META
ul. Foksal 21
tel. 22 826 45 13
www.metanafoksal.pl
czynne 7 dni w tygodniu od 11 do 6 rano



Do Mety trafiłam przypadkiem wracając w piątek z wernisażu w pobliskiej galerii Lokal_30. Rosły mężczyzna wręczył mi ulotkę reklamową. Nie jestem fanką bycia zaczepianą na ulicy, a i rubaszna facjata jegomościa przywiodła mi na myśl raczej biesiadę z „Wesela” Smarzowskiego, co nie rokowało dobrze na wieczór. Jednakowoż krótka pogawędka i nienachalność sympatycznego, jak się okazało, pana sprawiły, że ze znajomymi postanowiliśmy tam wstąpić na drinka.

Po przekroczeniu progu przybytku naszym oczom, oprócz kuszącej informacji, że płyny uzupełnimy tu procentami i nie tylko w niezmiennej cenie 5 zł, ukazała się gablota, a w niej szeroki wybór nieodzownie kojarzących się z PRLem rarytasów. Nóżki w galarecie, tatar, biała kiełbasa na gorąco, flaki, bigos czy śledzie w oleju z cebulką (pyszne i wiem, co mówię - jestem nieposkromioną śledziową fanatyczką! do tej pory hołubiłam śledziki w "Przekąskach", choć drażniło mnie, że im więcej było gości - tym porcje malały. Teraz wiem, że są one jak wprawka przed daniem popisowym, a do tych zaliczyłabym śledzie w "Mecie"). Każde danie w cenie 9 zł. Do wszystkiego serwują tu równiutkie kromeczki chleba i masło. I są przemili. A przy większym zamówieniu panie ładują strawę i napoje na tacę niczym ze szkolnej stołówki.


Zresztą "Meta" to miejsce, w którym należy zwrócić uwagę na wystrój. Zalatuje tu owszem kiczem w nienajwyższych lotów wydaniu - ale w sumie po co się czepiać - czyż w minionej epoce to nie kicz właśnie był poniekąd wyrazem jej stylu? Mamy więc paprotkę w oknie usadowioną w zwisającym z sufitu kwietniku, mamy wspaniałe zabytkowe modele radia Unitra i nawet gustowny wieniec z rolek papieru toaletowego. Wokół lustra, aby można było stanąć ze sobą samym twarzą w twarz w czasie zwykle skutecznych metod eutanazji smutków polegających na topieniu zgryzot w rodzimej produkcji trunkach.

Do tego w kąciku, jakby niedbale pozostawiona w domowym przedpokoju, stoi urocza para relaksów. Stoliki (zdecydowanie więcej uroku mają blaty przy ścianach) są nieco toporne, jakby pochodziły z pijalni piwa przy osiedlowym bazarku. Ale na szczęście nie rażą, gdy zastawi się je smakołykami, a przy większym tłumie w bistro stają się zupełnie niewidoczne. Wnętrze dodatkowo zyskuje na przytulności dzięki przytłumionemu oświetleniu.

Jednym słowem "Meta" to doskonałe miejsce, którego brakowało w ścisłym Śródmieściu: idealne na drinka i przekąskę przed dalszym nocnym buszowaniem po mieście i równie dobre, aby wracając z imprezy wstąpić na jeszcze jednego i zakąsić go śledziem. Nic dodać, nic ująć.