W latach 80. amerykańska psycholog Teresa Amabile przeprowadziła interesujący eksperyment. Badaczka poprosiła grupę studentów o przeczytanie fragmentów recenzji dwóch książek. Teksty wzięte z "The New York Times" zostały napisane w podobnym czasie, a ich autorem była ta sama osoba. Różniło je to, że jeden był recenzją negatywną, drugi pozytywną. Amabile, która zataiła przed badanymi fakt, iż recenzje napisała ta sama osoba, zapytała studentów, jak oceniają autorów przeczytanych tekstów. Okazało się, że badani uznali autora nieprzychylnej recenzji za bardziej inteligentnego i kompetentnego od osoby, która napisała recenzję pozytywną. Jednocześnie ocenili, że krytyczny autor jest bardziej okrutny, niż ten, który w swojej recenzji chwalił przeczytaną książkę.

Czy zatem faktycznie wystarczy krytykować, by inni uznali nas za inteligentnych? Jeśli po przeczytaniu powyższego akapitu macie ochotę napisać krytyczny komentarz w Internecie, chwilę się wstrzymajcie. Okazuje się bowiem, że wnioski wyciągnięte przez Teresę Amabile nie są regułą ogólną.

Krytykujesz – musisz uzasadnić

Jak wyjaśnia Wiesław Baryła, doktor psychologii z sopockiego wydziału Uniwersytetu SWPS, powodem, dla którego krytyk może wydać się inteligentniejszy, bywa społeczna norma wymagania uzasadnienia dla opinii negatywnych. Jeśli ktoś chwali i się zachwyca, przyjmujemy taką opinię bez zastrzeżeń, natomiast w przypadku krytyki wymagamy argumentów. Jesteśmy więc skłonni przypuszczać, że jeśli ktoś odważył się skrytykować, potrafi swój osąd uzasadnić. Ponieważ zaś uzasadnienie opinii to trudne wyzwanie, ci, którzy sobie z tym radzą, uznawani są za inteligentnych. Ale to nie koniec.

- Do doceniania autorów krytycznych opinii przyczynia się też asymetria pozytywno-negatywna, o której lata temu pisał profesor Janusz Czapiński. Polega ona na tym, że większość opinii na temat wszystkiego, co nas otacza, jest pozytywna. Jedynie około 1/3 z nich to opinie negatywne. W związku z tym negatywne opinie się wybijają, są czymś nienaturalnym, zwracają uwagę i zapadają w pamięć. Ludzie bardziej się w nie wczytują, próbują zrozumieć argumentację. Tak silnego zagłębienia nie ma w przypadku opinii pozytywnej, stąd autorowi krytyki czasami przypisuje się wyższą inteligencję - dodaje Wiesław Baryła

Duże znaczenie ma także to, czego dotyczy formułowana opinia. Jeśli traktuje o dziele, jego wykonaniu czy sprawności, jesteśmy skłonni oceniać autora krytycznego jako bardziej inteligentnego. Zasada ta nie zadziała w przypadku opinii na temat moralności czy etyki. - W takim przypadku za mądrzejszych uznamy tych, których opinia jest zgodna z naszymi standardami i wartościami moralnymi. Z tego powodu konflikty o wartości czy standardy postępowania, są konfliktami w zasadzie nierozwiązywalnymi – tłumaczy psycholog.

Znaczenie ma także konstrukcja samej opinii. Jeśli ktoś się w nią wsłucha bądź wczyta, uzna autora za inteligentnego, gdy treść będzie wyważona i zróżnicowana. Niekoniecznie zaś mądrości przyda nam osąd jednostronny - czy to negatywny, czy pozytywny. Ale wnikliwa opinia, by została doceniona, musi najpierw zostać uważnie przeczytana, a z tym bywa różnie. - Wiele okoliczności wpływa na to, czy efekt przypisania wyższej inteligencji osobie krytykującej się pojawi. Jedną z nich jest nastawienie osób słuchających. Zjawisko może wystąpić wówczas, gdy nie są one zbyt mocno zmotywowane, nie przykładają się specjalnie do zrozumienia tej opinii – tłumaczy doktor Baryła.

W tych wyjątkach jest jedna zasada, która sprawdza się zawsze. - Osoby wydające negatywne opinie są mniej lubiane. To jest reguła niemalże uniwersalna - wyjaśnia ekspert.

Od malkontentów do krytykantów

Przyglądając się polskiej debacie publicznej, trudno nie odnieść wrażenia, że krytykowanie to nasz sport narodowy. Przeciętny Polak wie lepiej od Adama Nawałki, kogo trener powinien postawić na bramce w meczu z Niemcami, pouczy prof. Leszka Balcerowicza na temat ekonomii, a na koniec wytknie swojemu lekarzowi błędy w diagnozie.

- Jesteśmy społeczeństwem krytyków, a nawet krytykantów. Przed 1989 rokiem byliśmy malkontentami, a od kiedy nastały czasy wolności i można się swobodnie wypowiadać, raczej krytykujemy, niż chwalimy. To widać też w szkołach. W modelu amerykańskim, gdy dziecko wychodzi z jakimkolwiek, nawet nagryzmolonym obrazkiem, jest chwalone. U nas od samego początku poddajemy ocenie, mówimy, że to można było narysować lepiej, że ołówek trzeba było trzymać inaczej itd. To później procentuje – mówi ekspert od wizerunku, Mirosław Oczkoś.

Żony nie chwalą mężów, żeby nie pomyśleli, że są wspaniali i już nie muszą się starać. Ojcowie nie chwalą synów, by nie spoczęli na laurach i nie przestali się rozwijać. Szefowie nie chwalą pracowników, żeby nie poczuli się za pewnie i nie wystąpili o podwyżkę. Istnieje powszechne przekonanie, że chwalenie psuje i rozleniwia. Karanie zaś ma mobilizować do dalszego rozwoju i poprawiać jakość. Tymczasem psychologowie podkreślają, że najbardziej rozwijająca jest informacja zwrotna, która zawiera omówienia zarówno pozytywnych, jak i negatywnych stron.

- Najważniejszy jest balans. Oczywiście zawsze można znaleźć u kogoś coś, co wymaga poprawy, ale dobrze byłoby zwrócić też uwagę na aspekty pozytywne. Musi być jakiś wzorzec, bo jeśli tylko krytykujemy, to nie ma się do czego odnieść. To nie oznacza, że należy przemilczeć wszystko co złe. Krytyka jest potrzebna, ale należy też podkreślać to, co dobre – zauważa Mirosław Oczkoś.

Dlaczego więc, zamiast zauważać u innych pozytywne strony, wolimy wytykać błędy? Dlaczego w najbardziej starannym i rzeczowym tekście, do którego zakradła się literówka, większość osób komentujących skupi się właśnie na niej, wytykając autorowi niedouczenie i ortograficzną ignorancję? - Tu znów wytłumaczeniem może być asymetria pozytywno-negatywna. Niedoskonałości jako rzadsze wybijają się i rzucają w oczy, dręcząc tego, kto je zauważył. Natomiast poprawność jest normą i dlatego trzeba znacznie większego wysiłku oraz wyrobienia, by ją docenić – tłumaczy dr Baryła.

Krytyka publiczna

Ryba psuje się od głowy, a społeczeństwo od polityków? Jeśli przyjrzymy się debacie, jaką toczą przedstawiciele wszystkich partii, nabierzemy przekonania, że krytyka to podstawowa forma komunikacji międzyludzkiej.

- Zabrnęliśmy w ataki personalne, krytykujemy bezpośrednio daną osobę, a nie jej działania, w dodatku używając epitetów, których nie da się cytować. Politycy krytykują, ale to jest wynik edukacji i wychowania w naszym społeczeństwie. U niektórych polskich polityków jest to także efekt niedouczenia. Łatwo jest bowiem skrytykować coś bez argumentacji, na zasadzie "nie, bo nie", bądź używając metamodelu "wszyscy wiedzą, że trzeba to było zrobić inaczej". Jednak na pytanie, jak trzeba to było zrobić, już nie odpowiadają - opisuje i dodaje, że takiego dyskursu słucha społeczeństwo, które niestety zaczyna go naśladować. - Stworzyliśmy perpetuum mobile społeczeństwa krytykantów. Tymczasem ja bym politykom radził, żeby próbowali znaleźć balans. Bo może się okazać, że polityk, który będzie mówił dobrze, zacznie się tym wyróżniać - radzi.

Ale Wiesław Baryła przestrzega przed przekładaniem polityki na całe społeczeństwo. Jest to bowiem specyficzna dziedzina, której istotą jest spór, niezgadanie się, wytykanie błędów. - Ludzie chcą zobaczyć, że to ci, z którymi oni sympatyzują, wygrywają, mają rację, dowalają tym drugim. Dlatego teksty, w których politycy nawzajem się krytykują, czytają się lepiej niż te, w których się chwalą - wytyka.

Internet przyciąga sadystów

Przestrzenią, która stwarza idealne warunki dla krytyki, jest Internet. Anonimowość i poczucie bezkarności sprawiają, że nigdzie indziej nie przeczytamy tak wielu i tak negatywnych opinii, jak na internetowych forach. Zjawisko to doczekało się nawet swojej nazwy – hejt. Od zwyczajnej krytyki odróżnia go przede wszystkim odniesienie do osoby, a nie treści.

- Hejterstwo zwykle jest kierowane ad personam, nie jest oparte na jakichkolwiek argumentach, bywa chamskie, a użyte w nim środki są proste jak konstrukcja mopa, prostackie wręcz. Krytyka zaś jest oparta na argumentach merytorycznych, na faktach, konkretnych argumentach wynikających z wiedzy, a nie dlatego, że kogoś się lubi czy nie. Nie jest i nie może też być ad personam, jest często w kontekście szerszym niż jeden news, film, książka czy wypowiedź – wyjaśnia Karolina Korwin Piotrowska. Osoby publiczne, które padają ofiarami internetowego hejtu, zgodnie twierdzą, że nie zdarza im się wysłuchiwać takich komentarzy prosto w twarz. W bezpośrednim kontakcie ludzie są dla nich mili i serdeczni, tylko w internecie obrzuca się ich błotem.

Psycholog Wiesław Baryła tłumaczy, że wyrażanie negatywnej opinii prosto w twarz jest dla większości ludzi niezwykle trudne, ponieważ krytyka budzi wrogość. - Nawet jeśli osoba, do której krytyka jest skierowana, zgadza się z nią, to emocjonalnie zawsze będzie jej niechętna, bo tak jesteśmy skonstruowani. Radzenie sobie z ludzką niechęcią jest zaś trudne, ponieważ każdy z nas ma potrzebę aprobaty społecznej, potrzebę bycia cenionym, akceptowanym członkiem społeczności. Dlatego znacznie łatwiej wyraża się negatywną opinię mailowo czy na internetowym forum - mówi ekspert i dodaje, że dla hejtera optymalnie jest, jeśli krytykowany nie wie, kto go krytykuje.

Ekspert dodaje, że przed bezpośrednią krytyką powstrzymuje nas nie tylko obawa przed wrogością - boimy się też własnego współczucia. - Reakcją na krytykę może być rozpacz czy bezradność, co u człowieka, który ma elementarne zasoby empatii, powoduje podobne odczucia. Widząc twarz osoby w opresji, my też cierpimy. Na szczęście empatię posiada większość ludzi, pozbawieni jej są psychopaci, sadyści, osoby z autyzmem czy zaburzeniami borderline. Pozostali cierpią razem z cierpiącymi, zwłaszcza kiedy ich widzą. A ponieważ ludzie potrafią antycypować, co się wydarzy, często nawet nie ryzykują krytykowaniem drugiej osoby twarzą w twarz.

Dlaczego więc na internetowych forach empatia znika? Właśnie dlatego, że nie widzimy reakcji drugiej osoby i często jesteśmy anonimowi. Dr Baryła uspokaja jednak, że choć obserwując Internet możemy odnieść wrażenie, że zaraza hejterstwa dotknęła całe społeczeństwo, jest to wrażenie złudne. Cały ten wieki szum robi stosunkowo niewielka grupka osób. - Jak pokazują kanadyjskie badania, fora internetowe na ogólnotematycznych portalach przyciągają specyficzne osoby. Wśród autorów negatywnych komentarzy jest tam niewspółmiernie dużo osób o sadystycznym rysie osobowości, którym sprawia przyjemność robienie przykrości innym. Takie osoby nie mają problemu z tym, żeby własnej matce czy dziewczynie powiedzieć w twarz coś przykrego, nie mają problemu, żeby zepsuć Wigilię czy przyjęcie urodzinowe. Sprawianie przykrości, doprowadzanie innych do płaczu czy cierpienia to nieliczne momenty przyjemności w smutnym życiu tych sadystów - tłumaczy psycholog, zwracając uwagę na zaskakujący aspekt tego zjawiska. Tego rodzaju osoby mogą w internecie "wyżyć się", w ten sposób uwalniając swych bliskich od swych sadystycznych skłonności.

Wiesław Baryła do zupełnie innej kategorii zalicza opłacanych hejterów, których te rozważania nie dotyczą. - Przeciętny użytkownik Internetu, jeśli zamieszcza takie napastliwe, hejterskie komentarze, robi to dlatego, że takie są normy lokalne. Jest to odpowiedź na jedną z podstawowych ludzkich potrzeb, czyli dostosowanie się do społeczności, w której się znajdujemy.

Ale hejt bywa również wymówką dla tych, którzy z krytyką nie potrafią sobie poradzić. Źle znoszą ją np. artyści, którzy często próbują ją dyskredytować, twierdząc, że to nic innego jak właśnie nieuzasadniony hejt.

- Osoby publiczne w Polsce wolałyby, aby wszyscy je kochali, a wszystko, co zrobią czy napiszą, wzbudzało jedynie pochwały i recenzje na kolanach. U nas hejterem nazywa się więc kogoś, kto odważy się być obiektywny, kto stawia pytania, podaje argumenty za i przeciw, a nie tylko radośnie przyklaskuje. W Polsce potrzeba odwagi, by mieć własne zdanie i być poza wszechobecnymi towarzyskimi czy biznesowymi układami – mówi dziennikarka Karolina Korwin Piotrowska.

Twierdzi też, że osobom publicznym brakuje dystansu do siebie, szwankuje też poczucie humoru. - Ten problem się pogłębia, bo ludzie niemal zapomnieli, co to jest ironia. Nie odróżniają chamskiego ataku hejtera od ironii krytyka. Nie wiedzą też, że poczucie humoru to cecha inteligencji. Autentyczne poczucie humoru, a nie deklarowane tylko na potrzeby wywiadu dla mediów – zauważa Korwin Piotrowska.

Poczucie humoru skuteczniejsze niż atak

OK, wiemy już, że krytyka jest powszechna, a w wielu przypadkach także potrzebna. Co można więc zrobić, by przestała być bolesna? Ekspert od wizerunku Mirosław Oczkoś radzi, by nie ulegać pokusie odpowiadania na krytyk personalną tym samym. Z takiej spirali nienawiści trudno się potem wygrzebać. - Przez taki mechanizm pojawiła się w Polsce mowa nienawiści. Robimy sobie różne przykrości i każdy czuje się zobowiązany zareagować. W przestrzeni publicznej przyjęło się nawet sądzić, że jak nie odpowiemy na krytykę odpowiednio mocno, to będziemy atakowani dalej. Tymczasem dobrze jest odpowiedzieć w sposób dowcipny, inteligentny, obrócić to w żart, albo sprowadzić na poziom ogólny, jakichś ogólnie obowiązujących zasad - wylicza. I dorzuca jeszcze jedną, być może fundamentalną zasadę - zastanowić się, czy krytykujący przypadkiem nie ma racji...

Jeśli przyjmowanie krytyki z godnością sprawia wam problem, nie jesteście sami. Jak zauważa Oczkoś, jest to nasza przypadłość narodowa, a zwalczyć ją jest bardzo trudno.

- Polacy ciężko znoszą krytykę. Z tego powodu bardzo mocno funkcjonują u nas takie pojęcia, jak godność, duma narodowa, wstawanie z kolan. Te hasła są w naszej debacie publicznej nadużywane i stosowane w zupełnie nieadekwatny sposób. Jako Polacy mamy więc ewidentnie z tym kłopot, ale niewiele krajów na świecie potrafi przyjąć krytykę bezboleśnie.

Krytyka to nieodłączny element relacji międzyludzkich. Jest potrzebna i pożyteczna, choć nie powinna być nadużywana. Nie warto krytykować tylko po to, by uznano nas za inteligentniejszych, bowiem ta zasada nie zawsze się sprawdza. Niemal na pewno zaś sprawi, że zostaniemy uznani za niesympatycznych, a nawet okrutnych. Zanim zaś opublikujemy hejterski komentarz na forum, zastanówmy się, czy aby na pewno chcemy dostosowywać się do norm tworzonych przez opłacanych, internetowych trolli i osoby o sadystycznym rysie osobowości.