Aż 33% osób twierdzi, że zakochanie jest dla nich etapem, od którego zaczyna się miłość – wynika z badania przeprowadzonego w ramach portalu „Zdrowa ONA” na zlecenie Gedeon Richter. Chociaż niemal każdy z nas doświadczył tego uczucia, inaczej przechodzimy jego „objawy”. Różnice wynikają zwykle z poziomu tzw. hormonów miłości, oczekiwań wobec związku i… płci.

Wszystko zaczyna się w mózgu

W procesie zakochania bardziej niż nasze serce uczestniczy mózg, w którym dochodzi do prawdziwej „burzy hormonów”. Gdy między dwojgiem ludzi zaiskrzy, zaczyna się produkcja pewnych neuroprzekaźników, które nasz mózg do tej pory wytwarzał w znacznie mniejszej ilości. W pierwszej kolejności pojawia się adrenalina i noradrenalina. Te hormony sprawiają, że na wybraną przez nas osobę reagujemy podobnie, jak pod wpływem stresu czy strachu - napędzają nas do działania i podjęcia ryzyka. Spada też poziom serotoniny, co powoduje osłabienie koncentracji, problemy ze snem czy ciągłe myślenie o ukochanym. Równocześnie wytwarzana jest w dużej ilości fenyloetyloamina, zwana hormonem zakochania. Działa ona na nasz mózg jak narkotyk i sprawia, że patrzymy na partnera przez „różowe okulary”. Jej wysoki poziom utrzymuje się jednak krótko - od około roku do czterech lat. Ta amina odpowiada też za pożądanie i podniecenie. Za stan radości i satysfakcji odpowiada również endorfina – zwana ”hormonem szczęścia ”. Kiedy związek trwa już jakiś czas, zwiększa się wydzielanie oksytocyny, który zapewnia poczucie bezpieczeństwa i stabilizacji. (u kobiet wydziela się również w trakcie orgazmu i przy porodzie), a u mężczyzn wazopresyna (która także powoduje uczucie bliskości i przywiązania).

- Niektórzy przeżywają zakochanie bardzo intensywnie, a objawy tego stanu można porównać do tych, jakie odczuwamy w momencie przerażenia czy strachu – przyspieszone bicie serca, problemy z koncentracją, zaburzenia łaknienia, podwyższona temperatura, kłopoty ze snem. Inni natomiast nie doświadczają zakochania tak emocjonalnie. Dlaczego tak się dzieje? Wszystkiemu winne są właśnie hormony i neuroprzekaźniki oraz ich poziom w organizmie – u każdego może być różny, niezależnie od płci – dodaje ekspert programu „Zdrowa ONA”, dr Andrzej Depko.

Zakochanie = pożądanie?

Jak wynika z badania, zarówno dla większości kobiet (68%) jak i mężczyzn (71%), zakochanie zawsze wiąże się z pożądaniem. Nie należy jednak mylić tych dwóch uczuć.

- Możemy pragnąć kogoś jednocześnie, nie czując do niego miłości ani nie mając zamiaru się wiązać. Także w długotrwałym związku w pewnych okresach możemy nie odczuwać pożądania, co jest normalne i nie znaczy wcale, że zaczynamy się „odkochiwać” w partnerze – komentuje psycholog Małgorzata Ohme.

Chociaż w początkowej fazie związku te dwa uczucia zwykle idą ze sobą w parze, w późniejszym jego etapie należy dbać, aby poziom pożądania nie osłabł - jak się okazuje, udany seks jest dla nas istotny – aż 84% kobiet oraz 80% mężczyzn przyznało, że udany seks w związku jest dla nich dość ważny lub bardzo ważny.

W trakcie trwania związku spadku libido doświadczyła nieco ponad połowa mężczyzn i aż 66% kobiet. 41% z nich (zarówno Pań jak i Panów) nie przyznało się swojej drugiej połówce do mniejszej ochoty na seks.

- Każdy z nas ma inne potrzeby seksualne. Warto pamiętać, że libido nie jest wartością stałą, a cechą indywidualną każdego człowieka – zmienia się z wiekiem i zależy od wielu czynników. To właśnie z ich powodu apetyt na seks okresowo rośnie i maleje. To, co zabija nasze libido, to m.in. stres, zbyt mała ilość snu, choroby, konflikty w związku. U kobiet sprawa jest nieco bardziej skomplikowana: do czynników obniżających popęd należy zaliczyć jeszcze fazę cyklu miesięcznego, kompleksy oraz źle dobraną antykoncepcję hormonalną – mówi dr Depko.

Udany seks a antykoncepcja

Nawet 55% kobiet i 57% mężczyzn uważa, że antykoncepcja może w pewien sposób wpływać na jakość relacji intymnej . Najczęściej negatywne działanie przypisuje się najchętniej stosowanym przez pary prezerwatywom – zarzuca im się, że nie są wygodne, zabijają romantyzm i osłabiają erekcję. Wpływ na sferę seksualną mogą mieć również środki hormonalne, w tym tabletki antykoncepcyjne.

- Dobrze dobrane pigułki hormonalne mogą przede wszystkim wpływać na wygląd zewnętrzny kobiety. Poprawiają stan skóry poprzez zmniejszenie łojotoku i zmian trądzikowych oraz pomagają w likwidowaniu nadmiernego owłosienia. Nie są to czynniki, które wprost oddziałują na poziom pożądania – jeśli jednak kobieta czuje się nieatrakcyjna, podczas zbliżenia, trudno będzie skoncentrować jej się na przyjemności płynącej z seksu. Antykoncepcja hormonalna może też w pozytywny sposób wpływać na poziom libido kobiety. Przykładem pigułek, które wykazują korzystne działanie na wygląd i pożądanie są te o silnym działaniu anty-androgenowym, np. tabletki na bazie octanu chlormadinonu. Zdarza się czasem, że niektóre kobiety odczuwają skutki uboczne stosowanej antykoncepcji hormonalnej – o każdej niedogodności należy informować lekarza ginekologa – podkreśla dr Depko.

Większość Polaków deklaruje, że nie ma problemu z rozmową z partnerem na tematy związane z seksem i potrzebami w tym obszarze. Jednocześnie 19% mężczyzn i aż 27% kobiet podejmuje takie tematy z poczuciem skrępowania i zawstydzenia. Aż 1/5 zarówno mężczyzn jak i kobiet z różnych powodów wcale nie rozmawia o swoich seksualnych potrzebach z partnerem.

- Wciąż jeszcze dla niektórych par seks jest tematem tabu. Niestety unikanie rozmów o potrzebach seksualnych i oczekiwaniach w związku, może znacząco zaburzać komunikację między partnerami, prowadzić do rozpadu więzi, a w konsekwencji nawet to rozpadu związku. Dlatego jeżeli widzimy jakiś problem lub chcielibyśmy zmienić coś w naszej relacji, nie bójmy się szczerze i otwarcie porozmawiać o tym z partnerem. Jeżeli raz przezwyciężymy zawstydzenie, kolejne rozmowy przyjdą nam z większą łatwością - radzi Małgorzata Ohme.