Mariah, królowa kaprysów

Mariah od dawna dzierży berło najbardziej rozkapryszonej diwy showbiznesu. Obdarzona niesamowitym głosem gwiazda ma mocno rozbudowane ego i bardzo przejmuje się swoją rolą pierwszej damy światowej sceny muzycznej.

Po pierwsze ma kompletną fiksację na punkcie nawilżaczy powietrza, które jak twierdzi chronią jej głos i skórę. W jej pokoju zawsze musi być co najmniej kilka takich urządzeń. To często zresztą kończy się fatalnie - wszystko wokół jest wieczne wilgotne i zdarza się, że biedna Mariah musi spać w mokrej pościeli.

Po drugie piosenkarka przykłada ogromną wagę do transportu. Jej szofer zawsze podwozi ją dokładnie pod drzwi. Co jednak najważniejsze pod jej hotelem musi być rozłożony czerwony dywan, wokół którego mają być poustawianie zapalone białe świeczki. Gdy kilka lat temu obsługa jednego z hoteli zapomniała o tym wymogu, Mariah kazała swojemu kierowcy jeździć w kółko po mieście do czasu, aż ten niewybaczalny błąd zostanie naprawiony.

Carey wszędzie, gdzie się pojawia stara się za wszelką cenę roztaczać wokół swojej osoby gwiazdorską atmosferę. Promocję najnowszej płyty rozpoczęła od chwalenia się swoimi zachciankami. Na imprezach pojawia się tylko z dziewięcioosobową świtą (która towarzyszy jej nawet w toalcecie). Ma specjalną asystentkę, która troszczy się o jej fryzurę, a także specjalistkę, której płaci za czuwanie nad swoim biustem. To nie jest żart, dziewczyna dostaje pieniądze za to, że pilnuje, żeby skąpe kreacje jej pracodawczyni nie obnażyły zbyt wiele.

Na koniec można jeszcze dodać, że Mariah mimo swojego dość kiczowatego gustu ceni ekskluzywne i bardzo drogie przedmioty. Wbrew pozorom swojej ulubionej biżuterii, czyli bazarowych broszek, wisiorków i pierścionków w kształcie motylków, nie kupuje na odpustach, tylko zamawia u jubilerów Van Cleef & Arpels. I płaci im rachunki idące w grube tysiące dolarów.




Beyonce: chowaj się, kto może


Beyonce długo uchodziła za normalną dziewczyną. Do czasu. Teraz gwiazda w swoich kontraktach dokładnie precyzuje, w jakich warunkach będzie przebywać i pracować.

Przede wszystkim w zajmowanym przez nią pomieszczeniach musi panować dokładnie ustalona temperatura (25 stopni Celsjusza). Po drugie w jej otoczeniu nie mogą się znajdować żadne słodycze i łakocie. Umieszczanie w jej pokoju cukierków, czekoladek i chipsów jest surowo zabronione.

Ostatnio gwiazda zadziwiła swoimi oczekiwaniami obsługę koncertu w San Diego. To, że zażyczyła sobie, by cała jej garderoba była wyłożona biały lnem, a jej ekipa żywiła się tylko owocami morza, to jeszcze nic.

Gwiazda zażądała bowiem, żeby nikt do niej nie podchodził, nie zaczynał rozmowy, a nawet nie śmiał zerknąć w jej kierunku. Wszyscy pracownicy hali Cox Arena dostali więc polecenie służbowe tej treści: "W przypadku spotkania diwy w korytarzu, natychmiast znaleźć jakieś wolne pomieszczenie i się w nim schować".









Nie waż się spojrzeć na Barbrę

Strach przed spojrzeniami obcych ludzi to chyba jakaś obsesja kobiet obdarzonych pięknych głosem. Podobne żądania potrafi sprecyzować obsłudze hoteli Barbra Streisand. Gwiazda ma w zwyczaju przed swoim przybyciem wysyłać listę z dokładnymi wskazówkami, jak ma być traktowana. Często na pierwszym miejscu znajduje się absolutny zakaz patrzenia jej prosto w oczy.




Madonna: higiena przede wszystkim

Okazuje się jednak, że kwestia patrzenia w oczy jest dużo bardziej złożona. Bo na przykład Madonna ma odmienny pogląd na tę sprawę. Otóż królowa popu wymaga, by jej rozmówcy zawsze patrzyli się wprost na nią. Może zażądać tego nawet od dziennikarzy przeprowadzających z nią wywiad, co skutecznie utrudnia im pracę, bo nie mogą korzystać z materiałów i notatek. Biada jednak przede wszystkim tym, który będą mieli nieprzyjemność pracować w hotelu, który jednocześnie odwiedzą Beyonce, Barba i Madonna - oczopląs murowany.

Poza tym praca z Madonną to nieustanne spełnianie jej zadziwiających poleceń. Po pierwsze higiena, higiena i jeszcze raz higiena. Gwiazda ma obsesję na punkcie czystości. Zdarza się więc, że personel musi codziennie w jej toalecie wymieniać deskę klozetową.

Ostatnio dużo roboty miała obsługa koncertu Live Earth. Madonna zażyczyła sobie bowiem 12 skrzynek świeżych truskawek i dużej ilości zielonej herbaty.

Poza tym w jej sali do ćwiczeń musiały zostać zamontowane lustra od podłogi do sufitu, tak żeby mogła na siebie swobodnie patrzeć, a w każdym pomieszczeniu, w którym się pojawiała musiał być rozpylony zapach waniliowy.



J.Lo: żelazko i duuużo jedzenia


Piękne zapachy muszą się również roztaczać wokół Jennifer Lopez. Latynoska piękność przed przybyciem do każdego hotelu, choćby miała w nim spędzić zaledwie kilka dni, wysyła specjalną listę życzeń.

Jej ulubione świeczki zapachowe to absolutna podstawa. Muszą pochodzić z ekskluzywnej firmy Jo Malone i roztaczać wonie limonki albo grejpfruta. Druga ważna rzecz to świeże kwiaty. J.Lo preferuje białe lilie i czerwone róże i takie chce oglądać w swoim apartamencie. Żeby jej cera i kwiaty nie zwiędły, temperatura w jej pokoju musi wynosić 26 stopni.

Poza tym w podstawowym wyposażeniu jej pokoju musi być m.in.: żelazko, mikrofalówka, piekarnik, ekspres do kawy i pełna zastawa.

Jennifer potrafi też dokładnie określić zawartość barku. Obsługa londyńskiego hotelu Dorchester, w którym J.Lo gościła jedynie dwa dni wpadała w panikę, gdy otrzymała dokładną listę produktów, które muszą być pod ręką, bo Jenny może mieć na nie ochotę.

Znalazły się na niej m.in.: ciasteczka czekoladowe, serowo-cebulowe chipsy, trzy rodzaje coca-coli (bezkofeinowa, dietetyczna i normalna), red bull, miętowe gumy do żucia, miętowa herbata, krakersy, ketchup, majonez, musztarda oraz mnóstwo warzyw i owoców (m.in. mango, winogrona, ananas, marchewki, brokuły i małe pomidorki).

No cóż, po takich zachciankach, trudno wierzyć w zapewnienia ubranej w luźne sukieneczki Jennifer, że nie jest w ciąży.

***

Zamiast jednak pomstować na te fanaberie, można się zdobyć na odrobinę empatii i zrozumieć, że życie gwiazdy nie jest takie łatwe. Zawsze musi wyglądać pięknie, bo inaczej tabloidy na całym świecie obiegnie jej zdjęcie, na którym widać najmniejsze niedoskałości jej cery lub figury. Nie ma się więc co dziwić, że obsesyjnie dba o nawilżenie swojej skóry i je tylko wyselekcjonowane pokarmy (które zamawia do hotelowego pokoju). Poza tym musi coś robić z milionami, które nieustannie napływają na jej konto.

Można tylko współczuć obsłudze, która musi spełniać te wszystkie zachcianki. Chociaż z drugiej strony, wszyscy ci biedacy zapalający świeczki na przyjazd diwy, są świetnie przez nią opłacani. A drugie tyle mogą zarobi sprzedając brukowcom informację, co tym razem zamówiła do swojego apartamentu.