• ~m-53
    (2015-06-25 11:59)
    powalający to jest tytuł i poziom autorki (autora?)
    Domyślam się, że to tzw. blagierka modowa
  • ~Q
    (2015-06-25 11:20)
    królowa w jeszcze gorszym więc co za różnica!
  • ~Europejczyk
    (2015-06-25 14:05)
    To dobrze swiadczy o Angeli Merkel, ktora nie jest szlachcianka, wiec przyszla ubrana skromnie na spotkanie z Elzbieta II. W Niemczech jest takie powiedzenie : Mehr sein als erscheinen - a sukcesy gospodarcze Niemiec pokazuja, ze i plebejuszki oraz plebejusze moga wiele osiagnac - jezeli sa pracowici.
  • ~libero2015
    (2015-06-25 14:44)
    Wiadomo, że Merkel kobiecością nie powala, ale nazywanie jej stroju modowym koszmarkiem w zestawieniu ze strojem Eli jest totalnym nieporozumieniem. Ta druga przecież ubrana jest jak szmaciana lalka z wiejskiej chata
  • ~degust
    (2015-06-25 12:22)
    Zajmijcie się lepiej kreacją pierwszej damy, pani Danieli Schadt. Ta zdecydowanie jest najgorsza!
  • ~gosc
    (2015-06-25 11:14)
    niestety praca premiera/kanclerza jest tez praca fizyczna ,ciągle przemieszczanie się,wsiadanie,wysiadanie z samochodu powoduje,ze spodnie sa wygodniejsze ale tutaj wygląda dobrze
  • ~Pateks
    (2015-06-25 15:45)
    A wlasnie ze ten kostium z dluga suknia jest super a Angela Merkel wyglada w tej stylizacjii naprawde fajnie a i kolor jest bardzo ladny dobrze dobrany .
  • ~Drzazga 101
    (2015-07-17 17:05)
    O Matko, jak by to było NAJWAŻNIESZE, kuervas, ja cię pierdykam ! Kanclerzynie Merkel to dziś CAŁA Jewropiejka może naskoczyć na plecy i zatańczyć kawałek.
    Hej !-
  • ~lolek
    (2015-07-27 00:44)
    Zobaczcie co Merkel ma w głowie, a nie na dupie PUSTAKI !!!
  • ~wiesiek
    (2015-06-25 22:12)
    TAM GDZIE DEMOKRACJA JEST SŁABA I SKORUMPOWANA ZAWSZE RZĄDZĄ SŁUŻBY.


    TYM RAZEM MUSZĘ SIĘ ZGODZIĆ; KAZIO TRAFIŁ W SEDNO. Z TYM, ŻE W POLSCE ZAWSZE RZĄDZIŁY SŁUŻBY A W CZASIE RZĄDÓW KLIKI POWSI-PSL PANOSZĄ SIĘ TAK NIEMAL JAK ZA KOMUNY. PRYM WIODĄ OCZYWIŚCIE WSI NIBY DAWNO ZLIKWIDOWANE A WCIĄŻ ŻYWE HOŁUBIONE I OCHRANIANE PRZEZ HRABIEGO Z RUSKIEJ BUDY.

    ŻADEN WIĘKSZY BIZNES, ŻADEN ZAKUP NIE MOŻE OBYĆ SIĘ BEZ WSI, KTÓRE MAJĄ WSZĘDZIE SWOJE KONTAKTY, POŚREDNIKÓW, TW, JESZCZE Z DAWNYCH CZASÓW. WŁAŚNIE DLATEGO DROGI BUDOWANE W POLSCE SĄ NAJDROŻSZE NA ŚWIECIE, WŁAŚNIE DLATEGO JEŻELI ZAKUPIMY HELIKOPTERY Eurocopter EC725 Super Cougar (Caracal) – helikopter oblatany 27 listopada 2000, a produkowany od lutego 2005 roku będący rozwinięciem konstrukcji Eurocopter AS532 Cougar, to będzie można rzec, że zakupiliśmy najdroższe helikoptery na świecie ale tylko dlatego, że znowu tak jak w przypadku dróg kilkakrotnie przepłacimy.

    Helikoptery Caracal, na które ponoć już zdecydowało się Ministerstwo Obrony Narodowej, są jak pendolino albo Stadion Narodowy – ich możliwości techniczne będą mniejsze, niż oczekiwano, za to koszty dużo większe, niż przewidywał preliminarz. Za identyczną liczbę 50 śmigłowców tego samego typu i z podobnym wyposażeniem Brazylijczycy zapłacili o połowę mniej niż chce zapłacić MON.

    Jeszcze dwa lata temu Ministerstwo Obrony Narodowej przewidywało, że za 8 mld zł kupi dla polskiej armii 70 śmigłowców. Pojedyncza maszyna kosztowałaby więc ok. 114 mln zł. W rozstrzygniętym niedawno przetargu zdecydowano się nabyć od francuskiego Airbusa tylko 50 helikopterów za kwotę dużo większą, bo sięgającą aż 13 mld zł. Oznacza to, że jeden helikopter Caracal typu EC725, bo taki oferują Francuzi, będzie kosztował 260 mln zł, a więc ponad dwukrotnie więcej, niż pierwotnie zakładano. – Kupimy najdroższe śmigłowce świata, a w zamian otrzymamy przysłowiową „czapkę gruszek i popalić”, tak wysokiej ceny nie sposób sensownie wytłumaczyć. Chyba tylko tym, że w III RP, za rządów kliki POWSI - PSL inaczej się nie da. – twierdzą eksperci.

    MON przekonuje, że kontrakt z Airbusem to korzyść dla naszej gospodarki, bo Francuzi obiecali, że swoje śmigłowce będą produkowali w Polsce ale to fałsz bo jak wyjaśnia francuski magazyn „L’Usine Nouvelle”, maszyny i silniki będą u nas tylko montowane, na dodatek montownia dopiero zostanie wybudowana, części i podzespoły helikoptera EC725 będą dostarczali francuscy podwykonawcy Airbusa, m.in. grupa Safran, a także fabryki w Marignane i La Courneuve.

    Decyzja MON-u o wyborze śmigłowca Caracal wywołała oburzenie w zakładach lotniczych w Świdniku i w Mielcu, których właściciele – AugustaWestland oraz S i k o r s k y Aircraft – również startowali w przetargu. W środę w Świdniku odbył się marsze protestacyjne pracowników oraz mieszkańców miasta, podobną akcję zorganizowano w Mielcu. Uczestnicy manifestacji domagali się unieważnienia przetargu.

    Krytycy MON-u zwracają uwagę, że kupujemy od Francuzów kosztowną, ale przestarzałą zabawkę, która ustępuje nowszym, dostępnym na rynku typom śmigłowca. Najpoważniejszy zarzut wobec EC725 to brak systemu, który chroni maszynę przed rakietami przeciwlotniczymi, zakłócając ich układy naprowadzania. Oferowany przez Airbusa helikopter nie ma też odpowiedniego pancerza chroniącego przed ostrzałem z broni palnej. Niedawno wojskowego caracala zestrzelili Z BRONI RĘCZNEJ handlarze narkotyków w Meksyku.


    Większość afer, jaka w Polsce wybuchała, zawsze była związana w jakiś sposób ze służbami specjalnymi. Jestem w 99 proc. pewien, że ta afera podsłuchowa to jest także afera służb - mówił w "Kropce nad i" na antenie TVN24 były premier, Kazimierz Marcinkiewicz.



    Bronisław Komorowski, zanim przegrał, podłożył granat pod polską demokrację. Jeśli Polacy w referendum zagłosują za likwidacją finansowania partii z budżetu,SPRAWIĄ PREZENT przyjaciołom Komorowskiego
    z WSI, którzy stworzyli biznes III RP.


    – Ten, kto zgłasza taki postulat, jest agentem złodziei. Pola do dalszej dyskusji nie widzę – mówi Andrzej Gwiazda, legendarny lider Solidarności z 1980 r.



    - Likwidacja subwencji państwowej oznaczałaby, że partie finansować będą wyłącznie osoby prywatne. Rzecz jasna, na miarę zasobności swojej kieszeni.


    - Jest oczywiste, iż kilkudziesięciu biznesmenów z rodowodem w komunistycznych służbach specjalnych może dać swojej ukochanej partii więcej pieniędzy niż miliony zwykłych Polaków dyskryminowanych w III RP.

    Oligarchowie i słupy jak u Janukowycza

    W ustawie o partiach politycznych istnieje wprawdzie ograniczenie, zgodnie z którym wpłata jednej osoby „nie może przekraczać w jednym roku 15-krotności minimalnego wynagrodzenia za pracę”. W praktyce jednak łatwo to obejść – partię wesprzeć mogą osoby podstawione, czyli tzw. słupy.

    – Przypomnę historię pewnego polityka, którego emeryci i studenci z Lublina wspierali wpłatami po kilkanaście tysięcy złotych – mówi dr hab. Rafał Chwedoruk, politolog z Uniwersytetu Warszawskiego. Chodzi oczywiście o Janusza Palikota. Zdaniem Chwedoruka likwidacja finansowania partii z budżetu przybliży Polskę do standardów, które obowiązywały na Ukrainie, będących pozostałością po czasach Wiktora Janukowycza. – Tam wszystkie partie sponsorowane są przez oligarchów. Niekiedy wspierają oni partie o sprzecznych ze sobą programach. Bo liczy się tylko interes – mówi.

    Jego zdaniem szczególnie uderzające jest to, że postulat Komorowskiego są skłonne poprzeć partie, które reklamują się jako proeuropejskie. – To szokujące, kiedy ludzie, którzy chwalą się, że całe życie walczyli o europejski model demokracji, nagle porzucają go w imię chwilowych, koniunkturalnych zysków – mówi Chwedoruk.

    Przeciwnicy państwowych subwencji dla partii powołują się na przykład amerykański i brytyjski. Jak mówi Andrzej Gwiazda, nie ma to najmniejszego sensu, gdyż tamtejsza sytuacja nie przystaje zupełnie do naszej. – Niedawno dyskutowałem o tym z pewnym Amerykaninem. Tłumaczyłem mu: u was biznes zaczynał się, gdy każdy miał co najmniej jednego colta. U nas powstawał w czasach, gdy biznesmenami mogli zostać jedynie ludzie nieuczciwi. To oddawanie demokracji w ich ręce.

    Kopacz i Petru za. A Kukiz?

    „Czy jest Pani/Pan za utrzymaniem dotychczasowego sposobu finansowania partii politycznych z budżetu państwa?” – tak brzmi pytanie zaproponowane przez Komorowskiego. Postulat likwidacji takiego finansowania już poparły PO
    i NowoczesnaPL Ryszarda Petru.

    Niebezpieczeństwo polega na tym, że choć PO traci poparcie, a w sondaże pompujące partię Petru nikt nie wierzy, to dla zwykłego Polaka postulat, by nie musiał z własnej kieszeni płacić za luksusy partyjnych liderów, brzmi bardzo atrakcyjnie.

    Potwierdzają to badania. Z sondażu IBRIS dla „Rzeczpospolitej” z 1 czerwca wynika, że gdyby referendum odbywało się dziś, aż 74 proc. Polaków zagłosowałoby przeciwko finansowaniu partii politycznych z budżetu, a tylko 15 proc. za. 11 proc. pytanych wybrało opcję „trudno powiedzieć”.

    Paweł Kukiz, który jest zdeklarowanym zwolennikiem odpartyjnienia państwa, o likwidacji finansowania partii z budżetu mówi w sposób bardzo oględny, zapewne zdając sobie sprawę z prawdziwych skutków takiej zmiany. Jednak pytanie wymyślone przez Komorowskiego ograniczyło mu pole manewru. Gdyby zaapelował o głosowanie za utrzymaniem obecnego systemu, mógłby narazić się na zarzuty o brak konsekwencji.

    Do tego Kukiz zadeklarował, że jego ugrupowanie wystartuje w wyborach do parlamentu jako komitet wyborczy, a nie partia, co oznacza, że zrezygnuje z ewentualnej dotacji. – Nie chcemy tych pieniędzy, bo to jest kwestia naszej wiarygodności – mówił Agencji Informacyjnej Polska Press Patryk Hałaczkiewicz, szef sztabu Kukiza.

    Subwencje to najtańszy sposób utrzymywania demokracji

    DEMAGOGICZNYM argumentem, na który nabrać się mają zwykli Polacy, są RZEKOME oszczędności, jakie może pozyskać państwo, rezygnując z dotowania partii politycznych. „Dzieci nie mają pieniędzy na posiłek w szkole, a ty finansujesz limuzyny polityków” – łatwo wyobrazić sobie taki spot przeciwników partyjnych subwencji.


    To SKRAJNA DEMAGOGIA, bo dotacje dla partii politycznych są w budżecie państwa jak ziarnko piasku. Państwo przeznaczy na nie w tym roku 54,6 mln zł. To mniej niż zakup jednego samolotu F-16 z pełnym uzbrojeniem. Mniej więcej tyle kosztuje jedna kampania reklamowa dużego koncernu w polskich mediach.

    Według danych z ubiegłego roku, PO dostała 17,7 mln zł subwencji, a PiS – 16,5 mln. Dla porównania rząd PO–PSL wydał niemal połowę dotacji tych partii, czyli aż 7 mln zł, na… jeden spot z okazji 10-lecia członkostwa Polski w UE.

    Obecnie wysokość dotacji na partie zależna jest od liczby uzyskanych przez nie głosów. Istnieje specjalny przelicznik owych głosów na pieniądze. Przy poparciu do 5 proc. jest to 5,77 zł za jeden głos, od 5 do 10 proc. – 4,61 zł, od 10 do 20 proc. – 4,04 zł, 20 do 30 proc. – 2,31 zł, powyżej 30 proc. – 0,87 zł.

    Subwencja z budżetu, choć niezbyt imponująca z punktu widzenia oligarchów, pozwoliła partii takiej jak PiS, niewspieranej przez postkomunistyczny biznes, zorganizować efektowną konwencję Andrzeja Dudy jako kandydata na prezydenta. Jeśli dotacje znikną, efektowne kampanie prowadzić będą mogły wyłącznie ugrupowania takie jak PO czy NowoczesnaPL.

    Partie związane z nurtem niepodległościowymi i reprezentujące uboższe warstwy społeczeństwa wyemitują wielokrotnie mniej spotów wyborczych i zawieszą o wiele mniej plakatów niż establishmentowe. W efekcie wielu wyborców nie zauważy w ogóle ich kampanii. A potem poniesie koszty niekorzystnej dla siebie polityki nieporównywalnie WYŻSZE od kosztów subwencji.
  • ~sonia
    (2015-07-25 19:12)
    Zwykle widzimy Angelę Merkel w spodniach i żakiecie ,na przyjazd królowej założyła skromną garsonkę, w której wygląda całkiem dobrze,nie rozumiem krytyki, a co miała założyć falbanki lub koronki.Jest politykiem a nie modelką, oj pismaku
  • ~TZ
    (2015-06-29 14:46)
    A czy wiejskie wesele jest gorsze od miejskiego czy królewskiego ?
  • ~msl
    (2015-07-02 18:58)
    Pewnie musiała się tam pokazać w kiecce ze względu na etykietę,a że szafa krótka, więc postąpiła w myśl zasady " ubrałem się w com ta miał...".
  • ~pyra
    (2015-06-25 14:13)
    A Ja muślałem że to jest rakieta na orbite (START)
  • ~gosc
    (2015-08-23 19:39)
    Ważne że obie maja poukładane w głowie ,nie tak jak naszą Kopacz ,ani wyglądu ani w głowie,zwykłą galareta.
  • ~ulisse
    (2015-06-27 21:33)
    Niemcy nie przywiązują większej wagi do szyku i galanterii - za to szanują prawo, są oszczędni, pracowici, konsekwentni i uczciwi tak samo wobec królowej angielskiej i Cygana z Rumunii. Niemcom nikt nie musi obiecywać ani przywracać "honoru" i "godności" - takie cechy charakteru wypływają z czynu. Dlatego tak trudno nam ich zrozumieć.
  • ~hahaha
    (2015-06-27 16:32)
    To jest niemiecki szyk,a raczej brak szyku,oni tak mają
  • ~ha ha ha
    (2015-06-26 21:10)
    Krój typu 'rybi ogon' i błyszczący materiał to hit NAJMODNIEJSZYCH sukien ślubnych i wieczorowych w USA, Kanadzie, Australii, Nowej Zelandii, ale też w NIemczech, Francji czy Danii, Szwecji... nad Wisłą pewnie znów za 'najnowszy' trynd uważana jest jakaś staroć sprzed dwóch lat albo i jeszcze więcej... Pismak chciał być taki oblatany z modą, ale cóś nie trafił
  • ~Brunek to burak
    (2015-06-26 18:39)
    Wygląda o wiele lepiej niż żona buraka-Brunka.
  • ~wiesiek
    (2015-06-25 22:13)
    TAM GDZIE DEMOKRACJA JEST SŁABA I SKORUMPOWANA ZAWSZE RZĄDZĄ SŁUŻBY.


    TYM RAZEM MUSZĘ SIĘ ZGODZIĆ; KAZIO TRAFIŁ W SEDNO. Z TYM, ŻE W POLSCE ZAWSZE RZĄDZIŁY SŁUŻBY A W CZASIE RZĄDÓW KLIKI POWSI-PSL PANOSZĄ SIĘ TAK NIEMAL JAK ZA KOMUNY. PRYM WIODĄ OCZYWIŚCIE WSI NIBY DAWNO ZLIKWIDOWANE A WCIĄŻ ŻYWE HOŁUBIONE I OCHRANIANE PRZEZ HRABIEGO Z RUSKIEJ BUDY.

    ŻADEN WIĘKSZY BIZNES, ŻADEN ZAKUP NIE MOŻE OBYĆ SIĘ BEZ WSI, KTÓRE MAJĄ WSZĘDZIE SWOJE KONTAKTY, POŚREDNIKÓW, TW, JESZCZE Z DAWNYCH CZASÓW. WŁAŚNIE DLATEGO DROGI BUDOWANE W POLSCE SĄ NAJDROŻSZE NA ŚWIECIE, WŁAŚNIE DLATEGO JEŻELI ZAKUPIMY HELIKOPTERY Eurocopter EC725 Super Cougar (Caracal) – helikopter oblatany 27 listopada 2000, a produkowany od lutego 2005 roku będący rozwinięciem konstrukcji Eurocopter AS532 Cougar, to będzie można rzec, że zakupiliśmy najdroższe helikoptery na świecie ale tylko dlatego, że znowu tak jak w przypadku dróg kilkakrotnie przepłacimy.

    Helikoptery Caracal, na które ponoć już zdecydowało się Ministerstwo Obrony Narodowej, są jak pendolino albo Stadion Narodowy – ich możliwości techniczne będą mniejsze, niż oczekiwano, za to koszty dużo większe, niż przewidywał preliminarz. Za identyczną liczbę 50 śmigłowców tego samego typu i z podobnym wyposażeniem Brazylijczycy zapłacili o połowę mniej niż chce zapłacić MON.

    Jeszcze dwa lata temu Ministerstwo Obrony Narodowej przewidywało, że za 8 mld zł kupi dla polskiej armii 70 śmigłowców. Pojedyncza maszyna kosztowałaby więc ok. 114 mln zł. W rozstrzygniętym niedawno przetargu zdecydowano się nabyć od francuskiego Airbusa tylko 50 helikopterów za kwotę dużo większą, bo sięgającą aż 13 mld zł. Oznacza to, że jeden helikopter Caracal typu EC725, bo taki oferują Francuzi, będzie kosztował 260 mln zł, a więc ponad dwukrotnie więcej, niż pierwotnie zakładano. – Kupimy najdroższe śmigłowce świata, a w zamian otrzymamy przysłowiową „czapkę gruszek i popalić”, tak wysokiej ceny nie sposób sensownie wytłumaczyć. Chyba tylko tym, że w III RP, za rządów kliki POWSI - PSL inaczej się nie da. – twierdzą eksperci.

    MON przekonuje, że kontrakt z Airbusem to korzyść dla naszej gospodarki, bo Francuzi obiecali, że swoje śmigłowce będą produkowali w Polsce ale to fałsz bo jak wyjaśnia francuski magazyn „L’Usine Nouvelle”, maszyny i silniki będą u nas tylko montowane, na dodatek montownia dopiero zostanie wybudowana, części i podzespoły helikoptera EC725 będą dostarczali francuscy podwykonawcy Airbusa, m.in. grupa Safran, a także fabryki w Marignane i La Courneuve.

    Decyzja MON-u o wyborze śmigłowca Caracal wywołała oburzenie w zakładach lotniczych w Świdniku i w Mielcu, których właściciele – AugustaWestland oraz S i k o r s k y Aircraft – również startowali w przetargu. W środę w Świdniku odbył się marsze protestacyjne pracowników oraz mieszkańców miasta, podobną akcję zorganizowano w Mielcu. Uczestnicy manifestacji domagali się unieważnienia przetargu.

    Krytycy MON-u zwracają uwagę, że kupujemy od Francuzów kosztowną, ale przestarzałą zabawkę, która ustępuje nowszym, dostępnym na rynku typom śmigłowca. Najpoważniejszy zarzut wobec EC725 to brak systemu, który chroni maszynę przed rakietami przeciwlotniczymi, zakłócając ich układy naprowadzania. Oferowany przez Airbusa helikopter nie ma też odpowiedniego pancerza chroniącego przed ostrzałem z broni palnej. Niedawno wojskowego caracala zestrzelili Z BRONI RĘCZNEJ handlarze narkotyków w Meksyku.


    Większość afer, jaka w Polsce wybuchała, zawsze była związana w jakiś sposób ze służbami specjalnymi. Jestem w 99 proc. pewien, że ta afera podsłuchowa to jest także afera służb - mówił w "Kropce nad i" na antenie TVN24 były premier, Kazimierz Marcinkiewicz.



    Bronisław Komorowski, zanim przegrał, podłożył granat pod polską demokrację. Jeśli Polacy w referendum zagłosują za likwidacją finansowania partii z budżetu,SPRAWIĄ PREZENT przyjaciołom Komorowskiego
    z WSI, którzy stworzyli biznes III RP.


    – Ten, kto zgłasza taki postulat, jest agentem złodziei. Pola do dalszej dyskusji nie widzę – mówi Andrzej Gwiazda, legendarny lider Solidarności z 1980 r.



    - Likwidacja subwencji państwowej oznaczałaby, że partie finansować będą wyłącznie osoby prywatne. Rzecz jasna, na miarę zasobności swojej kieszeni.


    - Jest oczywiste, iż kilkudziesięciu biznesmenów z rodowodem w komunistycznych służbach specjalnych może dać swojej ukochanej partii więcej pieniędzy niż miliony zwykłych Polaków dyskryminowanych w III RP.

    Oligarchowie i słupy jak u Janukowycza

    W ustawie o partiach politycznych istnieje wprawdzie ograniczenie, zgodnie z którym wpłata jednej osoby „nie może przekraczać w jednym roku 15-krotności minimalnego wynagrodzenia za pracę”. W praktyce jednak łatwo to obejść – partię wesprzeć mogą osoby podstawione, czyli tzw. słupy.

    – Przypomnę historię pewnego polityka, którego emeryci i studenci z Lublina wspierali wpłatami po kilkanaście tysięcy złotych – mówi dr hab. Rafał Chwedoruk, politolog z Uniwersytetu Warszawskiego. Chodzi oczywiście o Janusza Palikota. Zdaniem Chwedoruka likwidacja finansowania partii z budżetu przybliży Polskę do standardów, które obowiązywały na Ukrainie, będących pozostałością po czasach Wiktora Janukowycza. – Tam wszystkie partie sponsorowane są przez oligarchów. Niekiedy wspierają oni partie o sprzecznych ze sobą programach. Bo liczy się tylko interes – mówi.

    Jego zdaniem szczególnie uderzające jest to, że postulat Komorowskiego są skłonne poprzeć partie, które reklamują się jako proeuropejskie. – To szokujące, kiedy ludzie, którzy chwalą się, że całe życie walczyli o europejski model demokracji, nagle porzucają go w imię chwilowych, koniunkturalnych zysków – mówi Chwedoruk.

    Przeciwnicy państwowych subwencji dla partii powołują się na przykład amerykański i brytyjski. Jak mówi Andrzej Gwiazda, nie ma to najmniejszego sensu, gdyż tamtejsza sytuacja nie przystaje zupełnie do naszej. – Niedawno dyskutowałem o tym z pewnym Amerykaninem. Tłumaczyłem mu: u was biznes zaczynał się, gdy każdy miał co najmniej jednego colta. U nas powstawał w czasach, gdy biznesmenami mogli zostać jedynie ludzie nieuczciwi. To oddawanie demokracji w ich ręce.

    Kopacz i Petru za. A Kukiz?

    „Czy jest Pani/Pan za utrzymaniem dotychczasowego sposobu finansowania partii politycznych z budżetu państwa?” – tak brzmi pytanie zaproponowane przez Komorowskiego. Postulat likwidacji takiego finansowania już poparły PO
    i NowoczesnaPL Ryszarda Petru.

    Niebezpieczeństwo polega na tym, że choć PO traci poparcie, a w sondaże pompujące partię Petru nikt nie wierzy, to dla zwykłego Polaka postulat, by nie musiał z własnej kieszeni płacić za luksusy partyjnych liderów, brzmi bardzo atrakcyjnie.

    Potwierdzają to badania. Z sondażu IBRIS dla „Rzeczpospolitej” z 1 czerwca wynika, że gdyby referendum odbywało się dziś, aż 74 proc. Polaków zagłosowałoby przeciwko finansowaniu partii politycznych z budżetu, a tylko 15 proc. za. 11 proc. pytanych wybrało opcję „trudno powiedzieć”.

    Paweł Kukiz, który jest zdeklarowanym zwolennikiem odpartyjnienia państwa, o likwidacji finansowania partii z budżetu mówi w sposób bardzo oględny, zapewne zdając sobie sprawę z prawdziwych skutków takiej zmiany. Jednak pytanie wymyślone przez Komorowskiego ograniczyło mu pole manewru. Gdyby zaapelował o głosowanie za utrzymaniem obecnego systemu, mógłby narazić się na zarzuty o brak konsekwencji.

    Do tego Kukiz zadeklarował, że jego ugrupowanie wystartuje w wyborach do parlamentu jako komitet wyborczy, a nie partia, co oznacza, że zrezygnuje z ewentualnej dotacji. – Nie chcemy tych pieniędzy, bo to jest kwestia naszej wiarygodności – mówił Agencji Informacyjnej Polska Press Patryk Hałaczkiewicz, szef sztabu Kukiza.

    Subwencje to najtańszy sposób utrzymywania demokracji

    DEMAGOGICZNYM argumentem, na który nabrać się mają zwykli Polacy, są RZEKOME oszczędności, jakie może pozyskać państwo, rezygnując z dotowania partii politycznych. „Dzieci nie mają pieniędzy na posiłek w szkole, a ty finansujesz limuzyny polityków” – łatwo wyobrazić sobie taki spot przeciwników partyjnych subwencji.


    To SKRAJNA DEMAGOGIA, bo dotacje dla partii politycznych są w budżecie państwa jak ziarnko piasku. Państwo przeznaczy na nie w tym roku 54,6 mln zł. To mniej niż zakup jednego samolotu F-16 z pełnym uzbrojeniem. Mniej więcej tyle kosztuje jedna kampania reklamowa dużego koncernu w polskich mediach.

    Według danych z ubiegłego roku, PO dostała 17,7 mln zł subwencji, a PiS – 16,5 mln. Dla porównania rząd PO–PSL wydał niemal połowę dotacji tych partii, czyli aż 7 mln zł, na… jeden spot z okazji 10-lecia członkostwa Polski w UE.

    Obecnie wysokość dotacji na partie zależna jest od liczby uzyskanych przez nie głosów. Istnieje specjalny przelicznik owych głosów na pieniądze. Przy poparciu do 5 proc. jest to 5,77 zł za jeden głos, od 5 do 10 proc. – 4,61 zł, od 10 do 20 proc. – 4,04 zł, 20 do 30 proc. – 2,31 zł, powyżej 30 proc. – 0,87 zł.

    Subwencja z budżetu, choć niezbyt imponująca z punktu widzenia oligarchów, pozwoliła partii takiej jak PiS, niewspieranej przez postkomunistyczny biznes, zorganizować efektowną konwencję Andrzeja Dudy jako kandydata na prezydenta. Jeśli dotacje znikną, efektowne kampanie prowadzić będą mogły wyłącznie ugrupowania takie jak PO czy NowoczesnaPL.

    Partie związane z nurtem niepodległościowymi i reprezentujące uboższe warstwy społeczeństwa wyemitują wielokrotnie mniej spotów wyborczych i zawieszą o wiele mniej plakatów niż establishmentowe. W efekcie wielu wyborców nie zauważy w ogóle ich kampanii. A potem poniesie koszty niekorzystnej dla siebie polityki nieporównywalnie WYŻSZE od kosztów subwencji.