Czy w święta Wielkanocne marnujemy tyle samo, czy jeszcze więcej żywności? A może jednak mniej?

Święta nie są naszym sprzymierzeńcem w sprawie niemarnowania jedzenia. Wręcz przeciwnie – perspektywa tych kilku wolnych dni wzmacnia w nas potrzebę robienia intensywnych zakupów. Ulegamy presji obfitego wypełnienia stołu i tracimy zdolność racjonalnych kalkulacji. Zapominamy, że w czasie świąt nie dzieje się magia i nagle nikt nie ma trzech żołądków, które może wypełnić przygotowanymi przez nas daniami.

Efekt tej naszej zakupowej nieroztropności widać w statystykach Banków Żywności, które policzyły, że przed Bożym Narodzeniem i w jego czasie w Polsce zmarnowało się nawet 160 tysięcy jedzenia. Powodem były przede wszystkim za duże zakupy. Jedna trzecia wypełnionego po brzegi sklepowego koszyka skończy w śmietniku. I to są dość optymistyczne kalkulacje. Częściej zdarza się, że do kubła trafia nawet połowa przyniesionych wcześniej z marketu produktów. Wpływ na to mają; brak naszej kulinarnej kreatywności, upływ terminu przydatności do spożycia czy złe przechowywanie.

Jak przygotować się do przedświątecznych zakupów? O czym na nich pamiętać?

Najwygodniej zacząć od wymyślenia menu, a porcje dań dostosować do liczby spodziewanych gości, bez zbędnego szarżowania z ilością jedzenia. W rytmie zero waste skromność jest zaletą, nie oznaką sknerstwa i ta myśl powinna nam towarzyszyć w przedświątecznych zakupach. Racjonalnie jest zdecydować się na maksymalnie dwie przystawki - w tym zupę, jedno danie główne i dwa różne pod względem struktur i smaku desery np. sernik czekoladowy i tartę cytrynową.

PRZEPISY NA WIELKANOCNE BABY ZNAJDZIESZ TU>>>>

Dobrze jest zawczasu pomyśleć o wykorzystaniu pełnego potencjału składników. Z warzyw korzeniowych i ich obierek można gotować esencjonalny bulion, który będzie bazą dla zupy czy sosu, je same ukręć na kremową pastę, a z natki marchwi czy liści rzodkiewki zrób pesto. Białka wykorzystać do babeczek, a żółtka do tarty.

Menu jest naszą wskazówką do zrobienia listy zakupów, a bez niej nie wychodzimy do sklepu, bo na pewno kupić o co najmniej 30 proc. więcej niż planowaliśmy. Zakupy pakujemy do własnych wielorazowych siatek, nie wstydźmy się prosić o ogórki kiszone do naszego słoika, a mięso czy plastry sera do pudełka. To nie tylko znacznie przyjaźniejsze rozwiązania dla planety, ale i zdrowia. Wędliny i nabiał zawinięte w folię szybciej się psują i kończą w śmietniku. Szklane opakowania są dla nich zdecydowanie bardziej wskazane. Po przyniesieniu zakupów do domu warto je też przełożyć do pojemników – sypkie do słoików, szynkę odwinąć z papieru, podobnie ser. Warzyw nie trzymać w folii i na słońcu. Korzeniowe warzywa czy rzodkiewki, by nie więdły dobrze jest włożyć do lodówki w misce z zimną wodą, którą trzeba wymieniać co 2 dni. Właściwe przechowywanie przedłuża świeżość produktów o kilka dni.

Na co zwrócić szczególną uwagę? Jak wybrać te najlepsze produkty?

Im krótszy skład ma dany produkt, tym jest lepszy dla naszego zdrowia. To najlepsza wskazówka, jaka powinna nas prowadzić po sklepowych półkach. Czytajmy więc informacje na etykietach i unikajmy jedzenia nafaszerowanego niepotrzebnymi konserwantami i barwnikami. Jajka, które są chętnie podrabiane i oferowane, jako te od szczęśliwej kury muszą mieć odpowiednie oznakowanie na skorupce. Bez niego kupujemy tylko u zaufanych sprzedawców, takie, które były dobrze przechowywane, a nie na przykład wystawione na słońce. Dobrze jest też zachować ostrożność wobec nowalijek. Większość z tych dorodnych, które przed świętami trafiają do sklepów nie została wyhodowana w Polsce. Dopytujmy sprzedawców o pochodzenie warzyw i owoców. Nie kierujmy się ich atrakcyjnym wyglądem i wielkością, bo nie one mają wpływ na jakość i skład. To czas na to, by dać szansę słabiej wyglądającym produktom, pod ich skórką kryje się sporo mocy.

Czego w ogóle lepiej nie kupować i nie stawiać na stole wielkanocnym?

Tradycyjna polska Wielkanoc oparta była na chrzanie, mocno solonych marynatach, kwaśnych smakach, wędzonkach, korzeniowych warzywach, bo to były produkty dostępne po zimie. Nowalijki - w zależności od pogody – pojawiały się najwcześniej pod koniec kwietnia i na początku maja. Warto przynajmniej w części świątecznego menu wrócić do korzeni i nie ulegać pokusie korzystania z importowanych warzyw – takich, jak młode ziemniaki, sałata, szparagi, fasolka.

A co ze święconką? Potraktować ją symbolicznie, czy iść na całość?

Koszyczek świąteczny nie musi być odzwierciedleniem naszego koszyka sklepowego. Nie trzeba go wypełniać po brzegi produktami, które i tak potem nie cieszą się zainteresowaniem. Mało komu smakują ugotowane dzień wcześniej jajka, wysuszona zimna kiełbasa, czy wyschnięty chleb. Niech to będą symboliczne kawałki, a nie porcje, z którym można ugotować obiad.