Znany dziennikarz w wywiadzie dla tygodnika "In Style" opowiedział wiele frapujących rzeczy o samym sobie. Zresztą zawsze, gdy widzimy jego zdjęcie w prasie, możemy się spodziewać inteligentnych, ciętych wypowiedzi, pełnych humoru i czegoś, czego próżno szukać u innych celebrytów - autoironii. "Parę lat temu miałem okres fascynacji zespołem Suede. Chciałem być jak ich wokalista, nosić obcisłe czarne koszule, mieć farbowane włosy i generalnie wyglądać cholernie seksownie. Wypróbowałem to na sobie i efekt był komiczny. Taki styl pasuje do drobnego faceta o posturze chłopca, a nie do dwumetrowego drwala" - wyznał miesięcznikowi.

Dostało się też polskim dandysom: "Bardzo nie podoba mi się zestawienie pseudobuntowników, czyli garniturek lub smoking plus trampki. Wydaje mi się to tandentym, ostentacyjnym podkreśleniem: Patrzcie, wyłamuję się ze schematu. Bunt powinien być w głowie, nie w trampkach" - wypalił. To chyba raca puszczona w stronę Kuby Wojewódzkiego, największego fana trampek w całej RP. Bo na co dzień Marcin ceni stonowaną elegancję, nie przepada za krzykliwymi napisami na koszulkach czy niepotrzebnymi udziwnieniami. Preferuje czernie, szarości i granaty.

Marcin czasem zakłada strój galowy, ale... "We fraku wyglądam jak przerośnięty pingwin, dlatego na wieczór wybieram szyty na miarę, dopasowany smoking" - mówi. Dzięki takim wypowiedziom wiemy, za co kochamy Marcina Prokopa. Za niepowtarzalne poczucie humoru i wielki dystans do tego, co się wokół niego dzieje, czyli szalonego świata mediów i show-biznesu.