Pani Barbara jest lekarzem. Jej dzieci i znajomi twierdzą, że jest stu procentowym pracoholikiem. Poza przyjmowaniem pacjentów zajmuje się też pracą naukowo-dydaktyczną, która pochłania nie tylko popołudnia, ale też większość weekendów, a nawet urlopy. W rozmowie z PAP Life nie wygląda jednak na niezadowoloną z życia.

PAP Life: - Ile godzin dziennie pani pracuje?

Barbara: - Myślę, że ok. piętnastu, chociaż znajomi twierdzą, że i dwadzieścia...

- Zdarzyło się pani zaniedbać jakieś obowiązki domowe, rodzinne w związku z pracą?

- To znaczy... Nie wiem jak to określić, ale moi synowie są dorośli, więc w zasadzie nawet, jeśli niczego nie zrobiłam w domu, nie mam takiego poczucia, że cokolwiek jest zaniedbane, ale niewykluczone, że oni się czują okropnie zaniedbani.

- Zdarza się tak, że nie ma pani czasu zrobić obiadu, posprzątać mieszkania?

- No oczywiście, że się zdarza. Zdecydowanie!

- A wspólne rozrywki, wyjście do kina? Ma pani czas dla siebie?

- Zdecydowanie na to nie ma czasu. To po prostu jest wykreślone z życia w pewnym sensie. A czas dla siebie? Zależy od okresu. Zdarzają się takie momenty, że uznaję, że po prostu nie mam na to czasu i tyle.

- Pracuje pani podczas urlopów?

- Częściowo urlopy też są poświęcone na pracę. Jednak biorę je głównie po to, żeby odpocząć.

 - Zdarza się, że praca zajmuje też weekendy?

- Tak, to się bardzo często zdarza.

- A tak procentowo?

- Procentowo? No to jak mam jeden weekend wolny na dwa miesiące, no to jest dobrze. Także ja weekendy przeznaczam właśnie na pracę.

- Czy wpływa to na relacje z przyjaciółmi albo bliskimi osobami?

 - Hm...Oni mi mówią do widzenia, więc i ja im mówię do widzenia... Na pewno jest tak, że nie mam czasu się spotkać, ale często rozmawiamy przez telefon. Moja najbliższa koleżanka pracuje razem ze mną naukowo, więc to jest takie połączenie przyjemnego z pożytecznym.

- Spotkała pani innych pracoholików?

- Właściwie wszyscy dookoła. Z kim nie rozmawiam, to mówi, że pracuje w weekendy, nawet niekoniecznie lekarz, czy naukowiec. Ludzie robią po prostu dodatkowe rzeczy. Mam wrażenie, że to jest w ogóle zjawisko ogólnospołeczne, bo z kim nie rozmawiam, każdy mówi, że strasznie pędzi, bez przerwy pracuje. I jak to przerwać?