"Fakt": Jaka jest perfekcyjna pani domu?

Małgorzata Rozenek: Perfekcyjna pani domu to kobieta, która kocha swój dom, kocha swoją rodzinę, która po to spędza czas na układaniu ręczników, żeby mieć więcej czasu dla swojej rodziny. Dobre złożenie podkoszulka czy złe trwa dokładnie tyle samo czasu. Nikt nie jest perfekcyjny. Nikt nie ma perfekcyjnego domu. Chodzi o to, by chcieć. I po to jest ten program. By inspirować ludzi do zmiany na lepsze.

Perfekcja nie przeszkadza w życiu?

Nie wiem, co to jest perfekcja. Można się tylko bardziej lub mniej starać. Ja się staram bardzo, bo dbanie o dom sprawia mi wielką przyjemność, bo bardzo kocham swojego męża, swoje dzieci, rodziców, a przecież dla nich jest ten cały dom. Wychowałam się w takim domu, więc dla mnie naturalną sytuacją jest to, że obiad jemy na pięknie nakrytym stole, że herbatę pijemy w filiżankach. A ponieważ miałam cudowne dzieciństwo, chcę by moje dzieci też takie miały.

Dlaczego zgłosiła się pani na casting?

Ja się nie zgłosiłam! Mnie zaproszono i bardzo się ucieszyłam. Skłoniło mnie to, że jak kobiety są paniami domu, to jet obciach. Po drugie jestem prawdziwą panią domu i wiem, jakie rady chcę przekazać kobietom.

Myśli pani, że polskie gospodynie lepiej prowadzą dom niż Brytyjki?

Brytyjskie domy znam z prywatnych podróży lub programu Anthii Turner, więc moja wiedza nie jest kompletna. Ale wydaje mi się, że rzeczywiście Polki lepiej prowadzą swój dom. Co więcej, poważniej traktują prowadzenie domu i bardziej się wstydzą, że im nie wychodzi. U nas jest duży brak wiary w siebie wśród kobiet. Pani domu to wstydliwy tytuł czego zupełnie nie rozumiem. Mam nadzieję, że dzięki mojemu programowi kobiety, które siedzą w domu, wychowują dzieci z dumą będę mówiły, że są paniami domu. To jest praca jak każda inna i naprawdę ciężka, do tego w ogóle nieopłacana.

Ma pani momenty, gdy mówi "Dzisiaj nie sprzątam"?

To nie jest tak, że codziennie trzeba sprzątać. Są 3 etapy. Tak jak w diecie. Pierwszy to odgruzowywanie. Stajesz przed tym chaosem i korzystasz z zasady „3 P” - piękne, pożyteczne, pamiątkowe. I tylko rzecz, która spełnia, któryś z tych warunków może zostać w domu. Następnie przechodzimy do drugiego etapu, czyli systematyczności. Uwierz mi 15 minut dziennie i masz czyste mieszkanie. Jedno pomieszczenie dziennie. Mówisz sobie, dzisiaj sprzątam łazienkę, jutro pokój dziecka i dzięki temu nie zajmie ci to dużo czasu.

Jest coś co sprawia pani trudność?

Oczywiście! To prasowanie! Jest taki fragment koszul między ramieniem a kołnierzykiem. Nigdy nie spełniał moich oczekiwań. Poza tym lubię chyba wszystko.

A najbardziej?

Pranie! Boże, jak ja kocham prać! Oczywiście rzeczy, które trzeba prać ręcznie, to piorę ręcznie, ale kocham wkładać do pralki, segregować, czytać metki. Mam taką dużą tablicę, na której są wszystkie te symbole, które znajdują się na metkach. Kocham je odszyfrowywać. Kocham używać płynu do prania, wyciągać rzeczy z pralki...

Jak rodzina reaguje na to, że prowadzi pani perfekcyjny dom?

Dla mojej rodziny to nic nowego, ani zaskakującego. Moje babcie były silnymi osobowościami, były dumne, że prowadzą dom i nie wstydziły się przekazać tej wiedzy dalej.

Urodzenie dziecka bardzo panią zmieniło?

Długo starałam o dzieci. Staś i Tadeusz są dziećmi poczętymi dzięki metodzie in vitro. Oni byli naprawdę wyczekani i wymodleni i cieszę się, że ich mam. Nie ukrywam, że macierzyństwo to nie reklama pieluszek. To trudne chwile i mnie urodzenie pierwszego dziecka zaskoczyło ogromem zmian. Pamiętam ten moment, gdy przyszłam ze Stasiem do domu i naszła mnie refleksja, że wszystko się może zmienić, ale do końca życia on będzie moim synem, a ja jego matką.

Nie boi się pani mówić głośno o in vitro?

Nie rozumiem strachu związanego z mówieniem o in vitro. Dla mnie to była jedyna szansa na posiadanie dzieci. Przy odpowiedniej uwadze nie widzę nic niemoralnego i nieetycznego w tym. Mam w sobie ogromną wdzięczność, że dzięki temu mam 2 wspaniałych chłopców i to jest ponad podziałami. Będę o tym mówić głośno, bo nie widzę w tym nic wstydliwego. Moje dzieci o tym wiedzą od początku.

>>> CZYTAJ RÓWNIEŻ: Jerzy Stuhr o walce z rakiem: Mówili, że błaznuję