CO KRAJ, TO OBYCZAJ

Gdzieniegdzie pieczone serca gołębi to rarytas, jeszcze w innych miejscach koty w lodówce to jak u nas filety z piersi kurczaka. Podróżując do najdziwniejszych miejsc na ziemi możemy natknąć się na różne wyzwania kulinarne. Choć panie życzliwie patrzą na wszelakie eksperymenty i chętnie kupują nowe przyprawy, to jednak raczej panowie decydują się na degustację u ulicznych sprzedawców, bez strachu o swoje jelita. A jeśli jeszcze, podpuści się ich, że danie to wzmaga męską potencję, zamówią podwójną porcję i zjedzą z uśmiechem nawet najbardziej wstrętne danie. Panie za to mogą poczynić obserwacje, czego na pewno nie warto oferować podczas proszonej kolacji u siebie w domu.

ZOBACZ, CZEGO NAWET NIE TKNĄŁBYŚ WIDELCEM

Robaki – podobno są smaczne i pożywne ze względu na dużą zawartość białka i protein, i niejednemu już pomogły przetrwać w trudnych warunkach. Jedzenie wszelkiego rodzaju owadów czy robaków jest nazywane entomafagią i jest dość powszechną praktyką na całym świecie, oprócz Europy i Ameryki Północnej. Na ulicach Bangkoku, Quito, czy też Pekinu można natknąć się na smażone świerszcze, skorpiony czy też cukrzone pijawki, które przykładowo Andrew Zimmern – kucharz i zapalony podróżnik, autor programu "Bizzare Food", poleca jako przekąski na siedzenie przed telewizorem. Podobny pogląd na to ma Mike Tyson, który podobno będąc w więzieniu odżywiał się karaluchami.

Górskie ostrygi – taką nazwę dla niewtajemniczonych mają jądra byka lub dzika, podane w wersji obranej ze skóry, obgotowane, obtoczone w panierce i smażone w głębokim tłuszczu. Ten przysmak, popularny w Teksasie i w Kanadzie mógłby znaleźć zrozumienie wśród amatorów naszych cynaderek i ozorów…

Nadziewany wielbłąd – choć my odwiedzamy wielbłądy tylko w zoo i chętnie kupujemy je dzieciakom jako przytulanki, są też tacy, którzy wolą wielbłąda zjeść. Nie wszyscy są emocjonalnie przywiązani do tych długorzęsych stworzeń. A co w tym szokującego? Beduini mają bowiem specjalny przepis na wielbłąda – faszeruje się go 20 kurczakami lub owcą i piecze w całości, by potem przy akompaniamencie muzyki wszyscy razem najedli się z jednego stołu. Według księgi rekordów Guinnessa jest to największa na świecie pozycja w menu.

Hakarl - to już wyższa szkoła jazdy, nawet Anthony Bourdain, słynny obieżyświat i odważny amator każdej kuchni, określił Hakarl najbardziej obrzydliwym daniem, jakie kiedykolwiek jadł. Jest to tradycyjny "przysmak" islandzki, który przygotowuje się z rekina. Nie jest to jednak żaden tam stek dla słabeuszy, tylko wypatroszony rekin grenlandzki lub olbrzymi, który następnie jest zakopywany w ziemi, by skruszał i na końcu suszony. Kiedyś, zamiast suszenia, polewało się go moczem tak, aby amoniak zareagował z kwasem mięsa. Dziś, na szczęście, używa się w tym celu słonego masła.

Casu Marzu – zgniły ser z Sardynii, chyba nie przyjąłby się w polsko-włoskiej restauracji, a tym bardziej w kuchni. Cierpki w smaku ser jest nafaszerowany larwami insektów, dzięki którym powstaje jego niezwykle delikatny smak. Larwy te rozbijają tłuszcze zawarte z serze i tworzą sączący się płyn zwany lagrima. Wiele osób przed zjedzeniem sera wydłubuje te małe, białe robaczki, lecz wielu uważa, że to właśnie one nadają mu wyjątkowy smak i pałaszują ser z jego gospodarzami. Należy pamiętać, że owe robaczki pomimo zjedzenia dalej żyją w naszych jelitach i mogą powodować przewlekłe infekcje.

Sannakij – nie każdy lubi jak jedzenie rusza mu się w ustach podczas spożywania go. Dla tych nie będzie frajdą zjedzenie żywych owoców morza. Małe ośmiorniczki są krojone i polewane olejem sezamowym i dopiero twoje zęby pozbawią je życia - albo soki żołądkowe, bo nierzadko stworzenia połyka się żywcem.

czytaj dalej...


Smażone móżdżki – w Internecie znajduje się cała masa przepisów na móżdżki cielęce, z jajami, szynką i z cebulką - można by pomyśleć, że nie jemy na śniadanie nic innego jak tylko takie specjały. Pomimo to, dziwi nas małpi móżdżek podawany na ulicznych straganach w Azji. Nikt już nie pamięta, że kiedyś rozsmakowała się w nich i tak cywilizowana Ameryka - w Saint Louis w stanie Missouri były kanapki ze smażonymi cielęcymi móżdżkami. Natomiast w Salwadorze i Meksyku wołowe móżdżki są wykorzystywane przy przygotowaniu tacos i burritos, więc spytaj o to zanim zamówisz lokalny specjał.

Balut - to smakołyk pochodzący z Filipin i jego spożycie może nastręczyć dylematów natury moralnej. Balut to bowiem zapłodnione kacze lub kurze jajo. Takie jajko zakopuje się na tydzień pod ziemię. Po upływie tygodnia wyciąga się je z ziemi i delikatnie podgotowuje. Spożywa się to łyżeczką wprost ze skorupki. Filipińczycy uważają tę potrawę za afrodyzjak. Sprzedawana jest jedynie przez doświadczonych sprzedawców na filipińskich targach.

Krew kobry – jeśli już mowa o ratowaniu męskiej godności, podobno krew kobry czyni cuda. W Indonezji uważa się, że wypijając świeżą, ciepłą jeszcze, krew tego węża, przejmuje się jego spryt i odwagę. Krew podawana jest w małym kieliszku i pije się ją tak szybko jak nasze "wściekłe psy". Najciekawsze jest samo przygotowanie tego napoju. Odcina się bowiem kobrze łeb, po czym cieknącą krew wlewa się do szklanki, czasami wypełnionej już w połowie Arakiem, do smaku.

O gustach trudno rozmawiać, o kulinarnych tradycjach tym bardziej. Niektórym ohydne wydają się już kanapki z żółtym serem i marmoladą, inni uznają je za świetną przekąskę. Zanim zdecydujecie się na niezwykłą wakacyjną przygodę, zorientujcie się jednak na co mogą być narażone wasze kubki smakowe, gdy już będziecie na miejscu. Niektórzy chętnie spróbują takich nowości, inni będą woleli zapakować do plecaka chińskie, przepraszam, polskie zupki instant.

____________________________________

NIE PRZEGAP:

>>> Najlepsze danie tuż po seksie
>>> Pobiła męża, bo skrytykował jej kuchnię
>>> Kto potrzebuje największych prezerwatyw?