Wrażliwa, uprzejma, rozsądna - takie wrażenie sprawia Barbara Bursztynowicz. Rozmawiając z aktorką, trudno nie pomyśleć, że Basia i grana przez nią Ela są do siebie bardzo podobne. Jednak już po kilku minutach jest jasne, że Barbara ma coś, co różni ją od serialowej Eli - poczucie humoru i iskierkę szaleństwa w oku.

Już nie płaczę

"Przyznaję, że czasem mam też dosyć mojej Eli" - dodaje z uśmiechem. Najlepiej jest wtedy chwilę odpocząć, wyjechać gdzieś, wyciszyć się. Ale już po kilku dniach pojawia się ciekawość - co tam scenarzyści wymyślili? Barbara otwiera scenariusz, szuka swoich scen i w końcu jest. Czyta: „Elżbieta otwiera drzwi i pyta gości: Napijecie się kawy czy herbaty. Wychodzi”. I tyle. - Jak to? Ja tu w końcu coś znaczę, a nie jestem tylko od podawania kawy - aktorka udaje oburzenie, a po chwili głośno się z tego śmieje. - "A już myślałam, że tym razem scenarzyści wymyślili dla mnie ciekawy wątek - jakiś romans, chwilę szaleństwa...".

"Nie wiem, czy wszyscy to zauważyli, ale Elżbieta od jakiegoś czasu przestała płakać. I to jest moja zasługa" - zdradza nam aktorka. - "Kiedy mam napisane, że Ela wybucha niepohamowanym płaczem, staram się użyć innych środków wyrazu, np. robię smutne miny".

Aktorka żartuje, że marzy jej się zagranie w… parodii „Klanu”. -"Mogłabym być Jerzym" - mówi, a po chwili zmienia zdanie: -"Nie, Grabarczyka byłoby trudno sparodiować, ale mogłabym zabawnie zagrać Elżbietę, przerysować ją, pokazać w krzywym zwierciadle" - dodaje.

Czekam na święta

„Klan” oczywiście nie jest całym życiem Barbary. Jej największą dumą i radością jest rodzina - mąż Jacek, także aktor, i dorosła już córka Małgosia, absolwentka warszawskiej ASP. W tym roku Barbara po raz pierwszy będzie spędzała święta Bożego Narodzenia bez córki, która jedzie w odwiedziny do rodziny w USA.

"Nie wyobrażam sobie bez niej świąt, ale rozumiem przecież, że Małgosia jest już dorosła i ma swoje plany" - mówi aktorka. Zanim jednak Barbara zasiądzie do wigilijnego stołu z mężem, czeka ją jeszcze kolacja z liczną serialową rodziną. -"Sceny kręcenia świąt są męczące. Na planie jest zawsze mnóstwo osób, w tym dzieci, które niesfornie biegają po planie. Trudno nad tym wszystkim zapanować" - opowiada. Prywatnie jednak kocha Boże Narodzenie i już z niecierpliwością odlicza dni do świąt…