Internetowa Zosia – Samosia

Od najmłodszych lat przyzwyczajani jesteśmy do niezależności i samodzielności. Dlatego kiedy w dorosłym życiu nagle zauważamy braki w dziedzinie o nazwie: „miłość” czy „potrzeba bliskości” – staramy się jak najszybciej ją wypełnić. Przyzwyczajeni do fast foodów, produktów 3 w 1 i szybkiego tempa – wybieramy najłatwiejsze rozwiązanie… i otwieramy przeglądarkę internetową. Poszukiwania miłości najczęściej zaczynamy od sieci. Z badań wynika, że z oferty portali randkowych w Polsce skorzystało już 2,5 miliona użytkowników, w większości mężczyzn. Statystyczny użytkownik serwisu randkowego jest również młody – najliczniejsze grono to grupa wiekowa 25-34. Z badań World Dating Company wynika również, że ponad połowa randek zostaje umówionych właśnie poprzez Internet. Zabiegani, spędzający cały dzień w pracy, a w weekendy zaszywający się w domowym zaciszu – niewiele mamy okazji do spotkania bliskiej osoby. Internet daje wiele komfortu, zwłaszcza nieśmiałym w poszukiwaniu miłości. Do czasu. Sieć bowiem jest prawdziwym rajem także dla osób, które nie chcą do końca ujawniać swojej tożsamości, ba, może wręcz dysponują drugą, alternatywną, znacznie odbiegającą od realnej. Według badań PBI Megapanel/Gemiusa z ubiegłego roku, portale randkowe zanotowały stały spadek liczby użytkowników. W stosunku do roku 2011 ich liczba spadła o 1,3 mln. Powodów takiego stanu rzeczy jest kilka. Coraz częściej okazuje się, że relacje zapoczątkowane w Internecie po prostu nie sprawdzają się w realnym świecie – a my, znudzeni, zaczynamy szukać nowej metody „serwisowania” uczuć. Obecnie modne stało się poszukiwanie partnera w serwisach społecznościowych, a nie stricte randkowych. Co więcej, chcemy mieć wszystko najwyższej jakości, dopracowane i zindywidualizowane – stąd i zwrot w stronę profesjonalnych biur matrymonialnych, które pomagają osiągnąć zamierzony cel: znaleźć partnera.

Swatka XXI wieku

Biura matrymonialne to jedna z bardziej dochodowych gałęzi biznesu w Europie Zachodniej. Wynika to z tego, że w krajach rozwiniętych problem samotności oraz poszukiwania partnera przybiera największe rozmiary. Ludzie są zagubieni, mimo tego, że na polu zawodowym nierzadko odnoszą spektakularne sukcesy, których nie potrafią przenieść na grunt prywatny (profil „przeciętnego” klienta biura matrymonialnego to dobrze zarabiający w sektorze finansowym czy medialnym 30-45 latek). W Japonii – gdzie życie jest zaplanowane w rytm uciekających wskazówek zegara – ponad 80% małżeństw zawieranych jest za pośrednictwem biur matrymonialnych. Tej liczbie trudno się dziwić. W społeczeństwach wysoko rozwiniętych, świadomych, wielkie zaufanie pokładane jest w eksperckości i fachowości. Nie dziwi, więc, że wykształcił się odrębny sektor, który gwarantuje usługi w tej dziedzinie życia. Zachodnie biura matrymonialne nierzadko są prawdziwym "think tankiem" – czy w razie potrzeby – sztabem kryzysowym ekspertów. Zatrudniają psychologów, seksuologów, pedagogów czy socjologów. Z opinii klientów wynika, że ich zaufanie budzi właśnie fakt, że rozmawiają z kompetentnym specjalistą, który jest w stanie zrozumieć i jasno odpowiedzieć na ich potrzeby oraz oczekiwania (pamiętajmy również, że tego typu usługi bywają bardzo drogie). Co ważne, również klienci mają poczucie, że pracownicy biura biorą na siebie odpowiedzialność za znalezienie im partnera. A zadania te realizowane są doprawdy na różne sposoby! Korzystają z testów psychologicznych i tzw. testów kompatybilności, układają różnego rodzaju „match questions”, sprawdzające zgodność poglądów z potencjalnym partnerem, quizy osobowościowe, a nawet specjalne aplikacje na smartfony. Coraz częściej (także w Polsce) powstają biura specjalnie dla katolików – dla wielu osób jedną z najważniejszych cech poszukiwanego partnera jest właśnie wspólnie wyznawana religia czy światopogląd.

„I trudno mi się przyznać…”

A jak sytuacja wygląda na naszym polskim gruncie? Wystarczy zajrzeć do Internetu, by przekonać się, że u nas podejście wciąż różni się od zachodniego. Nie traktujemy samotności jako kolejnej przeciwności czy zadania do rozwiązania.

To – paradoksalnie – wciąż temat tabu. Nie jest w dobrym tonie przyznawanie się i mówienie wprost „jestem samotny i potrzebuję miłości”. Chyba jeszcze zbyt bardzo nasza – choćby pozorna – niezależność jest powodem do dumy, a samotność i nieumiejętność znalezienia partnera – czymś uwłaczającym. Wciąż też kluczową kwestią jest dla nas to, „co ludzie powiedzą” i przeglądanie się w oczach innych. Tymczasem, jak przekonuje Adam Grzesiak z biura matrymonialnego Czandra, znalezienie partnera to naprawdę żmudna, konkretna i wyczerpująca praca. Od ponad 30 lat biuro z Warszawy pomaga Polakom znaleźć nie księcia z bajki lub księżniczkę, ale jak tłumaczy Adam – ciepłego, dobrego drugiego człowieka, nieidealnego, którego pokochamy z całym życiowym bagażem i balastem.

- Czandra stworzyła unikalny program indywidualny, który pozwala Klientom osiągnąć wymarzony cel: otworzyć się na relacje i spotkać bliską osobę. W naszej metodzie kluczowe jest indywidualne podejście do każdego człowieka – opowiada Adam. - Nie zakładamy, że partnera można znaleźć od razu. Najpierw trzeba uporać się z własnymi ograniczeniami, przygotować siebie i swoje serce na przyjęcie uczucia. Przywołajmy tu historię Krzysztofa, który jest bardzo przystojnym zdolnym prawnikiem. Ma za sobą wiele związków, ale wszystkie bardzo krótkie – opowiada Adam Grzesiak. - Z rozmowy wynikało, że kobiety prawdopodobnie zniechęcała jego nieodcięta pępowina. Zadanie nr 1 to było wyprowadzenie się naszego Klienta od matki. Nie obyło się bez bólu, ale po 3 miesiącach pertraktacji Krzysztof miał w ręku klucze od wynajętego mieszkania. Niewiele to niestety zmieniło, bo mieszkanie wynajął od sąsiadów. Dalej obiady i pranie odbywało się u mamy. Więc zadanie nr 2: zmienić mieszkanie, właściwie dotyczyło tego pierwszego. Przez kolejne 3 miesiące, krok po kroku uczyliśmy go żyć bez mamy. Zaczęliśmy od zakupów, wyrzucania śmieci, prania i przeszliśmy do prób samodzielnego myślenia. Po pewnym czasie był zdolny do związku.

Zdaniem Adama Grzesiaka najważniejsze to zdać sobie sprawę z własnych ograniczeń i zrzucić kajdany, które uniemożliwiają nam bycie szczęśliwym. Dlatego tak ważna jest relacja z klientami – bardzo ciepła, prywatna, osobista. 

>>> ZOBACZ RÓWNIEŻ!