13 marca do Sieci trafiło zdjęcie autorstwa Dominiki Cudy zwiastujące nowy projekt fotografki zatytułowany Fake Off. Na fotografii widać znaną trenerkę Kasię Bigos, która miesiąc po porodzie zdecydowała się zapozować w bieliźnie i pokazać pociążowe niedoskonałości sylwetki. Faktycznie, jej figura mocno różni się od tych prezentowanych w Internecie i na tzw. ściankach przez celebrytki, które dosłownie chwilę po tym, jak zostają mamami, mają idealnie płaskie brzuchy, jędrne biusty i żadnych rozstępów ani cellulitu. To zdjęcie pokazuje prawdziwe ciało prawdziwej kobiety, która poświęciła 9 miesięcy swojego życia na to, by wydać na świat nowe życie. Czy można oczekiwać, żeby takie „doświadczenie” nie pozostawiało po sobie żadnych śladów…?

Ciało po przejściach

Nie trzeba się szczególnie wpatrywać w fotografię, aby zauważyć, że w przypadku Kasi szczególnie „oberwał” brzuch. Krótko mówiąc: kaloryfera nie tylko na nim nie widać, ale nawet trudno go sobie wyobrazić. Dostało się też piersiom. Wyglądają na ciężkie i zmęczone swoją nową rolą. W nie najgorszej formie są za to nogi - całkiem smukłe i kształtne. Podobnie ręce. Formę bioder i pupy trudno ocenić, bo modelka pozuje, siedząc. Całościowy efekt? Taki, że kiedy zdjęcie ogląda kliku zupełnie niezwiązanych z tematem mężczyzn, mówią: „bardzo ładny akt”, „podoba mi się”, „atrakcyjna dojrzała kobieta”. Kiedy na tę samą fotografię patrzą przypadkowe panie, ich komentarze koncentrują się na czymś zupełnie innym. „Odważna”. „Ja bym się nie zdecydowała na coś takiego”. „Zazdroszczę jej pewności siebie”. „Co zmieni takie jedno zdjęcie?”… Ani słowa o pięknie. Jeśli jakikolwiek zachwyt, to wyłącznie oszczędny. I powątpiewanie w skuteczność akcji, mimo że pod fotografią zamieszczoną na Instagramowych profilach autorki i modelki pojawiły się tysiące polubień i setki komentarzy z wyrazami uznania dla podjętych przez nią działań. To nie pierwszy taki przypadek, że media społecznościowe i rzeczywistość rządzą się zupełnie innymi prawami.

Godna pochwały akcja, której Dominika dała początek - „Fake Off” - ma na celu pokazywanie prawdziwego życia, walkę z idealnym światem kreowanym i istniejącym wyłącznie w Internecie. W komentarzu do zdjęcia inaugurującego akcję fotografka napisała: Nadszedł czas, aby "normalność" przebiła się przez lawinę postów na wciągniętym brzuchu, poprzedzonym trzydniowym postem sokowym. Żelaznych pośladów i perfect cery. Super, niech się stanie! Tylko, czy ma szansę się stać…? Jak na razie wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że… nie.

#fakeoff - lubię, ale nie pokazuję i nie rozmawiam

Od chwili publikacji zdjęcia z „pociążową” Kasią Bigos w roli modelki, na Instagramie pojawiło się zaledwie kilka fotografii opatrzonych hashtagiem #fakeoff, ale - co może nawet ważniejsze - żadna z nich nie przedstawiała ciała prawdziwie „obciążonego dobrodziejstwami ciąży”. Kobiety, które zdecydowały się pokazać, jak wyglądają po urodzeniu dziecka i włączyć w zainicjowaną przez fotografkę akcję, wolały chwalić się już „odzyskanymi” ciałami, a nie eksponować te tuż po porodzie. Rzekome defekty sylwetki, o których wspominały w opisach zdjęć, dla postronnego obserwatora są wręcz niezauważalne. Jedyne, co ewentualnie mogło robić wrażenie, to to, że na upublicznionych fotografiach panie pokazywały ciążowe brzuchy z ostatnich tygodni przed rozwiązaniem, a tuż obok nich idealne lub prawie idealne talie kilka miesięcy po porodzie. Niechcianych i naprawdę widocznych fałdek tłuszczu, ani innych zmian, nie pokazała żadna Instagramowiczka. Jednocześnie nie zmalała liczba zdjęć publikowanych z hashtagiem #fitmama.

O tym, że świeżo upieczonym mamom niełatwo przychodzi oswajanie „ciał doświadczonych ciążą”, dobitnie świadczy też sytuacja, w której znalazła się właścicielka jednej z warszawskich klubokawiarni. Szefowa zlokalizowanego w okolicach Łazienek lokalu już dwa razy w ostatnich 4 miesiącach próbowała zorganizować warsztaty „Ciało matki/ciało kobiety” i musiała z nich zrezygnować z powodu braku chętnych, a sądząc po treści ogłoszenia, wydarzenie zapowiadało się całkiem interesująco.

"Dla kogo?
Dla kobiet po ciąży: pierwszej, drugiej, kolejnej. Niedawnej, dawnej, takiej która zostawiła blizny na ciele i takiej która zostawiła blizny w naszym obrazie ciała. Dla osób, które ze swoimi ciałami zapoznają się na nowo po wielkich zmianach związanych z narodzinami dziecka i dla tych, które już od dłuższego czasu walczą z ciałem, które „podporządkować” się nie chce.
O czym?
O ciele. O ciałach. O różnorodności.
Zrobimy mały (lub wielki) krok w stronę tego, żeby swoje ciała lubić. Kochać. Zachwycać się nimi.
Wymienimy swoje doświadczenia, podzielimy się swoimi ciałodoświadczeniami."

Do uczestnictwa w tak zapowiadanym spotkaniu kobiet nie przekonało nawet to, że miała je poprowadzić wykwalifikowana edukatorka seksualna i psycholożka.

- Po ciąży moje ciało już nigdy nie wróciło do dawnego wyglądu i chociaż ciężko u mnie mówić o nadwadze - ważę 58 kg - to jednak szok, jaki przeżyłam po pierwszym porodzie, był ogromny - mówi 38-letnia Karolina, mama dwojga dzieci w wielu 9 i 5 lat. - Jednocześnie nowe obowiązki i straszne zmęczenie nie dawały szans na schudniecie. Do dziś nie do końca akceptuję swoją sylwetkę, ale udało mi się zmienić nawyki żywieniowe i trzymam w ryzach te moje nieznośne fałdki - dodaje.

Ciążowy plan na powrót do formy

Trzymanie ciała w ryzach jest dziś zdecydowanie bardziej modne, niż przyznawanie się do braku kontroli nad nim i akceptowanie jego niedoskonałości. Z roku na rok systematycznie rośnie liczba ciężarnych, które już oczekując dziecka, na długo przed porodem, planują późniejszy powrót do formy i to nie tylko teoretycznie. Specjalista medycy estetycznej dr Marek Wasiluk z warszawskiej kliniki Tricinium przyznaje, że ustalanie zabiegów z ciężarnymi pacjentkami to normalność.

- Nazywam te pacjentki umownie zadaniowymi - mówi dr Wasiluk. - Są świadome zmian, jakie zajdą lub mogą zajść w ich ciałach w czasie ciąży i chcą wiedzieć, jak im przeciwdziałać i jak się ich pozbyć. Spotykamy się często już na bardzo wczesnym etapie ciąży. Przedstawiam im plan pielęgnacji ciała w tym szczególnym czasie, który pozwoli zminimalizować niepożądane przemiany, a na po porodzie planujemy konkretne zabiegi wspomagające powrót do formy - wyjaśnia.

To, co najczęściej spędza sen z powiek młodym matkom, jeśli chodzi o kondycję ciała, to niedoskonałości brzucha, rozstępy i deformacje lub zmiany wielkości biustu.

- Zdaję sobie sprawę, że wielu ludzi krytycznie oceni ciężarne, które na długo przed porodem planują zabiegi przywracające ciału dawną kondycję, ale to naprawdę nie jest to tak bezsensowne, jak może się wydawać. Przeciwnie: na przykład większość rozstępów można zlikwidować niemal w stu procentach, pod warunkiem, że pacjentka trafi do nas w ciągu dwóch miesięcy od porodu. Warto więc zawczasu o tym pomyśleć, niż przeżywać to, co kobiety, które dopiero długo po porodzie podejmują refleksję nad swoim wyglądem i, nierzadko płacząc, szukają pomocy. W ekspresowym tempie - często chwilę przed powrotem do aktywności zawodowej - chcą pozbyć się nadprogramowych 30 czy 20 kilogramów - mówi ekspert.

Grubo... - tego nie lubię

Dodatkowych kilogramów po ciąży nie lubią nie tylko ich posiadaczki, ale - jak dowodzą obserwacje - również ich bliscy i znajomi. Cztery miesiące temu 37-letnia Agnieszka - mama niespełna rocznego chłopca - opublikowała na swoim profilu na FB wspomnienie postu sprzed roku, czyli z ostatniego trymestru ciąży. Waga bezlitośnie „mówiła” jej wtedy, że ma dodatkowe 25 kilogramów, a mąż żartował z tego w „rozmowach z brzuchem”. Niestety, problemy ze zdrowiem spowodowały, że od tamtej pory niewiele się zmieniło. Waga wciąż pokazuje +20. Agnieszka nadal czuje się grubo i napisała o tym bez owijania w bawełnę. Ten post polubiła tylko jedna osoba. W dodatku ta sama, która w komentarzu poleciła jej catering dietetyczny, dzięki któremu sama schudła podobno 23 kg w 5 miesięcy, i to bez efektu jo-jo. Jeśli porównać to z liczbą poślubień, jakie zyskuje niemal każde zdjęcie pokazywane w Sieci obrazujące pociążowy powrót do formy, nie ma się złudzeń: fitmamy rządzą!

- Podpytywałam klientki, czy wracają szybko do aktywności fizycznej po porodzie, bo wzorują się na mocno lansowanych w mediach matkach - celebrytkach i chcą wyglądać tak jak one - mówi Agata Golenda, właścicielka warszawskiego klubu fitness dla mam Mamoiselle. - To było akurat wtedy, gdy w ciąży była Anna Lewandowska i byłyśmy zalewane informacjami na jej temat. O dziwo, żadna z dziewczyn, które przychodzą do nas na zajęcia, nie uznała Ani za wzór dla siebie. Kiedy zapytałam wprost, podając jej nazwisko, usłyszałam, że to osoba z tak odległego „świata”, z innej rzeczywistości, że nierozsądne byłoby stawianie jej sobie za wzór, ale warto robić coś po prostu dla siebie, na miarę swoich możliwości i warunków - tłumaczy Agata.

Klientki klubu prowadzonego przez Agatę wydają się jednak wyjątkowe na tle innych młodych mam i kobiet w ogóle. Zdecydowana większość świeżo upieczonych mam nie potrafi bowiem uniknąć myślenia o tym, że aktorki i celebrytki w nadzwyczajnym tempie odzyskują formę po ciąży. I jeśli nawet nie stawiają sobie za cel dorównania im w tej konkurencji, to zastanawiają się, jak to w ogóle możliwe, skoro „zwykłym” mamom tak trudno przychodzi „modelowanie” ciała po ciąży.

- Pewnie, że nie raz rozkminiałam, co musiała robić na przykład taka Natalia Siwiec, że dwa czy trzy tygodnie po porodzie wygląda tak, jakby nigdy nie była w ciąży - mówi 24-letnia Aśka, mama rocznej Kornelki. - Ja, co prawda, nigdy nie byłam chudziną ani typem fitnesówy, więc nie oczekuję, że będę wyglądać tak jak ona, ale znam dziewczyny, które miały podobne do niej figury, a po urodzeniu dzieci wcale nie było im łatwo wrócić do dawnej formy. Tłumaczę to sobie tak, że wszystko to kwestia pieniędzy. Stać ją na dietetyka, kucharza, trenera, zabiegi. Pewnie przez całą ciążę dbał o nią sztab ludzi, a teraz nic nie musi robić przy dziecku, więc może poświęcić się pracy nad ciałem. Mnie na to nie stać, ale nie powiem, fajnie byłoby wyglądać tak jak ona, bo dodatkowe kilogramy - i te po ciąży, i każde inne - to nie jest dla kobiety coś obojętnego. Ja nigdy nie wierzę, jak dziewczyna mówi, że akceptuje to, że jest gruba i dobrze czuje się w swoim ciele. Sama jestem przy kości, więc wiem, jak jest naprawdę - podsumowuje.

Tak to robią celebrytki

W kwestii tego, co sprawia, że matki celebrytki w zawrotnym tempie odzyskują figurę, szczególnie ważne wydaje się także to, co mówi doktor Wasiluk.

- Wiem, że zagraniczne celebrytki na życzenie robią cesarkę 4 do 6 tygodni przed planowanym terminem porodu - mówi lekarz. - To właśnie w tym czasie ciężarna gwałtownie i dużo tyje, dosłownie z dnia na dzień mogą pojawić się rozstępy. Chcąc uniknąć tego wszystkiego, celebrytki z premedytacją rodzą wcześniaki. Dzięki temu już w połogu wyglądają dużo lepiej, niż przeciętne kobiety. Szczególnie, że większość z nich w czasie ciąży korzysta ze wszystkiego, co tylko możliwe, aby zachować dobrą formę. Niewykluczone, że rodzime gwiazdy też korzystają z podobnych rozwiązań - dodaje specjalista.

Na szczęście takie działania nie znajdują akceptacji u „zwykłych” mam. Kilka przypadkowych kobiet zapytanych o to, co sądzą o rodzeniu wcześniaka na życzenie, żeby nie narażać ciała na deformację, zgodnie odpowiadało: „chore”, „wariactwo”, „lekarz, który robi taki zabieg, powinien być karany”.

Oswajanie - po co to komu...?

Te same kobiety podobnie odpowiadały też na inne pytania - czy zdecydowałyby się pozować do zdjęć i pokazać publicznie niedoskonałości ciała krótko po ciąży i czy ich zdaniem mogłoby to pomóc w oswajaniu zmian, które zaszły w ich fizyczności?

Zdjęcia - NIE. Pokazywanie ich - tym bardziej NIE. Oswajanie - niby TAK, ale po co, skoro tak naprawdę niedoskonałości ciała chce się pozbywać, a nie nimi cieszyć. Oswajanie mogłoby więc w sumie być, ale na chwilę, do czasu, gdy wróci się do ciała „sprzed”. A jeśli plan się nie powiedzie, marzenie nie spełni i ciało już na zawsze pozostanie ciałem „po”, to zdjęcie w niczym nie pomoże. Dobrze jednak, że są kobitki, które takie zdjęcia sobie robią i jeszcze pokazują je innym. Zawsze przecież dobrze jest zobaczyć, że ktoś ma takie same problemy.