PAP Life: - Zostałaś laureatką nagrody Esencja Natury 2011. Na gali można cię podziwiać w sukience, to chyba nieczęsty widok?

Kinga Baranowska: - Muszę się przyznać, że to jedna z nielicznych moich sukienek, ale cieszę się, że od czasu do czasu mam okazję ją założyć. Większość mojej szafy zajmują ubrania sportowe. Jeśli tylko nadarzy mi się okazja, to z przyjemnością zakładam sukienkę, by poczuć się bardziej kobieco. W końcu kobiecość jest zgodna z moją naturą, więc musze zachować równowagę.

Czy kobiecość objawia się jakoś w górach? Co różni himalaistkę od himalaisty?

K.B.: - Na pewno kobiety są od mężczyzn słabsze fizycznie. Nie ma się co obrażać, to niezaprzeczalny fakt. Natomiast zauważyłam, że kobiety są często silniejsze psychicznie i poddają się jako ostatnie. To, że są słabsze fizycznie, w górach nadrabiają silną "psychą".

Starają się coś mężczyznom udowodnić?

K.B.: - Chyba nie. Nie chodzi o to, żeby coś robić na siłę, czy w celu udowodnienia. Kobiety już to mają w genach, że są dosyć wytrzymałe i bardziej cierpliwe. A w górach się tylko o tym przekonałam.

Co daje ci himalaizm?

K.B.: - Zawsze, kiedy staję na szczycie góry, to myślę sobie, że świat jest cudownie skonstruowany i niesamowicie piękny. Żałuję, że nie mogę dłużej zostać tam na górze... Natomiast te wspomnienia i widoki towarzyszą mi później bardzo długo. Wiem, że nikt mi tego nie zabierze. Dziwię się, że świat może być tak piękny. I to, że można widzieć czubki gór, a poniżej chmury, to jakby mieć świat pod stopami. To porażający widok. Jeden z najpiękniejszych, jaki w ogóle widziałam na świecie. Nabiera się też dosyć dużego dystansu do spraw codziennych. Człowiek się mniej stresuje i jest bardziej cierpliwy. Skoro dałam sobie radę w górach wysokich, to błaha rzecz nie wyprowadzi mnie teraz z równowagi. Dystans to prezent, który się otrzymuje od gór.

A czy można się na nie gniewać po nieudanym ataku szczytowym, gdy nie udaje się zrealizować marzeń?

K.B.: - Nie powinno się gniewać na góry. To tak, jakby gniewać się na naturę. W takiej sytuacji tylko tracilibyśmy energię na nieproduktywną złość. Nic konstruktywnego by z tego gniewu nie wyszło. Z naturą trzeba się pogodzić i żyć z nią w harmonii. W himalaizmie jest tak, że dopiero wtedy, kiedy natura pozwoli - można wejść na szczyt. Dopiero, gdy się pewne rzeczy zaakceptuje, pojawia się szansa na zdobycie szczytu.

Jak długo wytrzymujesz na nizinach zanim nie zacznie cię "nosić"?

K.B.: - Aktualnie z przyjemnością tu odpoczywam. Cieszę się, że mam w życiu i trochę tego, i trochę tego. Udaje mi się sprytnie połączyć pasję i pracę. Gdy zaczynam tęsknić za górami, to mam szansę się w nich znaleźć. A gdy jestem zmęczona, wracam do Warszawy.

Co tu najbardziej doceniasz?

K.B.: - Nie są to zdobycze cywilizacyjne ani nowe technologie. W górach najbardziej tęsknię za owocami i warzywami. Nie mamy ich tam zbyt wiele. To pierwsza rzecz, na którą się rzucam, po powrocie. Tak było, gdy wracałam z K2, a w Polsce był środek sezonu - pełno truskawek, czereśni... To coś, o czym naprawdę marzę powyżej 5 tys. m.n.p.

Rozmawiała: Jagoda Mytych