Od tej pory spotykali się codziennie. Ehda’a pytała o pracę, przy okazji opowiadała o swojej rodzinie i wierze w amerykański mit. "Polecieliście kiedyś na Księżyc, może uda wam się zbudować nad Tygrysem drugi Manhattan" - żartowała. Na pierwszą randkę poszli do dawnego pałacu Saddama Husajna, który został przekształcony w jedną z kwater amerykańskiego sztabu.

Z czasem ich związek zaczął wzbudzać kontrowersje. Przełożony Blackwella poprosił go, aby nie drażnił samotnych kolegów i umawiał się z Irakijką poza jednostką. "To skandal, by samotna muzułmanka obściskiwała się publicznie z niewiernym" - pisali do dowódcy jednostki oburzeni okoliczni mieszkańcy. Kilka tygodni później Ehda’a została zatrzymana na ulicy przez dwóch mężczyzn. Grożono jej: "Albo się ubierzesz normalnie i będziesz zachowywać przyzwoicie, albo pogadamy inaczej".

Para zdecydowała się jednak na kontynuację znajomości, a z czasem zaręczyła się. Aby wziąć ślub, Blackwell za zgodą przełożonych przeszedł na islam. "Nie ma innego Boga poza Allahem" - powiedział po arabsku w obecności imama. Małżeństwo zawarli jednak w tajemnicy, zmienił się dowódca Blackwella, który z racji zagrożenia atakami terrorystycznymi nakazał Amerykanom unikać kontaktu z miejscowymi.

"Musisz strzec jej honoru. Twoja krew miesza się teraz z jej krwią. Jesteś więc prawdziwym Irakijczykiem" - pouczał go urzędnik stanu cywilnego. Gdy kilka miesięcy później sprawa wyszła na jaw, dowództwo wojsk amerykańskich w Iraku postanowiło zdegradować Blackwella i wysłać go do domu. Jego żona dołączyła do męża, przekraczając nielegalnie granicę z Jordanią. Po drugiej stronie w cywilnym ubraniu czekał na nią Blackwell.

Dziś Ehda’a jest bez wątpienia najpopularniejszą Irakijką w USA. Nie tylko z powodu historii jej związku z amerykańskim żołnierzem, ale z racji trudności, na które napotyka w nowej ojczyźnie. Najnowsze wydanie magazynu "Vanity Fair" opisuje zmagania irackiej lekarki z amerykańską służbą zdrowia. "Najpierw odmówili uznania mojego dyplomu, rozumiem to. Znalazłam więc pracę jako pomoc medyczna w jednej z dziecięcych klinik" - tłumaczy Ehda’a.

Matki nie chciały jednak, by ich dzieci dotykała Irakijka, zwolniono więc ją, tłumacząc to "słabą znajomością angielskiego". Z następnej pracy też musiała odejść, lekarze nie pozwalali jej obsługiwać skomplikowanych urządzeń, "pochodziła przecież z kraju, gdzie jeździ się na wielbłądach". Na razie Ehda’a nie szuka pracy, właśnie urodziła córkę. "New York Times", prezentując zdjęcie nietypowej, amerykańsko-irackiej rodziny, informuje, że dziewczynka ma na imię Norah, co po arabsku oznacza światło.