To było 3 lata temu i do tej pory czuję chłód tamtych zimowych dni...
Paweł był starszy ode mnie o 3 lata. Ja wtedy byłam na rozdrożu. Skończyłam liceum i zastanawiałam się, co dalej robić. Pojawił się przez przypadek. To było takie zwykłe spotkanie, na ulicy. Szedł razem z moim znajomym, który nas przedstawił i tak się zaczęło.

Najpierw spotykaliśmy się w gronie znajomych. Potem już sami. Byłam zachwycona. Paweł - inteligentny, przystojny, miły, a do tego miał duszę romantyka - dla mnie był po prostu idealny. Przy nim pierwszy raz poczułam się kobietą. Piękną i niezbędną do życia. Byłam jego najlepszą przyjaciółką, on mnie potrzebował. Dałam mu wszystko. Niestety...

Po paru miesiącach zaczęło się między nami psuć. Czułam, że odsuwa się ode mnie. Nie wiedziałam dlaczego, ale wciąż wierzyłam w jego zapewnienia, że bardzo mnie kocha. Powtarzał to w kółko także moim znajomym i rodzicom... Na dwa miesiące przed Bożym Narodzeniem dostałam złoty pierścionek. Powiedział, że jest to dowód jego miłości. Że chce bym została jego żoną. Kochanką. Wszystkim. I uwierzyłam. Żyłam iluzją. Wydawało mi się, że znalazłam się w niebie. Byłam taka szczęśliwa...

Kiedyś opowiadał mi, że przed tym, jak mnie poznał, miał kogoś innego. Że kochał ją, a ona go zraniła. Bardzo…
Czule go wtedy przytulałam, mówiłam że ma mnie, że przecież go kocham. Jego milczenie nie wzbudzało moich podejrzeń...

I przyszły święta. Nasze pierwsze wspólne święta: tak mówił. Jaka byłam naiwna.
Wigilię spędziliśmy z moją rodziną. Dzieliliśmy się opłatkiem. Mówiliśmy sobie, jak bardzo się kochamy. Cały czas czule na mnie patrzył. Podziwiał. Po kolacji poszliśmy na pasterkę. Przytulał mnie. Mówił, że kocha...

Do domu wróciłam już sama. Zostawił mnie po pasterce.

Okazało się, że od samego początku byłam tylko lekarstwem na jego zbolałą duszę, po tym jak zraniła go inna kobieta. Przy mnie chciał się uspokoić, odzyskać wiarę w siebie, ale nie chciał mnie kochać. Po prostu wykorzystał moją naiwność. Nic dla niego nie znaczyłam.

Najgorsze jest to, że zerwał w Wigilię. Do tej pory święta źle mi się kojarzą. Przez długi czas spędzałam noce płacząc w poduszkę. W nieskończoność rozpamiętywałam piękne chwile.
Ale czas leczy rany..
Tylko dlaczego ponowne obdarzenie kogoś zaufaniem jest takie ciężkie...?
Wierzę jednak w to, że znów pokocham.. Całym sercem, i na całe życie!!!