Pełnomocniczka uczestniczyła w zorganizowanej w Katowicach konferencji "Przywództwo kobiet". Jej uczestnicy dyskutowali m.in. o przyczynach stosunkowo małej obecności kobiet w życiu publicznym - w obecnym Sejmie posłanki to tylko 23 proc. składu, wśród burmistrzów, prezydentów miast czy wójtów kobiet jest tylko 9 proc., a w aż 57 polskich gminach - w radach i w organach wykonawczych - nie ma ani jednej kobiety.

Reklama

Zdaniem Kozłowskiej-Rajewicz, jednym ze źródeł tej sytuacji są stereotypy określające m.in. społeczne oczekiwania wobec kobiet. Stereotypy dotykają jednak także samych zainteresowanych, czego efektem bywa przekonanie kobiet o sobie, że są słabsze, mniej utalentowane czy gorzej przygotowane do działalności publicznej.

Pełnomocniczka wskazała, że takie sądy nie mają poparcia w badaniach. Stosunkowo niewielki udział kobiet w przestrzeni publicznej może wprawdzie skutkować opinią, że nie wiadomo jak funkcjonowałyby na szerszą skalę. - Nie ma jednak żadnych powodów, żeby myśleć, że miałyby inaczej funkcjonować niż mężczyźni - oceniła Kozłowska-Rajewicz.

Z przytoczonych przez nią danych wynika, że np. wśród pracodawców kobiety stanowią już w Polsce ponad 38 proc., a wśród samozatrudnionych przedsiębiorców - 35 proc. Ostatni raport Polskiej Agencji Rozwoju Przedsiębiorczości wskazuje natomiast, że nie ma różnic w skuteczności prowadzenia biznesu między kobietami a mężczyznami.

- Tak samo podejmują racjonalne decyzje, tak samo są skuteczne w biznesie. (...) Jedyna różnica polega na tym, że kobiety mają dodatkowe obciążenie wynikające z kulturowego oczekiwania, by opiekowały się młodszymi, starszymi czy słabszymi. I robią to - podkreśliła pełnomocniczka.

Podobnie nie ma podstaw, by mówić o gorszych predyspozycjach kobiet do działania politycznego. Odwrotnie: są do tego co najmniej równie dobrze predysponowane dzięki lepszym umiejętnościom odbierania przekazów niewerbalnych czy odczytywania intencji. Mniejszy obecnie udział kobiet w polityce niż biznesie wiąże się natomiast z kwestią profesjonalizacji.

- Polityka jest w Polsce prawie ostatnim obszarem, gdzie zarabia się większe pieniądze niż przeciętnie, a który nie jest do końca sprofesjonalizowany. Mniej przejrzysta niż w biznesie jest np. droga dojścia do stanowiska. Ale to się szybko zmienia, partie reagują na postulaty społeczne dotyczące np. przejrzystości - oceniła Kozłowska-Rajewicz.

Analogicznie "procesem nie do zatrzymania" jest w jej ocenie wzrastający udział kobiet w życiu publicznym. - To napierająca fala kobiet wychodzących do tej przestrzeni. Dopóki nie będzie w niej równowagi między kobietami i mężczyznami, dopóty będziemy marnotrawić potencjał kobiet, (...) potencjał nowoczesnej Polski - podkreśliła Kozłowska-Rajewicz.

Reklama

W katowickiej konferencji uczestniczyli też m.in. prezydent tego miasta Piotr Uszok (w magistracie - 42 proc. kobiet na wyższych stanowiskach kierowniczych i 75 proc. na średnich) oraz prezes Kompanii Węglowej Joanna Strzelec-Łobodzińska (6,2 tys. kobiet na 60 tys. pracowników spółki).

Uszok przekonywał, że w publicznej debacie brakuje pracy u podstaw - przekonywania kobiet, że mogą tyle samo, co mężczyźni. Zadeklarował też, że chętnie utoruje drogę swojej potencjalnej następczyni.

Strzelec-Łobodzińska apelowała o przełamywanie niekorzystnych dla kobiet stereotypów i konsekwencję - m.in. w wyborze i dalszym podążaniu wybraną drogą zawodową. Poparła opinię, że na stanowiskach zarządzających kobiety w miejsce męskiej zasady "jestem wodzem" chętniej stosują podejście funkcjonalne, skierowane na problem. - To jest jednak chyba tylko taki niuans - oceniła szefowa KW.

Konferencję zorganizowało Stowarzyszenie Szkoła Liderów.