Dzieci celebrytów nie znają normalności
Czasem przytuli, a czasem złaje. Zabierze do ZOO i rowerową wycieczkę. Taki jest stereotypowy ojciec. A co, jeśli jest gwiazdą? Dzieci gwiazdorów nie mogą liczyć na normalność, a zamiast zwykłego tatusia mają w domu szalonego rockmana lub nieobecnego duchem artystę. Jak to jest być dzieckiem taty-gwiazdy?
- Największy błąd Jolanty Kwaśniewskiej
- MacDowell: Dojrzałość jest pełna pozytywów
- Ochroniarze i dziwaczne żądania gwiazd
- Cichy ślub gwiazd - czy to w ogóle możliwe?
- Dlaczego Nicole Kidman chce to zrobić?
- Matura bez bólu >>
Pogoda
POLSKA
Niedziela 2012-05-27

temp. min 1°C max. 26°C
opady:
niewielkie opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
RYWALIZOWAĆ ZE SCENĄ
Szopa długich włosów, ciemne okulary i czarna skóra - tak nie wygląda przeciętny tatuś, za to tak zapamiętała ojca Patrycja Markowska. Jak twierdzi, scena jest dla niego jak narkotyk - trudno z nią rywalizować. Dlatego, gdy ojciec miał przerwy w pracy, nie odstępowała go na krok.
"Obierałem ziemniaki, a ona wisiała mi na karku - potrzebowała ciepła, miłości, spokoju. Czuła, że ta sielanka może się skończyć, że wrócę na scenę i znów nie będę miał dla niej czasu" - opowiada Grzegorz Markowski w jednym z wywiadów.
SZALEŃSTWO BYŁO NORMALNE
Mimo tęsknoty, jaką przeżywała, Patrycja nie zamieniłaby swojego domu na dom pełen stabilizacji. "Dla mnie to wszystko było normalne. Nie dziwiło mnie, że ojciec macha długą grzywą na koncercie, że panienki wypisują do niego listy miłosne. Wychowałam się na >>Autobiografii<<, jak mogłam tego nie zrozumieć?" - opowiada Patrycja.
Z perspektywy rockmana trudno moralizować. "Ilekroć próbowałem coś mówić o tym, że impreza, alkohol plus narkotyki i nieodpowiednie męskie towarzystwo równa się niechciana ciąża, słyszałem: >>I kto to mówi!<<" - wspomina lider grupy Perfect. Tym niemniej to on był pierwszą osobą, która dowiadywała się o najważniejszych wydarzeniach w jej życiu, na przykład - o "pierwszym razie". Przybił wtedy piątkę, a potem dodał: "Tylko uważaj"...
JESTEM CÓRKĄ OJCA, NIE LEGENDY
Nie każdy podchodzi do sprawy tak, jak Patrycja. Wiele dzieci sławnych rodziców marzy o normalności i zwyczajnej obecności taty.
Patrycja Volny, córka Jacka Kaczmarskiego, mówi z goryczą: "Jestem córką Jacka, a nie legendy. Człowieka, którego nigdy do końca tak naprawdę nie poznałam. Pamiętam go jako człowieka sfrustrowanego, nieszczęśliwego. Myślę, że nie umiał się odnaleźć w Australii, dlatego uciekał w pisanie, tęsknił za śpiewaniem, za koncertami. Nie interesował się prostymi sprawami bytowymi. Czasem jeździliśmy do zoo czy na plażę, do muzeum lub kina, ale ja go interesowałam tylko pod kątem mojego wykształcenia i rozbudzania moich zainteresowań. Mama pragnęła takiego zwykłego życia. A z ojcem życie nie mogło być zwykłe.
TATA NIEDZIELNY, ALE WYJĄTKOWY
Brak taty-gwiazdora dało się odczuć. "Ojca ciągle nie było. Zawsze gdzieś leciał na koncert. Natomiast mama była zawsze. Kochana mama. Na wakacje zabierał mnie, ale zawsze tam, gdzie on chciał. Ale to akurat było OK, bo ja nigdy nie chciałam być traktowana jak księżniczka na ziarnku grochu. Nie był złym ojcem, nie do końca. Nie był też ojcem fantastycznym. Gdy widzę ojców, którzy opiekują się dziećmi jak kobiety, myślę sobie, o rany ja gdybym miała takiego tatusia, to znosiłabym go tylko w małych dawkach" - opowiada Patrycja Volny.
___________
NIE PRZEGAP:
>>> Obama: Jestem kiepskim tatą
>>> Zapozowali nago, by pomóc biednym
>>> Czy lubisz szybki seks?












































Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!