Kobiety, przejrzyjcie na oczy!
Miłość jest ślepa, a zakochać się znaczy zgłupieć - twierdzi Irka. Wszystko dlatego, że straciła sporo czasu, zanim przejrzała na oczy i definitywnie uwolniła się od opętanego obsesyjną zazdrością chłopaka.
- Jak oni mogli mi to zrobić?
- ... i nie opuszczę Cię aż do śmierci
- Wirtualny romans bez happy endu
- Sylwestrowe kolce
- Miłość? To nie dla mnie
- Wyznanie zdrajczyni
- Obłudne kłamstwa
- W życiu (nie) kocha się tylko raz
- Zła miłość: Laureatka tygodnia
- Miłość jest jak wino...
- "Zła miłość" - Lista Laureatek tygodnia
- "Zła miłość" - Laureatka tygodnia
- Pożyczona rodzina
- Teraz ja!
- Miłość znad kieliszka
- Górskie rozstanie
- Trójkąt zła
- Matura bez bólu >>
Pogoda
POLSKA
Sobota 2012-05-26

temp. min 3°C max. 24°C
opady:
niewielkie opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
Teraz sobie siedzę, piję ciepłe kakao i zastanawiam się nad tym, jak kobieta potrafi być tak naiwna. Aż mi się chce śmiać z samej siebie. Byłam naiwna?? Nie... raczej zdesperowana. To
musiała być ostra desperacja... Myśląc teraz o tym, co się zdarzyło jest mi samej siebie żal. Wiem jednak, że wiele kobiet ma podobne przeżycia - dlatego proszę: drogie Panie przejrzyjcie
na oczy.
Moja historia, moja śmieszna historia, zaczęła się w wakacje przed ostatnią klasą w szkole średniej. Pamiętam wszystko dokładnie, jakby to było dzisiaj. A wszystko zaczęło się tak: o
godz. 8 pobudka, bo jakiś "pajac: (jak go wtedy w duchu nazywałam) przesłał mi wiadomość. Nie mogłam się powstrzymać i napisałam iście niemiłego smsa, bo kto normalny budzi
nieznaną osobę o tej porze? Jak każdy chciałam wiedzieć, kim jest i przede wszystkim skąd ma mój numer. Kręcił i kręcił, ale w końcu dowiedziałam się prawdy (chyba?), że spisał go z
komórki kuzyna.
Zaczęło się smsowanie, dosyć zawzięte, że tak to określę. Pisaliśmy tak kilka miesięcy, aż wreszcie postanowiliśmy się spotkać - ja z delikatną nadzieją (delikatną? desperacką...),
że to będzie ten jedyny. Spotkanie niczego sobie, mogło być lepiej, ale nie było najgorzej. Od tej pory często się spotykaliśmy, zostaliśmy parą.
Po pewnym czasie zaczął się kryzys, bo on okazał się chorobliwie zazdrosny. Początkowo mi to schlebiało, (przecież nic bardziej nie łechce próżności kobiety, niż zazdrość ukochanego),
ale powoli zaczynało mnie to męczyć. Notorycznie sprawdzał mi komórkę. Jeśli zdarzyło sie, że któryś z kolegów napisał coś miłego, ten zaraz do takiego delikwenta dzwonił i robił mu
awanturę. Dokładnie wypytywał, co robiłam w wolnym czasie, gdzie i z kim się spotkałam. Jego największym marzeniem było, żebym zamknęła się w samotni i nie miała z nikim kontaktu, tylko
była cała jego.
Miarka przebrała się na studniówce. Wiadomo, każdy ma ją tylko raz w życiu i każdy się stara jak najlepiej bawić, by mieć najmilsze wspomnienia. Moje to koszmar. Bawić się nie chciał -
więc poszłam raz zatańczyć z kolegą z klasy. Żeby to było jakieś przytulanie - nie to było "skakanie". On musiał zrobić drakę... Prawie chłopaka pobił. Resztę
studniówki przesiedziałam przy stole nie odzywając się do nikogo. Tydzień później spotkaliśmy się i powiedziałam mu, że mam dość, że koniec z nami. Przyjął to niezbyt męsko -
rozpłakał się, a potem nie wrócił do domu i jego cała rodzina do mnie dzwoniła z pytaniem: gdzie on jest? W końcu pogodziłam się z nim (dla świętego spokoju). Przez pewien czas było
dobrze, aż do następnego jego wyskoku.
Pewnego razu wybrałam się do kumpeli. W tym czasie on dzwonił do mnie do domu (ja nie wzięłam komórki ze sobą, gdyż wyskoczyłam na krótką chwilę). Rodzice mu powiedzieli, że jestem u
koleżanki, on natychmiast do niej zadzwonił. Akurat wyszłyśmy do kolegi, więc odebrała jej mama, a mój "luby" zwyzywał ją, gdyż ona powiedziała, że mnie nie ma i nie
wie, gdzie jesteśmy. On zarzucił jej kłamstwo, wmawiając, że ja jestem u niej w domu.
Najadłam się wstydu i podjęłam męską decyzje - koniec z nami. Stwierdziłam, że skoro nie potrafi być normalnym facetem, to ja nie będę się z nim męczyć, bo to nie ma sensu. Bałam się
z nim spotkać, by znów "czegoś" nie wymyślił i by jego rodzina nie czepiała się mnie. Zerwałam z nim przez telefon, po czym wyłączyłam komórkę, a rodziców poprosiłam,
by nie odbierali telefonów od niego.
Było ciężko, masa esemesów i telefonów. Ale trzymałam się twardo. Mijały dni, po 2 tygodniach się poddał, a ja byłam bardzo szczęśliwa. I nagle niespodziewanie przyjechał (w tym
czasie ukrywałam się u koleżanki, w drugiej części miasta). Potem jego siostra dzwoniła, jego kuzyn. On także znowu zaczął dzwonić. Szantażował mnie. Straszył, że się zabije. Byłam
głucha na wszystko. Jedynym wyjściem według mnie było pogadanie z jego kuzynem, a moim kolegą. Odbyliśmy szczerą rozmowę, wydało się, że on mnie zrozumiał. To poskutkowało i w końcu
miałam trochę spokoju.
Teraz mam chłopaka, z którym planujemy ślub. Co prawda mój "były" się odzywa, próbując wzbudzić litość albo zazdrość, ale na szczęście coraz rzadziej i coraz
"ciszej". Patrząc w przeszłość, zastanawiam się, dlaczego byłam taka głupia i nie skończyłam tego po pierwszych jego wyskokach....
Jednak to prawda: zakochać się to znaczy zgłupieć... a ja taka głupia byłam przez prawie rok...
















































Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!