Jakim panem domu Pan jest?

Traktuję dom zadaniowo. Od rana do wieczora jest on nieskończoną liczbą znaków zapytania, zadań, pytań, na które trzeba znaleźć odpowiedzi, przykręcić śrubkę… Z jednej strony dom jest dla mężczyzny frontem działań, ale z drugiej trochę się w nim kitramy, chowamy po kątach, lenimy się. Defasonujemy się. Mamy dziwne lęki…

Zaraz, zaraz, ja pytam o Pana, a Pan mówi ogólnie o mężczyznach…

No, tak…, niby mówię ogólnie, ale tak naprawdę najbardziej o sobie, bo siebie najlepiej znam. Wiem też jednak, że wielu mężczyzn cierpi na podobne dolegliwości co ja – uchylają się. Wchodzą do łazienki i nie wychodzą z niej albo wychodzą z rzeczami, z którymi nie powinni, na przykład myjąc zęby. Ogólnie: jesteśmy fajni, jesteśmy kochani, po prostu do zjedzenia, ale dom jest dla nas ewidentnie pretekstem do ucieczek, szukania swojego miejsca, kładzenia się obok psa czy resetowania się w różnych nieoczekiwanych miejscach, polegiwania na kanapie. I wcale nie jesteśmy tacy hop siup do przodu, jak kobiety by chciały – żebyśmy wszystko ogarniali…

Ale w Pana przypadku chyba nie jest tak najgorzej, bo jak sam Pan mówi, jest jednym z „najdłużej dystansowych pantofli” w polskim szołbizie. Żona chyba akceptuje Pańskie uchylanie się…

Faktycznie, w naszym przypadku to jest taka gra małżeńska, która polega na nieustannej nieakceptacji tego przez moją żonę i moim uchylaniu się, a jednocześnie szukamy w tym afrodyzjaka.

Jak to działa?

To jest nieustanna walka. Ona chce, żebym ja się zmienił, ja trochę się zmieniam, po czym za chwilę się okazuje, że w ogóle się nie zmieniłem. Ja z kolei chciałbym, żeby ona przeszła odrobinę na moją stronę bałaganiarstwa, a nie przechodzi do końca i cały czas trwamy w poszukiwaniu balansu. To jest taki trochę taniec z gwiazdami, może jakaś dziwna cza-cza – dwa kroki do przodu, jeden do tyłu… Tak, jest dziwnie…

Są takie rzeczy, których Pan się nie ima w domu?

Z tego co powiedziałem, pewnie wnioskuje Pani, że ja nic nie robię w domu, a to właśnie zupełnie tak nie jest – są takie rzeczy, które nawet bardzo lubię: wszelkiego rodzaju wkręcanie, wbijanie gwoździ, niektóre czynności techniczne. Mam swoją wiertarkę!

Ale jak często coś się w domu wkręca? Przecież nie każdego dnia…

Rzeczywiście, to prawda… Ale ja lubię właśnie takie rzeczy. Nie lubię natomiast klejenia i takich brudnych czynności – że coś przylega co ręki, później nie może się odkleić. Krótko mówiąc: suche rzeczy – tak, klejące – nie. Chociaż to też nie do końca, bo na przykład potrafię zreperować kran…

A kuchnia jest sucha, czy klejąca? Bawi się pan w kuchnię?

Kuchnia jest związana z babraniem się. W kuchni człowiek się babrze.

Pan się babrze?

Tak, babrzemy się. Oboje.

Czy są takie rzeczy, w które żona chciałaby Pana angażować, a Pan się nie daje?

Ona by chciała, żebym ja myślał całkowicie tak jak ona i był zlany w symbiozie z tym domem, był jego częścią i żebym myślał, że już teraz trzeba zrobić TO. O, to właśnie jest ten problem. Moja żona uważa, że natychmiast należy wymienić zepsutą żarówkę, bo już nie może na nią patrzeć, a mnie to nie przeszkadza. Ja działam inaczej. Ja zbieram, zbieram, zbieram zadania i po dwóch, trzech tygodniach takiego zbierania rzucam się i robię wszystko. Ja muszę wyjść na front, przygotować się całościowo i wtedy działam.

Bez jakiego domu nie wyobraża Pan sobie swojego domu?

Bez kanapy. Kanapa jest niezbędna i… tak: kanapa absolutnie…

Nigdy nie pomyślałabym o kanapie jako o udogodnieniu. W stosie możliwości widziałam raczej jakieś żelazko, które samo prasuje…

Nie, nie, ja jestem jeszcze innej epoce. Osobiście uważam, że najbardziej genialnym wynalazkiem jest samoopadająca klapa w sedesie. Całe życie walczyłem w różnych miejscach na świecie z klapami, które opadały mi na kolana w najmniej odpowiednim momencie. Dzięki tym, które same opadają, nie muszę się nawet schylać. Rewelacja! Kran też jest udogodnieniem, którego nie można przecenić! Zmywarka jest ok. Pralka też jest fajna.

Czy potrafi się Pan czuć dobrze poza swoim domem?

Tak, ale jestem Bliźniakiem i mam taką naturę, że bardzo lubię wyjeżdżać, ale tylko pod warunkiem, że wiem, że za tydzień wrócę.

A lubi Pan w ogóle swój dom?

Tak, bardzo lubię.

Do tego stopnia, że w domu jest Pan kimś innym, niż poza nim?

Nie! Ja mam tak, że zawsze jestem taki sam. Kiedy mam dobry humor, to wszyscy to widzą. Kiedy mam zły – też. Oczywiście w mój zawód wpisane jest to, że czasami muszę mieć dobry humor i wtedy potrafię go wygenerować, ale ogólnie dobrze widać moje nastroje, a w domu lubię się zaszyć, przykryć kocem, przysnąć. Taki właśnie jestem.

Co by Pan chciał zmienić w swoim domu?

Zupełnie nic. Mój dom jest teraz idealny. Nie za duży, nie za mały. Jedyne czego bym chciał, to żeby wreszcie był on skończony, bo parę lat temu trochę się pozmieniało, jeśli chodzi o plany mieszkaniowe i ten remont przedłuża się w nieskończoność… Bardzo chciałbym już jego końca!

Kupuje Pan meble w Ikei?

Tak, tak, jak najbardziej. Mamy wiele zestawów i nawet jest tak, że ja zawsze gdy przyjeżdża większy transport, uważam, że powinniśmy wziąć ekipę do skręcania, a żona mówi „ty sam to skręcisz”, bo przecież to lubię i często wynika z tego jakaś afera, bo okazuje się, że robię to 10 godzin. Raz było tak, że Magda czekała do trzeciej nad ranem, aż skręcę łóżko, bo uparła się, że akurat tego dnia musi się na nim położyć. Totalna masakra! A tak w ogóle to ja zasypiam w sklepach Ikei. Szczególnie zimą jakoś tak robi mi się ciepło i prostu śpię. Z tego powodu żona już jakiś czas temu przestała mnie tam zbierać. Ja ogólnie nie lubię zakupów, więc kiedy szliśmy tam razem, ona strasznie się napinała, że nie lubię i zostawiała mnie samego, a gdy po mnie wracała, znajdowała mnie śpiącego – na materacach, sofach…

Uważa Pan, że można nadać wnętrzu niepowtarzalny charakter, wykorzystując meble sieciówkowe?

Tak, oczywiście. To tylko kwestia wyobraźni i dodatków. Wszystko zależy od tego, co siedzi w głowie właściciela. Wiem coś o tym, bo moja żona zajmuje się wnętrzami i od lat muszę przeżywać zmiany stylów: a to był prowansalski, a to taki, a to owaki…

A teraz jaki jest?

Taki trochę wilczy szaniec: zimo, metal, dużo betonu. Większość z tych efektów można uzyskać dodatkami.

Dziękuję za rozmowę.