Kwiaciarnie nie lubią walentynek. Choć liczba klientów rośnie nawet trzykrotnie, to zyski są zbliżone do pozostałych dni w roku.

Kto zdaniem kwiaciarzy jest winien takiej sytuacji? To holenderscy plantatorzy i hurtownie, które przed dniem zakochanych windują ceny. Dziś za metrową różę dobrej jakości chcą ok. 8 zł, a za tulipana 1,20 zł. Przed walentynkami będzie to odpowiednio ponad 10 zł i 2,20 zł za sztukę.

A kwiaty 14 lutego będą drogie, bo także kwiaciarnie chcą zarobić w tym dniu. Nie mogą jednak przesadzić z windowaniem cen, bo wtedy nikt by nic nie kupił.

Jak zaznacza pracownik warszawskiej kwiaciarni Flora, zdrożeją wszystkie czerwone kwiaty – od 20 do nawet 30 proc. – W tym roku ceny będą rekordowe, dlatego że od 1 stycznia wzrosła stawka podatku VAT na cięte kwiaty z 3 do 8 proc. – dodaje Bożena Zwierzchoń, właścicielka kwiaciarni Kwiaty u Bożeny.

Duża czerwona róża, która w centrum Warszawy kosztuje dziś 16 zł, w walentynki będzie wyceniana na 22 – 25 zł. Na obrzeżach miasta będzie może o 2 zł tańsza. Cena tulipanów zwiększy się do 5 zł z obecnych 3,5 – 4 zł.

– I zamiast trzech róż jak zwykle klient kupi jedną – martwi się Monika Jaworska z kwiaciarni w Ursusie. Zwłaszcza że po kwiaty przychodzą zwykle osoby starsze. Młodzi rzadziej się nimi obdarowują.

Choć kwiaciarze narzekają, to jednak co roku przybywa po 100 nowych placówek. Za to ubywa klientów, po 5 – 10 proc. rocznie. Przejmują ich tańsi uliczni sprzedawcy. – Budżety na zakup kwiatów ograniczyły też firmy oraz hotele, które w większości zatrudniają własne florystki – zauważa Bożena Zwierzchoń.

W ciągu ostatnich 20 lat, jak podsumowują kwiaciarnie, liczba klientów zmniejszyła się nawet o połowę. Dziś kwiaciarnia w dobrym punkcie miasta może liczyć na co najwyżej 500 klientów w miesiącu. Nic dziwnego więc, że sklepy te zanotowały w styczniu kilkuprocentowy spadek obrotów.