"Rada rodziców może ustalić kwotę opłat i zbierać pieniądze, jednak musi pamiętać, że są to składki dobrowolne" – tłumaczy minister Hall.

Reklama

Niepotrzebny szantaż
Szkoły same ustalają wysokość składek na komitet, więc zdarza się, że te kwoty sięgają od kilkudziesięciu do nawet kilkuset złotych rocznie za jedno dziecko. Mimo że nie trzeba ich wpłacać jednorazowo, bo można i co miesiąc, to i tak dla wielu rodziców spory wydatek. Czasem też od nauczycieli i dyrekcji usłyszą, że jeśli nie zapłacą, to ich dziecko nie dostanie na koniec roku świadectwa. A to niepotrzebny szantaż. Była minister oświaty, poseł Krystyna Łybacka z sejmowej komisji edukacji, mówi wprost: – "Tego typu praktyki są niczym innym jak łamaniem prawa" – oburza się.

To rada się tłumaczy
Bo wydanie cenzurki na koniec roku szkolnego dla ucznia nie jest w żaden sposób związane z wpłatami na radę rodziców. To się po prostu dziecku należy. "W trakcie realizacji obowiązku szkolnego, nie można wymuszać od rodziców tego typu opłaty" – potwierdza Krystyna Łybacka.
Minister Katarzyna Hall jeszcze dodaje, że to rady powinny pokazać rodzicom, że fundusze, które zbierają, są wydawane dla dobra ich dzieci. Z tych pieniędzy często kupowane są m.in. książki na nagrody za osiągnięcia w nauce. Ale i tak finansować to powinni tylko ci rodzice, których na to stać.

>>>Czytaj także: Ojciec Dody na politycznych salonach