"Mało kto budzi w nowym Sejmie tyle zainteresowania i kontrowersji, co właśnie Anna Grodzka" - pisze "Fakt" i na dowód przytacza wypowiedź Tadeusza Iwińskiego z SLD.

"Jak na ugrupowanie, które koncentruje się na prawach kobiet, to tam są dwie kobiety, z czego jedna nienaturalna, że użyję takiego sformułowania" - powiedział poseł.

"Czuję zdziwienie i niesmak. Kandydowałam do Sejmu po to, by oswajać ludzi z transpłciowością. Widzę, że dużo będę miała do zrobienia w tej dziedzinie" - skomentowała te słowa Grodzka.

Jeszcze niedawno była Ryszardem Grodzkim. "Byłam mężczyzną, ale tylko prawnie i wizerunkowo. Odkąd pamiętam, czułam się kobietą. Gdy miałam 11, może 12 lat świadomie nadałam sobie żeńskie imię Anna, które teraz mam wpisane w dowód" - opowiada "Faktowi" Anna Grodzka.

Czym jest transseksualizm? "Polega na tożsamości. Ja mam tożsamość kobiety, jestem więc kobietą" - deklaruje posłanka Ruchu Palikota.

Jak pisze "Fakt", Grodzka operację zmiany płci przeszła w Bangoku. Po operacji wyglądam jak kobieta i czuję się świetnie, jakbym unosiła się kilka metrów nad ziemią. Wreszcie jestem wolna. Ból, który towarzyszył mi po operacji, wynagrodziła mi ta wolność. Obudziłam się z narkozy i poczułam ulgę, ale i dumę. Ból nie był już ważny. To można tylko porównać do porodu, bo dziecko wynagradza cierpienie" - tłumaczy posłanka Grodzka.

>>>Czytaj też: Gowin: Premier musi udowodnić, że jest mężem stanu