Naukowcy nazwali to zjawisko "inwestowaniem w przeznaczenie" (investing in karma).

- Każdy zdaje sobie sprawę z zasady wzajemności, czyli idei zakładającej fakt, że jeśli ty podrapiesz mnie po plecach, ja podrapię ciebie. Zastanawialiśmy się, czy ludzie myślą w ten sposób nawet gdy nie układają się z inną osobą, ale raczej z wszechświatem - mówi Benjamin Converse z University of Wirginia, główny badacz.

Uczestnicy badań, którzy rozmyślali nad niewiadomym rozwiązaniem swoich problemów, pozostających poza ich kontrolą, chętniej zgadzali się na przysługi, takie jak poświęcenie swojego czasu na dodatkową pomoc w laboratorium, która rzekomo miała na celu polepszenie losu głodnych lub chorych dzieci lub zaoferowanie wsparcia finansowego.

Osoby badane, u których wzbudzono myślenie o niekontrolowanym aspekcie ich życia, były jednakże bardziej skłonne do uczestniczenia w dodatkowych przedsięwzięciach, tylko jeżeli zakładały one pomaganie innym. Badani nie byli wcale bardziej chętni do brania udziału w aktywnościach związanych z zabawą czy przyjemnością.

To pozwoliło ekspertom na upewnienie się, że ludzie ci nie podejmowali dodatkowych działań, ponieważ są ugodowi lub próbują poprawić sobie humor, ale rzeczywiście ich główną motywacją jest inwestowanie w przeznaczenie, czyli nadzieja na to, że los odwdzięczy się za ich dobroć.

Naukowcy zauważyli też, że robienie dobrych uczynków sprawiało, że osoby badane pozostawały bardziej optymistyczne w stosunku do niewiadomego rozwiązania ich sytuacji życiowej.

- Nawet jeśli ludzie właściwie nie wierzą w przeznaczenie, ciągle mogą mieć intuicyjne poczucie, że dobre rzeczy przytrafiają się dobrym ludziom. Jeśli ta intuicja sprawia, że ofiarowujemy pieniądze na dobry cel lub jesteśmy nastawieni bardziej optymistycznie, wygląda na to, że jest to dobra rzecz - podsumowuje Converse.