci należy wychowywać bezstresowo: "Rodzice nie mogą krzyczeć". Bartek Mazurek radzi: "Jak dzieci słuchają dorosłych, trzeba je nagradzać". A Michał Chackiel-Kos mówi zupełnie co innego: "Karać surowo, dłuższe szlabany, bo dzieciaki są rozwydrzone". Kodeks karny. Zaostrzyć? Niekoniecznie. Zmienić reguły. "Złych ludzi, którzy męczą innych ludzi, albo zwierzęta, powinno się męczyć tak samo. Niech poczują, jak to jest" - proponuje Bartek Mazurek.

W świecie dzieci kobiety pracowałyby mniej. "Moja mama na przykład ciągle pracuje i strasznie mnie to wścieka" - mówi Marysia Rostkowska. "Ciągle gada przez telefon, wyjeżdża na różne wyjazdy. Gdybym to ja decydowała, matki pracowałyby od godz. 9 do godz. 16, a ojcowie jak chcą".

"Kobiety mogłyby trochę mniej pracować, ale pod warunkiem, że same tak chcą. Jeśli wolą pracować długo, nie można im zakazywać - zastrzega Bartek Mazurek. A Michał Chackiel-Kos dodaje: "Dorośli powinni więcej zarabiać. Tak, gdybym to ja decydowała, na świecie nie byłoby ludzi biednych" - kwituje Marysia Rostkowska.

Idee socjalizmu utopijnego cieszą się wśród maluchów sporym powodzeniem. Ferdynand Makłowicz: "Żeby pieniędzy starczyło dla wszystkich, zbudowałbym wielką drukarnię pieniędzy. Na świecie nie byłoby smutku. A do krajów trzeciego świata np. do Somalii wysłałbym ONZ, żeby tamte dzieci były tak wesołe jak ja. Dzieci żyłyby też wygodniej. "Doba byłaby dłuższa, żeby można było dłużej spać" - dekretuje w myślach Michał Chackiel-Kos.

"Nie róbmy wszystkiego samoręcznie" - postuluje Pola Gretkowska i dodaje ekologicznie: "Maszyny niech będą na napęd anielski". Świat według Poli jest piękny. "Nad ziemią niech będą chmury szczęścia. Dzieci nie trzeba ostrzepiać, tylko zamiast zastrzyków rączkę smarować kremem czekoladowym. Zęby myć tylko po własnych cukierkach, a nie jak ktoś poczęstuje. Perfumować brokuły i szpinak. A rodzice niech się nie mylą i nie kupują dziewczynkom chłopaczywych gazet. I aparat na zęby niech robi też zdjęcia" - wymienia Pola. Oczywiste. Dorośli by na to nie wpadli.