Barbara Kasprzycka: Czy polski mężczyzna wciąż jest głową rodziny i panem domowego ogniska?

Irena Wóycicka*: Raczej chciałby nim być, niż jest. Z badań wynika, że polski mężczyzna ma wciąż bardziej konserwatywną niż kobieta wizję rodziny. To on jest silniej przywiązany do tradycyjnego modelu, w którym do niego należy zarabianie, a ona pozostaje w domu, troszcząc się o rodzinne ognisko i o dzieci. Ponad 60 proc. panów zgadza się na taki podział ról - nie podoba się on jedynie 18 procentom.

A co z kobietami? Nadal dobrze się czują w roli Matki Polki?

Większość pań godzi się na tradycyjny model rodziny. Ale równocześnie niemal co trzecia takiego wzorca już nie akceptuje.

Skoro większości ludzi podoba się model tradycyjny, to chyba on powinien obowiązywać?

W teorii tak. Jednak okazuje się, że najczęściej spotykany jest w Polsce tak zwany zmodernizowany model tradycyjny, w którym oboje partnerzy pracują zawodowo, ale to kobieta wykonuje obowiązki domowe i rodzinne. Taki schemat podwójnego obciążenia kobiet przeważał za czasów PRL, ale i dziś jest spotykany stosunkowo często. I to mimo że zarówno wśród pań, jak i wśród panów tylko mniej niż jedna czwarta akceptuje taki podział. Co więcej, prawie połowa mężczyzn i ponad połowa kobiet deklaruje brak akceptacji dla takiego stanu rzeczy.

Skoro mało komu podoba się taki model podziału rodzinnych obowiązków, to dlaczego właśnie on dominuje?

Oczywiście z powodu pieniędzy. Obie płcie wydają się zgadzać, że to kobieta lepiej zajmuje się dziećmi. Tej samej kobiecie konieczność ekonomiczna każe jednak iść do pracy. Dla mężczyzn to nie jest sytuacja komfortowa: chcieliby zatrzymać żonę w domu, ale nie mogą, bo sami nie zarabiają dość dobrze, by rodzina mogła
utrzymać się tylko z ich pensji. Tu rodzi się zgrzyt między tym, czego by chcieli, a tym, na co rzeczywistość im pozwala.

Żeby wyleczyć się z frustracji, mogliby po prostu przejąć część obowiązków domowych.

I w deklaracjach wcale się od tego nie odżegnują. Wskazania na tzw. model partnerski rodziny, gdzie oboje małżonkowie pracują i oboje troszczą się o dom i dzieci, są niemal tak samo częste jak wskazania na model tradycyjny. W sferze deklaracji, ale głównie tam partnerski model jest więc bardzo popularny.

Kobiety - gdyby naprawdę chciały - mogłyby zmusić mężczyzn do wyjścia w tej kwestii poza deklaracje.

Owszem, panie najbardziej chcą równego podziału obowiązków, bo zależy im na realizowaniu własnych ambicji zawodowych. One chcą pracować - i częściej niż mężczyźni przewidują to w swoim "modelu marzeń". Ta zasada jednak przestaje działać, gdy zjawia się małe dziecko - wtedy nie ma różnicy płci: zarówno on, jak i
ona na ogół uważają, że kobieta powinna zrezygnować z pracy zawodowej i siedzieć z maluchem w domu.

Ale przecież, gdy dziecko podrośnie, można by już chyba przejść na system partnerski?

Model partnerski mógłby obowiązywać również wtedy, gdy dziecko jest małe. Choć sporo kobiet rezygnuje wtedy z pracy, to jednak prawie połowa łączy pracę z macierzyństwem. Tymczasem panowie wciąż oczekują, że kobieta nie będzie pracować lub wróci do pracy w niepełnym wymiarze godzin. Ale jest coraz więcej Polek, które będą naciskać na pełny powrót do pracy.

A może byłoby lepiej, by zostały w domu? Kiedy dziecko ma już trzy lata, można pomyśleć o drugim. Państwo mogłoby to promować - by ratować sytuację demograficzną.

Wcale nie. To nie jest tak, że kobieta chętniej zacznie rodzić dzieci, jeśli nie będzie musiała pracować. Wręcz przeciwnie, jak pokazują doświadczenia krajów Zachodu, gdzie nie ma konfliktu między aktywnością zawodową kobiet a dzietnością. Partnerski model rodziny nie tylko sprzyja kobietom na rynku pracy, nie tylko podwyższa dochód rodziny, ale też sprzyja rodzeniu dzieci.

Czyli promowanie partnerskiego podziału ról i obowiązków mogłoby sprawić, że Polki będą rodzić więcej dzieci?

Zdecydowanie tak. I właśnie na tym powinni się skupić rządzący. Ale w Polsce wciąż bardzo trudno łączyć pracę z rodzicielstwem, bo tradycyjny podział obowiązków w rodzinie oznacza, że to ona bierze urlop czy zwolnienie na opiekę nad dzieckiem. Bardziej partnerski podział obowiązków rodzinnych poprawiłby więc sytuację kobiet i umożliwił bardziej optymistyczne spojrzenie na macierzyństwo.

Ale przecież panowie też mogliby pójść na urlop wychowawczy.

To się zdarza ogromnie rzadko. Warto wziąć przykład z tych krajów, w których część urlopu rodzicielskiego jest przypisana wyłącznie ojcom i jeśli oni go nie wykorzystają, to urlop przepada. We wszystkich tych państwach udział mężczyzn w opiece nad małym dzieckiem jest znaczący. Bo obowiązki domowe można dzielić mniej lub bardziej niesprawiedliwie - moim zdaniem w Polsce podział jest bardzo niesprawiedliwy.

A może mężczyźnie partnerstwo się po prostu nie opłaca? Może nie ma z zajmowania się dziećmi żadnych korzyści?

Tacierzyństwo też jest wartością. Ojcostwo jest spełnieniem ważnych życiowych dążeń. Jeżeli ojciec będzie miał czas się skupić na swojej roli, to może bardzo wiele dać swemu dziecku. Gdyby było przyzwolenie społeczne, wielu mężczyzn chętnie poświęciłoby się ojcostwu, przynajmniej na jakiś czas. Z badań wynika, że dziecko
stymuluje mężczyznę do pracy i odpowiedzialności. Ojcowie małych dzieci są wręcz najaktywniejsi zawodowo i mają wyższe niż inni preferencje płacowe. Kobiety w analogicznej sytuacji zachowują się odwrotnie: wycofują z rynku pracy, potem, gdy dziecko jest starsze - chcą wrócić do pracy, ale często trafiają na bezrobocie, a jeśli już pracują, czują się mniej przydatnymi pracownikami i zadowalają się niższą pensją.

Skoro partnerstwo ma same zalety, dlaczego tak trudno je realizować?

To kwestia głęboko zakorzenionych wzorców kulturowych. Ich zmiana jest zawsze najtrudniejsza i trwa najdłużej. Motorem zmian będzie zwiększająca się grupa młodych, wykształconych kobiet. To im najbardziej zależy na łączeniu ról rodzinnych i zawodowych. Albo pozwolimy im się realizować w obu tych sferach, albo będziemy musieli pogodzić się z tym, że w Polsce rodzi się coraz mniej dzieci.

*Irena Wóycicka kieruje obszarem badań społecznych w Instytucie Badań nad Gospodarką Rynkową. Jest też ekspertem Komisji Europejskiej ds. integracji społecznej. W latach 1991-1993 była wiceministrem pracy. Wykorzystane w wywiadzie badania "Aktywność zawodowa, edukacyjna a obowiązki rodzinne" zrealizowane przez zespoły badaczy z Instytutu Badań nad Gospodarką Rynkową, Szkoły Głównej Handlowej i Uniwersytetu Warszawskiego były współfinansowane przez Europejski Fundusz Społeczny. Rekomendacje dla polityki pt: "Między domem a pracą" opracowane na podstawie wyników badań można znaleźć na stronie internetowej: www.ibngr.edu.pl