Obecna szefowa resortu oświaty Katarzyna Hall, odpowiadała mu, że to się zaczęło zmieniać - gimnazja coraz bardziej zyskują pozytywną akceptację i ocenę.

- Nie udało się uzyskać powszechnej akceptacji dla gimnazjów. To jest ciągle żywy, emocjonalny problem. Jest bardzo dużo przeciwników tych szkół - mówił Handke, minister edukacji w rządzie Jerzego Buzka. Tymczasem, jak zaznaczył, są one konieczne "jako rodzaj interface'u, specyficzny łącznik między szkołą podstawową a liceum".

- We wszystkich systemach edukacji, nawet w Chinach, jest taki rodzaj szkoły. To miejsce gdzie dorastający młody człowiek podejmuje pierwsze decyzje na temat przyszłości, gdzie pójdzie dalej, to szkoła, która formuje na dalszą drogę - mówił były minister.

Jego zdaniem, nie udało się też wprowadzić w gimnazjach na szeroką skalę szkolnych programów wychowawczych z prawdziwego zdarzenia.

Z kolei jak mówiła obecna minister edukacji Katarzyna Hall, powołując się na badania opinii publicznej, jeszcze kilka lat temu uczniowie nie odbierali gimnazjów jako szkół atrakcyjnych, a teraz to się zmienia. - Nauczyciele starają się wychodzić naprzeciw zainteresowaniom uczniów, pobudzać ich aktywność, rozwój. Nauczyliśmy się pracować w gimnazjach. To było bardzo trudne zadanie i wielkie wyzwanie - powiedziała Hall.

Jak mówiła, gimnazja to bardzo ważny etap, to tam uczniowie uczą się wybierać co interesuje ich bardziej, a co mniej, tam też uczą się pracy w grupie. - To okres gdy bardzo ważna jest akceptacja otoczenia, grupy  - zaznaczyła Hall.

Biorący udział w debacie pierwszy minister edukacji po przełomie 1989 r. prof. Henryk Samsonowicz, zaznaczył, że chciałby aby w przyszłości gimnazja stały się szkołami, które nie tylko uczą odpowiadać na pytania, ale także uczą uczniów je stawiać.

Podczas Kongresu omawiany jest m.in. przygotowany przez Instytut Badań Edukacyjnych "Raport o stanie edukacji. Społeczeństwo w drodze do wiedzy".

Pozytywnie ocenia on wprowadzenie gimnazjów w polskim systemie edukacji. Dokument - powołując się na badania PISA - stwierdza m.in., że w ostatnich latach poprawiły się wyniki polskich uczniów w czytaniu, w matematyce i w naukach przyrodniczych. Problemem pozostaje jednak zróżnicowanie gimnazjów, szczególnie w dużych miastach, na lepsze i gorsze, co jest niezgodne z potrzebą wyrównywania szans na dobrą edukację.

Byli ministrowie edukacji wraz z obecną szefową MEN podczas dyskusji na kongresie odnieśli się także do zewnętrznych egzaminów maturalnych. Handke zaproponował by w przyszłości znieść na egzaminie maturalnym próg, po przekroczeniu którego egzamin jest zdany.

Obecnie by uzyskać świadectwo dojrzałości maturzysta musi zdać trzy obowiązkowe egzaminy na poziomie podstawowym: z polskiego, matematyki i języka obcego nowożytnego, oraz dwa egzaminy ustne: z polskiego i języka obcego. Aby zdać egzamin abiturient musi uzyskać co najmniej 30 proc. punktów możliwych do uzyskania z danego egzaminu.

Według Handkego maturzysta powinien zdać egzamin niezależnie od tego czy uzyskał 20 czy 90 proc. punktów, a to uczelnie powinny decydować czy może on u nich studiować czy nie. Jak mówił, likwidacja progu wcale nie musi działać demotywująco.

Hall przypomniała, że do celów rekrutacyjnych do szkół ponadgimnazjalnych brane są m.in. wyniki z egzaminu gimnazjalnego, gdzie nie ma progu zdawalności. - Uczniowie wiedzą jak ważny jest wynik i uczą się intensywnie do niego - zaznaczyła.

I Kongres Polskiej Edukacji rozpoczął się w niedzielę po południu w Warszawie, potrwa dni. Odbywa się w Centrum Expo. Bierze w nim udział ok. dwa tys. osób, w tym nauczyciele i dyrektorzy szkół, przedstawiciele uczelni wyższych i samorządowcy. Przedsięwzięcie ma służyć przygotowaniu strategii dla polskiego systemu edukacyjnego na najbliższe 20 lat.