Coco Chanel była niska, chuda, zawsze wyprostowana. Blada cera, czarne krótkie, idealnie ułożone włosy i czerwone usta były jej znakiem rozpoznawczym. Fizycznie Audrey Tautou upodabnia się do słynnej Mademoiselle idealnie – jednak czy uniesie taką rolę? Zobaczymy już 22 czerwca, kiedy na polskie ekrany wejdzie film "Coco Chanel" (światowy tytuł to "Coco before Chanel").

SKĄD TEN WYBÓR?

Audrey nie tylko wybrano na gwiazdę filmu, została także doceniona przez samą firmę, zostając twarzą słynnej chanelowskiej "piątki", która jest symbolem kobiecej elegancji od 1922 roku. Nowa reklama z Audrey pojawi się jutro, 5 dnia piątego miesiąca, zgodnie z zamiłowaniem wielkiej Chanel do numerologii. Audrey, która będzie kolejną po Marilyn Monroe, Catherine Deneuve i Nicole Kidman twarzą perfum, stara się unikać porównań z poprzedniczkami. Nie czuje się też częścią jakiejś wielkiej, związanej z tym tradycji. Za to Tautou ma wrażenie, że dzięki filmowi jest bliżej historii zapachu i bliżej samej Coco.

"Widzę we mnie silnego ducha Chanel, inteligencję i dumę" – mówi panna Tautou o powodach, dla których idealnie wcieli się w rolę pierwszej reformatorki współczesnej kobiecej mody. Oprócz drobnej postury i szczupłej budowy ciała, Audrey podobnie jak Coco, jest dla kobiet w swoim wieku uosobieniem paryskiego szyku. Nie kreuje, co prawda wielkiej mody, tylko ją nosi, jednak jej wpływ na kobiety w XXI wieku jest godny odnotowania. To Audrey bezsprzecznie lansuje delikatną kobiecość, zwiewne sukienki i ponadczasową klasykę, właśnie niczym niekoronowana spadkobierczyni zasad Mademoiselle.

FILM RODEM Z WYOBRAŹNI

Film o Coco Chanel ma być niezwykle stylowy i umocnić jeszcze legendę wciąż dochodowej marki. Nakręcony przez Jean-Pierre’a Jeuneta, reżysera o wielkiej wyobraźni, przenosi widzów z paryskiego Orient-Expressu do Istambułu, gdzie zakochany młodzieniec podąża za pięknym zapachem Coco.

Rolą Audrey było zagranie kobiety symbolu, otoczonej wielką tajemnicą i pochlebstwami z każdej strony. Ci, którzy już widzieli fragmenty filmu, są pod wrażeniem siły z jaką, jak mówią niektórzy - cherlawa aktorka, uniosła ciężar roli.

A sama Audrey nie jest przesądna i nie wierzy w maksymę wielkiej Mademoiselle, że "kobieta bez perfum nie ma przyszłości". Pomimo to, sam zapach przypomina jej czasy dzieciństwa, kiedy z potajemnym nabożeństwem dotykała flakonu perfum swojej ciotki. Teraz, kiedy używa chanelowskiej "piątki", czuje się jakby miała jakiś sekret.

Miejmy nadzieję, że w trakcie filmu dowiemy się czegoś o sekretach wielkiej Coco Chanel.