Od czego zacząć przygotowania świąteczne?

Najwygodniej i najbardziej ekonomicznie, a przede wszystkim dla zaoszczędzenia czasu, od zrobienia planów. Najpierw dań, które chcemy, aby pojawiły się na świątecznym stole, a potem według gotowego menu, dobrze jest ułożyć listę zakupów. Namawiam do wyboru takich potraw, które naprawdę my i nasi bliscy lubią, a przede wszystkim zjedzą. Kilogram kapusty z grochem ugotowany tylko po to, aby wywiązać się ze obowiązku respektowania świątecznej tradycji, skończy jej żywot w śmietniku. Warto zapytać każdego, z kim spędzamy święta, na jakie danie czeka. Ta skrupulatność ułatwi ocenę, ile oraz jakie konkretnie jedzenie będzie cieszyło się popularnością i zniknie z talerzy naszych gości, a nie w błyskawicznym tempie, bo zazwyczaj tuż po świętach, trafi do kosza. Cudem bożonarodzeniowym nie jest to, że nasze żołądki zwiększają się drastycznie. Każdy ma swój limit i dobrze jest go oszacować, żeby potem uniknąć problemów z niepotrzebnymi nadwyżkami jedzenia.

My Polacy, rzeczywiście coraz częściej kupujemy za dużo?

Federacja Polskich Banków Żywności, co roku w grudniu przypomina o tym żeby ratować przed wyrzuceniem jedzenie, o którym wiele osób w naszym kraju może tylko pomarzyć. Te apele są nie bez powodu. Przeciętny Polak wyrzuca w każdym miesiącu około 4 kilogramów dobrego jedzenia, a tymczasem 1,8 miliona ludzi nie ma szans, by zjeść codziennie ciepły posiłek. Dzieje się to właśnie w Polsce, nie Afryce, którą często podajemy jako kontrast do braku naszej zakupowej powściągliwości. Zbyt duże zakupy, to jeden z najczęściej wymienianych powodów wyrzucania jedzenia. Co trzecia torba przynoszona ze sklepu, trafia do kosza, bo nie jesteśmy w stanie wykorzystać wszystkich produktów, jakie kupiliśmy. Brakuje nam pomysłu na dania i czasu do gotowania.

Z czym na zakupy pójść i na co zwracać szczególną uwagę podczas ich robienia?

Z własną torbą, bawełnianymi woreczkami na mniejsze produkty, słoikami na sypkie rzeczy, czy pudełkami na nabiał, mięso oraz ryby. To dużo, ale to też podstawa nie zaśmiecania sobie i innym życia. Ze statystyk wynika, że Polak zużywa rocznie jakieś 400 reklamówek, a Duńczyk cztery. Pytajmy sprzedawców o certyfikaty na przykład karpia, bo według danych Państwowej Inspekcji Handlowej, co piąty karp nie został wyhodowany w Polsce. Ryby przywożone są przykładowo z Chin, a tymczasem nasz kraj ma najwięcej stawów w Europie. Karpie z certyfikatem hodowane są w ekologicznych warunkach i traktowane humanitarnie. Smakują zdecydowanie lepiej niż te zza granicy karmione sztucznym granulatem. Czytajmy też etykiety, odkładajmy te produkty, w których na pierwszym miejscu w składzie jest wymieniony cukier, a dalej utwardzony olej palmowy - zabójczy dla naszego zdrowia. Nie dajmy się nabierać na etykiety bio, czy eko, bo nie zawsze są one synonimem zdrowia. Co w nich jest naprawdę, można wyczytać z etykiety i do tej lektury zachęcam. Polecam też sceptyczny stosunek do promocji - wzięcia dwóch produktów, a płacenia rzekomo za jeden. Dwóch kilogramów masy marcepanowej, trzech kilogramów bananów, które szybko przejrzewają, czy czterech sztuk awokado raczej nie wykorzystamy i nie zjemy. Najlepszą bronią na uniknięcie pokus i pułapek jest właśnie lista zakupów i robienie ich po solidnym posiłku. Głód potrafi nas zaprowadzić na zakupowe manowce.

Z czym jeszcze mamy problem jako kupujący?

Z przegapieniem terminu ważności, a także zbytnim przywiązaniem do przestrzegania go. Nic się nie stanie, gdy wykorzystamy mąkę, której data przydatności do spożycia minęła miesiąc wcześniej. Przechowywana w suchym miejscu, bez dostępu moli spożywczych, nie miała prawa się popsuć. Podobnie inne sypkie produkty czy strączki. Badania udowadniają, że takie produkty zachowują swoje walory smakowe i jakościowe znacznie dłużej niż sugerują to na opakowaniach producenci. Poza tym mamy dwa rodzaje daty ważności – "należy spożyć do" i "najlepiej spożyć przed". To gwarancja, jaką daje producent, że w tym czasie oferowany przez niego towar będzie najlepszy. Nie oznacza to, że śmietana, którą otworzymy kilka dni później nas zatruje. Pod warunkiem oczywiście, że była w lodówce, nie ma pleśni ani innych śladów świadczących o popsuciu.

To jak zaplanować zakupy? Co kupić, a co odpuścić?

Dobrze jest zrobić prosty rachunek. Policzyć, ile czasu spędzimy przy świątecznym stole i zaplanować posiłki w oparciu o te kalkulacje. Dietetycy twierdzą, że w święta zjadamy nawet trzy razy więcej kalorii niż na co dzień, wiec oczywiście warto zrobić ten zapas w naszym menu. Jednak wiara w to, że ze stołu znikną trzy rodzaje serników, kutia, piernik, tort bezowy i dwa makowce jest taką samą naiwnością, jak nadzieja, że Mikołaj istnieje i z reniferami wkłada prezenty pod choinkę. U mnie w domu nie ma specjalnego obiadu w pierwszy dzień świat. Zjada się pierogi, barszcz z uszkami czy rybę, która zostaje z Wigilii. To bardzo praktyczne rozwiązanie, można nasycić się bożonarodzeniowymi smakami, na jakie czeka się cały rok, nie trzeba angażować się dodatkowo w kuchni obierając ziemniaki, piekąc mięso lub robiąc sałatki i jest też spora szansa, że większość przygotowanych na Wigilię dań się nie zmarnuje.

Jakie konkretne potrawy zaproponowałabyś żeby było dobrze, smacznie, w odpowiednich proporcjach i zgodnie z zasada „zero waste”, czyli nie marnowania jedzenia?

Wspomniany wcześniej domowy barszcz nie ma sobie równych, doprawiony według smakowych preferencji rodziny pysznie rozgrzeje i wzmocni. Podobnie zupa grzybowa, bez której cześć Polaków nie wyobraża sobie Wigilii. W tej kwestii bym nie odpuszczała, bo obie zupy nie są wymagające i można je bez problemu przygotować. Buraki, jakie zostają po ugotowaniu barszczu są bonusem, który warto zmienić w sałatkę. Dorzucamy do nich włoskie orzechy, natkę posiekanej pietruszki, pokrojony w kostkę ser feta i mieszamy z oliwą oraz sokiem z cytryny. Zdecydowanie lepiej też w domu przygotować rybę, bo świeżo smażona, duszona czy pieczona zachwyca bardziej niż ta kupowana. Odgrzewana wiele traci, bywa sucha i nieatrakcyjnie wygląda. Stawiam też na domową masę makową. Ta gotowa w puszkach ma mało bakalii, a dużo cukru, co można wyczytać z etykiety. Tymczasem w sklepach można bez problemu dostać zmielony mak. Wystarczy go ugotować i wymieszać z posiekanymi bakaliami oraz miodem. To jest autentyczny aromat świąt.

A jak przechowywać jedzenie, by nie straciło świeżości i cieszyło nasze podniebienie w te świąteczne dni oraz po nich?

Zimna pogoda nam sprzyja, więc wykorzystajmy balkon, szczególnie do przechowania zup, pierogów i uszek. Surowe warzywa nie lubią niskich temperatur, podobnie jak egzotyczne owoce, wiec nie niszczmy ich walorów w lodowce. Natomiast gotowe dania, które nam zostaną można podzielić na mniejsze porcje i zamrozić. To najlepszy sposób na przedłużanie ich terminu ważności.

Gdzie kupować produkty?

Polecam lokalne, osiedlowe bazarki i targi. Nie dość, że możemy tam znaleźć zaufanych sprzedawców, to nie wyjdziemy z takich miejsc z wielkim koszykiem, bo zwyczajnie go tam nie znajdziemy. Do swoich siatek zapakujemy tyle, ile będziemy w stanie unieść i ta świadomość jest skutecznym hamulcem. W takich miejscach mamy też większy wybór i często lepszą jakość produktów.

Wróćmy do dań. Co jeszcze zaserwować z tego, co kupimy i co zrobić, z tym, co zostanie, by wyrzucić jak najmniej?

Sałatki, zapiekanki, zupy. To są propozycje, które zawsze się sprawdzają. Możemy zawczasu przygotować więcej ciasta na pierogi i potem wypełnić je tymi warzywami, czy mięsem, które nam zostało. Do utylizacji resztek świetnie nadaje się tarta - kruchy podpieczony spód, na który można wrzucić ugotowane warzywa, plastry szynki, końcówki startego sera i zapiec zalane roztrzepanym jajkiem ze śmietaną. Portugalii na świąteczne śniadanie podaje się grzanki z chleba oprószone cynamonem. To też fajny patent na zużycie nadmiaru pieczywa. Chleb już po świętach można zmielić na bułkę tartą, japońska posypkę zwaną panko lub pokroić drobno i podsmażyć na patelni ze zwiędła natką pietruszki, czosnkiem, oliwą i resztkami sera. Mamy genialny włoski dodatek do makaronu, który można spokojnie podać w Sylwestra. Obierki warzyw możemy zamrozić, a w chłodny styczniowy dzień ugotować z nich aromatyczny bulion. Listki i łodygi ziół możemy wykorzystać do zrobienia aromatycznej oliwy. Wystarczy je w niej zatopić i zostawić do nasiąknięcia.

Warzywa mogą być również dodatkiem do omletów, zapiekanek przekładanych chlebem. Z samego pieczywa można nawet upiec brownie, które będzie smakowało w Sylwestra. Jeśli planujemy świąteczne sałatki, przygotujmy sobie składniki, nawet te ugotowane, ale mieszajmy je tuż przed podaniem i to nie od razu wszystkie, a w mniejszych porcjach. Dzięki temu niewykorzystane jarzyny bez sosu będzie można zamrozić lub zmienić w kremową zupę. Wystarczy je zmiksować z gorącym bulionem lub przypieczonymi na maśle lub oliwie kawałkami czerstwego chleba i mieć jarzyny w zupełnie innym wariancie.

A jeśli danie, które nam zostanie nie nadaje się do takiego przetworzenia?

Można się nim podzielić. Jadłodzielnie, czyli puste lodówki rozstawione w różnych miastach, czekają na wypełnienie tym, co zostanie nam po świętach. Ludzie, którym brakuje dobrego jedzenia wiedzą, w jakich miejscach stoją i regularnie do nich zaglądają. Na facebookowej stronie Foodsharing Polska jest lista społecznych jadłodzielni, więc tam można znaleźć aktualne adresy w swojej okolicy. Zróbmy pod koniec świąt "audyt" swojej lodówki i oceńmy, co można kreatywnie zmienić w inne dania, jakie resztki da się zamrozić, a co trzeba zjeść niebawem. Te ostatnie niech trafią do jadłodajni, a jeśli sami damy radę je zjeść, niech stoją na widoku w lodówce, bo ukryte zginą w czeluściach lodówki.