Co to takiego afrodyzjaki? Znawca cudownych ziół, Syreniusz, w 1613 roku napisał, że są to rośliny, które "mężom sił dodają, niemoc usuwają". To jedynie półprawda - bo afrodyzjakami mogą być nie tylko rośliny, a poza tym z ich działania mogą korzystać też kobiety.

Dlaczego afrodyzjaki pobudzają do miłości?

Cóż, podobno wiara czyni cuda… Dlatego wiele afrodyzjaków skutkuje, bo ludzie po prostu wierzą, że tak się stanie - środki te działają na zasadzie efektu placebo. Są jednak takie produkty żywnościowe, które zawierają estrogen, żeński hormon płciowy, pobudzający aktywność seksualną (np. soja), witaminę E, która wzmaga męską potencję i reguluje pracę kobiecych jajników (orzechy, jajka, szpinak), cynk, który wspomaga produkcję spermy (bogatym źródłem cynku są wszelkiego rodzaju owoce morza, czosnek oraz imbir).

Niektóre afrodyzjaki pobudzają krążenie krwi, wywołując uczucie ogólnego podniecenia i… pomagają mężczyznom, mającym problemy z potencją (najczęstszą ich przyczyną jest niedostateczne ukrwienie penisa). Takie działanie mają kawa i czekolada. Ta ostatnia zawiera substancję o nazwie PEA. To rodzaj naturalnej amfetaminy wytwarzanej przez mózg podczas aktu miłosnego.

Podobno znany z jurności Montezuma pił dziennie 50 kubków czekolady, by móc zaspokoić wszystkie pupilki ze swojego haremu. Krew w żyłach zacznie też krążyć szybciej dzięki rodzimemu rozmarynowi (tak, tak - jeśli dodasz go do ulubionej potrawy twojego lubego, jego „rozmaryn” rozwinie się w szybkim tempie!) i mało znanej roślince kuklik górski, która powszechnie uważana jest przez zielarzy za najsilniejszy polski afrodyzjak. Górale nadali jej nawet bardzo adekwatną do działania nazwę - dźwigoń.

czytaj dalej


Wątpliwe przysmaki...


Niektóre pokarmy zostały zaliczone w poczet afrodyzjaków tylko dlatego, że przypominają penisa (banany, szparagi, seler) lub waginę (ostrygi, brzoskwinie). Nasi przodkowie uciekali się także czasami do ohydnych praktyk, by zyskać miano demonów seksu. Dlatego w starożytności w jadłospisach wielu ówczesnych playboyów na stałe gościły… smażone lub pieczone genitalia byków czy ogierów. Penisy tych zwierząt w stanie wzwodu wyglądają rzeczywiście imponująco (lub raczej przerażająco, ze względu na monstrualne rozmiary), ale cóż z tego, jeśli bycza czy końska erekcja nie trwa dłużej niż kilkanaście sekund. Najwidoczniej jednak dla starożytnych amantów jakość się nie liczyła. Tak czy inaczej spożywanie tych wątpliwych przysmaków w niczym nie pomagało.

Zamiłowanie do obrzydliwych afrodyzjaków zdradzała m.in. Messalina (żona cesarza Klaudiusza, znana z rozwiązłego stylu życia): często jadała genitalia owiec i krowie wymiona. Nie pomogło jej to jednak utrzymać miłości męża, który w końcu skazał ją na śmierć. Inna sprawa, że wcześniej to ona chciała go zabić. Cóż, takie to były czasy.

czytaj dalej


Seksowna kuchareczka

Dzisiaj oczywiście nikt nie ucieka się do tak dramatycznych i niesmacznych sposobów rozpalenia namiętności. Naukowcy radzą wręcz, by przygotowywać posiłki raczej bez mięsa, aby pobudzić do namiętnego seksu. Dozwolone są ryby i owoce morza, gdyż mają niską zawartość tłuszczów zwierzęcych, które bardzo niekorzystnie wpływają na produkcję męskiego hormonu, testosteronu, którego brak prowadzi do impotencji. Zresztą, przypomnij sobie słynny swego czasu z erotycznego wyrafinowania film "9 i 1/2 tygodnia". Bohaterowie podczas miłosnych igraszek chętnie używali truskawek, miodu, kostek lodu, ale jakoś żadne z nich nie próbowało podniecić drugiego za pomocą baraniego udźca czy pęta wiejskiej kiełbasy. Tego rodzaju smakołyki zostaw na inne okazje.

Isabel Allende, autorka najbardziej erotycznej książki kucharskiej świata o wiele mówiącym tytule "Afrodyta", doradza, by afrodyzjakalne dania były proste i szybkie do wykonania. W przeciwnym wypadku może się okazać, że z powodu zmęczenia nie będziesz w stanie wykorzystać podniecenia wywołanego przez potrawy. Zamiast marzyć o namiętnych pieszczotach, będziesz myślała tylko o tym, by jak najszybciej zalec w łóżku i zasnąć. Co więcej: dlaczego tylko ty miałabyś zajmować się przyrządzaniem jedzenia, którego zadaniem jest pobudzenie was obojga do szalonego seksu? Powinniście upichcić je razem. I tu jeszcze jedna rada eksperta, czyli pani Allende: gotujcie nago!

czytaj dalej


"Wszystko, co się gotuje dla kochanka, jest zmysłowe, tym bardziej, kiedy oboje uczestniczą w akcie przygotowywania posiłku, wykorzystując to jako pretekst do figlarnego zdejmowania ubrań przy obieraniu cebuli i obrywaniu listków z karczochów" - zdradza sekrety erotycznego pichcenia Allende. Wspólne gotowanie może stać się dla was elementem gry wstępnej i być może wylądujecie w łóżku, jeszcze zanim skończycie przyrządzać wasze afrodyzjakalne danie. Może się zdziwisz, ale będzie to spełnienie marzeń twojego ukochanego! Zgodnie z wynikami badań, przeprowadzonych przez szwajcarskiego psychiatrę Willy’ego Pasiniego, zdecydowana większość panów marzy o stosunku w kuchni. To ziszczenie ich samczych fantazji: ognisko domowe, dbająca o nie kobieta i seks z nią jako ostateczne potwierdzenie męskości fantazjującego.

Nie przejmuj się tym, że zamiast jeść pyszny posiłek o działaniu pobudzającym, wylądowaliście w łóżku - liczy się przecież efekt, a smakowite potrawy przydadzą się na pewno na obiad następnego dnia.

czytaj dalej


Miód, migdały, mniam!

Pamiętajcie jednak, że pobudzających potraw nie możecie jeść ot tak, jak zwykłego posiłku. Isabel Allende radzi, by afrodyzjaki jeść rękami i sama wyznaje, że jedyne jedzenie, jakie pamięta, spożyła tylko i wyłącznie palcami. A jeśli już musicie używać sztućców, bo na przykład jecie spaghetti z sosem z pomidorów i frutti di mare, weźcie przynajmniej przykład z bohaterów filmu animowanego "Zakochany kundel": dwa sympatyczne pieski, jedząc spaghetti, bawiły się tak, że zaczynały gryźć tę samą nitkę makaronu, a w miarę jedzenia ich pyszczki przybliżały się do siebie, by wreszcie zetknąć się w połowie w uroczym pocałunku.

Z afrodyzjakalnym jedzeniem można też eksperymentować odważniej. Możecie, za przykładem króla kochanków, Casanovy, podawać sobie nawzajem palcami do ust ostrygi. Albo wykorzystać sposób Kleopatry: seksowna królowa mełła migdały, mieszała je z miodem, gotową pastą smarowała wzgórek łonowy i kazała zlizywać ją swoim kochankom. Jeśli lubicie literaturę iberoamerykańską, skorzystajcie z przepisu na pyszną grę wstępną, jaki podał w "Jesieni patriarchy" Gabriel Garcia Marquez. Jego bohater, podstarzały satrapa, zapraszał do swoich ogrodów ponętne, młode dziewczęta, a gdy te, rozanielone sielską atmosferą, zdejmowały ciuszki, przyozdabiał ich strefy erogenne sałatką. Mniam!

Smak i erotyka są nierozerwalnie związane - przede wszystkim dlatego, że nasze główne narzędzie smaku, język, jest też niezastąpione przy udanym seksie. Połączenie jedzenia i miłości jest więc bardzo oczywiste i niezwykle podniecające. Dlatego gotujcie, kochajcie się, znowu gotujcie… W tym aspekcie staropolskie życzenie "smacznego" brzmi co najmniej dwuznacznie…

czytaj dalej


Skąd się wzięły afrodyzjaki

Swoją nazwę zawdzięczają greckiej bogini miłości, Afrodycie. Według mitów piękna patronka zakochanych narodziła się, gdy Chronos wykastrował swego ojca, a jego jądra wrzucił do morza. I choć powstała z odciętej męskości, przyprawy, warzywa, owoce i mięsa, nazywane od jej imienia afrodyzjakami, mają wspomagać pożądanie.

Ludzie od niepamiętnych czasów poszukiwali środków, które sprawią, że będą mogli kochać się dłużej, lepiej. Roślin pobudzających libido, 60 tysięcy lat temu, używali do posiłków neandertalczycy. Od tej pory adepci ars amandi opisali ponad 1000 gatunków roślin i drugie tyle zwierząt i minerałów, posiadających działanie pobudzające. Współcześni naukowcy są jednak zdania, że tylko jedna dziesiąta z tego arsenału "polepszaczy" łóżkowych rzeczywiście pomaga odzyskać ochotę na pieszczoty. Należy jednak oddać cześć tym, którzy nieraz poświęcali zdrowie i życie, by wypróbować nowy, skuteczny (czasami aż za bardzo) afrodyzjak. Wódz rzymski i znany smakosz, Lukullus, i autor poematu "O naturze wszechrzeczy", filozof Lukrecjusz, zmarli w atakach szału, będących następstwem działania silnego, nieznanego afodyzjaku.

czytaj dalej


Co Cię podnieci?

PRZYPRAWY


• Bazylia
W wielu religiach, np. kulcie voodoo, jest uważana za symbol płodności.

• Imbir
Jego działanie poznał dobrze Ludwik XV, kochanek madame du Barry, która podawała amantom niezwykle skuteczną miksturę z białek i imbiru.

• Wanilia
Znany składnik miłosnych dań, do dziś stosowana w homeopatii przy leczeniu impotencji.

• Mięta
Stosował ją podobno sam Szekspir i nie narzekał!

RYBY I OWOCE MORZA


• Kawior
Zwiększa wydzielanie prostaglandyny, która pomaga osiągnąć erekcję.

• Tuńczyk
Zawiera nienasycone tłuszcze, które zapobiegają miażdżycy i pomagają mężczyznom osiągnąć erekcję.

• Małże
Wyglądem przypominaj waginę, ich zapach także przywołuje na myśl genitalia. Bogate w cynk.

• Krewetki
Pobudzają do namiętnych pieszczot, ale tylko tych, którzy nie są uczuleni na frutti di mare (co się, niestety, często zdarza).

WARZYWA I OWOCE

• Bakłażany
W Turcji wierzy się, że ich spożywanie może doprowadzić do omdlenia z ekstazy.

• Brzoskwinie
W „Śnie nocy letniej” Williama Szekspira wróżki używały brzoskwiń jako afrodyzjaków.

• Pomidory
Nazywane jabłkami miłości. Kiedyś cnotliwe kobiety ich nie jadały, bały się, że popadną w miłosny szał.

• Migdały
Zgodnie z mitologią powstały z genitaliów bogini Cibeles. Włosi wierzą, że ich gorzkawy zapach podnieca kobiety.

• Szparagi
Autor "Pachnącego ogrodu" napisał: "Kto gotuje szparagi z dodatkiem żółtek i przypraw, będzie czuł silniejsze pożądanie".

• Awokado
Skuteczność awokado tak chwalili Hiszpanie, że kilkaset lat temu księża zakazywali spożywania tego "owocu rozpusty".


Wino - tak, ale z umiarem


Nektar bogów może działać jak afrodyzjak, ale tylko wtedy, gdy kochankowie wypiją nie więcej niż po kieliszku. W przeciwnym wypadku staną się senni, ospali i z namiętnych igraszek nici. Do miłosnej kolacji można też podać po kieliszku amaretto (likier z migdałów) lub szampana. Kiedyś za jeden z najbardziej erotycznych alkoholi uważano absynt (wywołuje mimowolne skurcze mięśni, może więc intensyfikować orgazm). Jednak ten zielonkawy alkohol, ulubiony trunek poetów i malarzy, jest tak toksyczny, że w nadmiarze prowadzić może do śmierci - i dlatego został zakazany w większości krajów jeszcze na początku XX wieku.