Krystyna Janda udzieliła wywiadu dwutygodnikowi "Viva!" zimno przyznając, że robi to w związku z premierą filmu "Tatarak", a rozmowy z dziennikarzami nie należą do przyjemności.

DLA PIENIĘDZY, Z MIŁOŚCI...

"Tatarak" nawiązuje do bardzo osobistej historii Krystyny Jandy związanej ze śmiercią jej męża, Edwarda Kłosińskiego. Dlaczego aktorka zdecydowała się na tak osobisty film? "Zrobiłam to, bo jestem artystką. (...) Z miłości. Z interesu. Interesownie. Żeby zostało. Żeby zapamiętano. Żeby powstało coś więcej" - powiedziała.

>>> "Wypłakałam się za wszystkie czasy"

Aktorka nie ukrywa, że udział w filmie był dla niej trudny. Jak poradziła sobie z taką ingerencją w jej prywatność? "Tego się nie bałam. Jestem dużą dziewczynką" - krótko skomentowała.

Janda zaznacza, że "Tatarak" jest jedynie nawiązaniem do jej prywatnej historii, a nie dokumentem. "Jestem aktorką. Nie naraziłabym też widza na coś tak niesmacznego jak wyznanie "na żywo" do kamery. (...) "Oddałam tylko to, co moim zdaniem budowało film" - wyjaśnia.

A co z jej miłością? Przyznała, że jest szczęśliwa, że było jej dane zaznać tak wielkiego uczucia. "Niedawno przeszłam rozmowę z moją przyjaciółką, która została zdradzona. Mąż, odchodząc, powiedział jej, że teraz już wie, co to jest prawdziwa miłość i w związku z tym jej nigdy nie kochał. Powiedziała do mnie: Jak ja ci zazdroszczę. Masz o wiele lepiej. Jak to lepiej? - spytałam. Gdyby mój mąż umarł, nie dowiedziałabym się prawdy i dalej świat i życie miałyby sens i harmonię. Ale ja nie wierzę już w nic. Zdumiewająca analiza. Lepiej być wdową niż niekochaną."

Czy myślała o tym, kto teraz będzie ją kochał? "Nie mam takiego przymusu. Mnie w ogóle może już nikt nie kochać. Mnie już na tym nie zależy. Olewam to" - stwierdziła. Wygląda jednak na to, że wbrew swoim słowom Krystyna Janda nie do końca "to" olewa. "Najważniejsze, że mam przy sobie cały czas swoją mamę. I to jest największy cud, jaki mi się zdarzył".

>>> Gdy miłość już nie żyje...